Jak przejść Mały Szlak Beskidzki

Beskid Mały, Makowski i Wyspowy. Wędrując po wewnętrznych masywach Karpat zazwyczaj omijam te trzy. Bieszczady lub Beskid Niski – to moje najczęstsze miejsca. A ucywilizowane góry na północy, przecięte drogami i dość gęsto zaludnione? Omijałem je długo i dopiero w tym roku postanowiłem odwiedzić. Pretekstem było przejście trasy znanej jako Mały Szlak Beskidzki.

Wiosną tego roku przeszedłem główny szlak Gór Świętokrzyskich. Odkrywanie polskich szlaków „średniodystansowych” spodobało mi się na tyle, że poszedłem za ciosem. Nie mam natury kolekcjonera i nie zaliczam gór ani szlaków, aby mieć je w wykazie. Wędrowanie „średnimi” szlakami okazało się jednak świetnym pomysłem w czasie, gdy mam jedynie kilka dni na wyjazd, a mam ochotę przejść jakiś szlak w całości. Po wypadzie w Świętokrzyskie, spojrzałem na południe. O Małym Szlaku Beskidzkim słyszałem już wcześniej i wydawał się on logiczną kontynuacją.

Mały Szlak Beskidzki (MSB) nazwą i przebiegiem nawiązuje do Głównego Szlaku Beskidzkiego (GSB). Jest też jego przeciwnością, a może raczej uzupełnieniem. Idąc GSB poznajemy głównie pasma leżące blisko granicy Polski. Ten najdłuższy szlak górski omija więc masywy oddalone bardziej na północ. Lukę tę wypełnia właśnie MSB, który prowadzi przez pasma Beskidów, o które GSB nie zahacza. Są to (od zachodu): Beskid Mały, Makowski i Wyspowy.

Jak przejść Mały Beskidzki? Gdzie się zatrzymać, zrobić zaopatrzenie? Gdzie można przenocować pod dachem, a gdzie pod namiotem? Jaki sprzęt jest niezbędny? Jakie zabrać mapy? Ten artykuł jest krótkim przewodnikiem i praktycznym podsumowaniem. Opisuje przebieg szlaku, moje rozwiązania sprzętowe i logistykę przejścia.

Mały Szlak Beskidzki – dane podstawowe:

  • Zachodni koniec Małego Szlaku Beskidzkiego to Bielsko Biała (dzielnica Straconka), wschodni – Luboń Wielki w Beskidzie Wyspowym.
  • Odległość – 137 km.
  • Suma podejść – 6 000 m (w kierunku Bielsko Biała – Luboń) lub 5 400 m (przy starcie ze szczytu Lubonia)
  • Czas – 3-6 dni

Dojazd

Wygodniejszym punktem startu, gdy dojeżdżasz w góry z północy lub centrum Polski, wydaje się Bielsko. Miasto jest lepiej skomunikowane z dużymi ośrodkami kraju, bezpośredni pociąg z Pomorza, Warszawy czy Śląska dostarcza Cię niemal na początek szlaku. Startując z Małopolski lub Podkarpacia łatwiejsze będzie jednak dotarcie do Rabki i start ze szczytu Lubonia.

Powrót z końcowego punktu szlaku może być kłopotliwy. Nawet w dzień roboczy drogą przez Rabkę nie kursował żaden sensowny transport do Krakowa. Zaliczyłem długie oczekiwanie, szybką podwózkę busem do Mszany i dopiero tam przesiadkę do stolicy Małopolski.

Kierunek wędrówki nie ma znaczenia dla trudności trasy. Teoretycznie, idąc z zachodu, pokonujemy większą różnicę wysokości – 5,6 km zamiast 5 km. Jest ona jednak pozorna, gdyż nie uwzględnia podejścia na szczyt Lubonia z Rabki. Warto zwrócić uwagę na dość konkretną różnicę wysokości na MSB: chociaż jest on tylko o 30 km dłuższy od Głównego Szlaku Świętokrzyskiego, suma podejść jest na nim prawie dwukrotnie większa. Poprzeczka trudności jest więc zawieszona znacznie wyżej.

Mapy i przewodniki

Do nawigacji używałem dwóch: „Beskid Mały” 1:40 000 i „Beskid Makowski” 1:50 000 wyd. Compass. Są dokładne, czytelne i zawierają znikome ilości błędów. Druga z nich zawiera też niemal cały niezbędny odcinek szlaku w Beskidzie Wyspowym. Całość szlaku można przejść kierując się samymi znakami, bez mapy. W praktyce zdarzają się miejsca wątpliwe, z kiepskim oznakowaniem lub prowadzące w otwartym terenie, gdzie możliwości namalowania znaków nie było. Na taką okoliczność mapę lepiej mieć. Jeśli nie lubisz dźwigać, możesz zeskanować i wydrukować tylko interesujące Cię fragmenty.

Podobnie jak przy Głównym Świętokrzyskim mógłbym napisać, że przewodnik jest zbędny. Tyle, że „oficjalnie” wydanego, papierowego przewodnika po MSB zwyczajnie nie ma. Jest za to zwięzły i praktyczny przewodnik dostępny on-line autorstwa Angeliki Kantor i Mateusza Grzegorzka. Zawiera on fragmenty map, choć trudno ich używać jako jedynej pomocy w nawigacji.

Przebieg szlaku i podział gór

Mały Szlak Beskidzki przebiega przez 3 pasma:

1. Beskid Mały

Początek to przedmieścia Bielska Białej, na które, z centrum miasta, dojedziesz autobusem. Szlak rozpoczyna się pod dużym kościołem i wspina się na szczyt Czupela (654 m). Stamtąd grzbietem tego pasma, niemal cały czas zalesionym, prowadzi kilka godzin do doliny Soły i Jeziora Międzybrodzkiego.

Za jeziorem szlak wspina się na wierzchołek Żar (761 m) i tu zaczyna się zasadnicza część Beskidu Małego. Grzbiet główny prowadzi niemal ściśle na wschód, przez Wielką Cisowa Grapę, Potrójną i Leskowiec. Nazwa „Beskid Mały” zmyliła mnie, gdy planowałem to przejście. Nawet szybkim marszem trudno jest przejść cały ten masyw w jeden dzień. Ma on 35 km w linii prostej, co oznacza prawie 45 km szlakiem. Gdy na początku ścieżki staniesz późnym rankiem, po kilku godzinach spędzonych w pociągu, ten pierwszy etap może być niezłym sprawdzianem kondycji. Oczywiście nie ma obowiązku przechodzenia go w 1 dzień: po drodze znajduje się kilka dobrych miejsc biwakowych i aż 5 schronisk.

Całość Beskidu Małego to ok. 44 km i 14-15 h marszu, w tym 1 920 m podejść i 1 830 m zejść.

mały szlak beskidzki profil

2. Beskid Makowski

Za Leskowcem szlak schodzi do Krzeszowa i tu zaczyna się drugi z masywów, największy. W Beskidzie Makowskim Mały Szlak Beskidzki prowadzi grzbietami, ciągnącymi się w linii wschód-zachód. Pierwszy z nich to nieduży masyw Żurawnicy (724 m) i Żmijowej. Za nim szlak przecina dolinę Skawy i wspina się na pasmo Chełmu (603 m), którym prowadzi przez ok. 5 h. Po tym czasie schodzi do Palczy, za którą wchodzi na główny grzbiet Pasma Babicy (728 m) i nim około 6 h do Myślenic. Tu kluczy przez centrum miasta, by zmienić zdecydowanie kierunek. Ze wschodniego skręca na południowy wschód, mijając schronisko „Kudłacze” i wspinając się pasmem Lubomira i Łysiny. To kolejny, dość długi odcinek poprowadzony z dala od dolin, schodzący na koniec do Węglówki.

Za Węglówką Beskid Makowski kończy się, a szlak wchodzi na niewielkie wzniesienie Wierzbanowskiej Góry, należącej już do Beskidy Wyspowego. Jednak to leżąca nieco dalej Kasina jest lepszym punktem do szukania noclegu i zaopatrzenia. Warto więc potraktować odcinek Węglówka – Kasina jako swoiste przedłużenie Beskidu Makowskiego.

W okolicach Kasiny szlak zatacza szeroką pętlę (to jedyny, niewielki fragment, który wykracza poza mapę „Beskid Makowski”) i wraca do głównej drogi biegnącej przez Kasinę Wielką.

Całość Beskidu Makowskiego oraz grzbiet Wierzbanowskiej Góry to około 70 km i 21-23 h marszu, w tym 2 480 m podejść i 2 420 zejść.

mały szlak beskidzki profil

3. Beskid Wyspowy

Mały Szlak Beskidzki zahacza o ten masyw, przechodząc przez 2 duże szczyty. Dają one jednak niezłe pojęcie o tym, czym jest wędrowanie przez Wyspowy. Na szczyt Lubogoszczy (968 m) podchodziłem po południu i z lekkim plecakiem, mimo to kilkaset metrów różnicy wysokości, w dodatku robionych w upale, było najgorszym momentem tego przejścia. Tutaj zrobiło już swoje ogólne zmęczenie, po przejściu ponad 100 kilometrów. Stając na wierzchołku przypomniałem sobie, czemu nigdy wcześniej nie przyjechałem w Wyspowy z własnej woli. Dalej czeka dość długie zejście do Mszany Dolnej, kilka kilometrów przez lasy i wsie, a na koniec ostre podejście pod Luboń, najwyższy punkt całego MSB.

Odcinek MSB w Beskidzie Wyspowym (po odliczeniu Wierzbanowskiej Góry) to 7 h i około 21 km szlaku, w tym 1 230 m podejść i 765 m zejść.

mały szlak beskidzki profil

Wejście na Luboń (1 022 m) daje złudzenie skończonego szlaku. Stamtąd czeka jednak strome zejście 570 m do Rabki Zdrój. Ten ostatni odcinek, gdy nie zostawisz na niego rezerwy mocy, może Cię konkretnie dobić. Mnie dobił.

Od kilku osób usłyszałem krytyczne uwagi na temat takiego zakończenia szlaku. Fakt, że znajduje się na szczycie, równa się konieczności doliczenia tych „nadprogramowych” metrów różnicy z najbliższej miejscowości. Kiedy zaczynasz MSB na szczycie Lubonia musisz pokonać niemal 600 metrów w pionie, aby w ogóle stanąć na początku szlaku. Masz więc świadomość, że wysiłek ten jest daremny, gdyż nie wlicza się do kilometrów, jakie masz do przebycia. Ma to oczywiście sens, ale moim zdaniem tylko psychologiczny. Szlak przebiega tak, a nie inaczej i trzeba być po prostu przygotowanym na trudny początek lub zakończenie, i tyle. Nikt z amerykańskich długodystansowców nie obraża się chyba, gdy po kilku miesiącach wędrowania Szlakiem Appalachów musi jeszcze na koniec wbić się 1 300 metrów na szczyt Mount Katahdin.

Niektórzy wspominali także odcinki asfaltowe. Było ich rzeczywiście trochę, głównie podczas przechodzenia przez miejscowości. Najmniej przyjemne były strome zejście z Lubomira i droga przez Kasinę. Moim zdaniem nie ma tragedii, szlak rzadko prowadzi ruchliwymi drogami. Ogólnie – da się znieść, choć nie są one atrakcyjne.

Czas przejścia

Powyższe czasy wyliczone są dla przeciętnego turysty, nie obejmują jednak odpoczynków. Łączny czas 42–45 godzin będzie krótszy dla osoby idącej na lekko, nawet o 25%. I w drugą stronę: miłośnicy biwakowania, idący na „ciężko”, mogą potrzebować ponad 50 h.

Ile potrzeba na przejście MSB? Biorąc pod uwagę odległość i spore przewyższenia, najkrótszym wariantem dla „normalnego” człowieka wydaje się 3-dniowy. Siebie uważam za normalnego (niektórzy mają wątpliwości) i moje przejście zaplanowałem właśnie na 3 dni. Wystartowałem pierwszego dnia z Bielska o 11.40, kończąc na szczycie Lubonia trzeciego dnia o 23.30.

3 dni

Wariant dla idących na lekko i szybkich, zakładający pokonywanie 45 km i ponad 1 500 metrów przewyższenia dziennie. Decydując się na niego warto startować z Bielska o świcie.

Pierwszy dzień przeznacz na przejście Beskidu Małego, z Bielska do Krzeszowa. Jeśli po tym odcinku będziesz mieć jeszcze zapas siły, przejdź całość lub część masywu Żurawnicy. Idealnie, jeśli Twój nocleg wypadnie w Zembrzycach, w dolinie Skawy. To plan ambitny, ale jeśli z Bielska wyjdziesz bardzo wcześnie, możliwy. Drugiego dnia przejdź do Myślenic lub schroniska Kudłacze. Startując trzeciego dnia z okolic Kudłaczy, nawet wliczając zmęczenie po takim marszu, względnie spokojnie dojdziesz wieczorem na Luboń.

4 dni

Wariant spokojniejszy, ale i tak ambitny. Tu noclegi można zaplanować: 1) w chacie na Potrójnej, 2) w masywie Babicy, przed Myślenicami oraz 3) w rejonie Lubomira i Węglówki. Dzienny dystans wyniesie około 30-35 km, do osiągnięcia przez mocniejszych zawodników. Wadą tego wariantu jest środkowy nocleg, wypadający na długim odcinku, prowadzącym poza cywilizacją. Jest to jednak mała niedogodność, gdyż proste miejsce noclegowe znajdziesz pod wiatą, ulokowaną na zboczu Bieńkowskiej Góry (połączenie MSB i czarnego szlaku).

5 dni

Opcja „normalna”, z dziennymi odcinkami na poziomie 27-28 km, a więc osiągalnymi dla większości turystów. Tu noclegi możesz planować bardziej elastycznie i – jeśli wolisz – bliżej ludzi. Przykładowe miejsca na trasie 5-dniowej to: Przeł. Kocierska, Zembrzyce, Myślenice, Kasina Wielka. Ponieważ każde z nich to miejscowość lub schronisko, wariant ten jest dobry, gdy każdą noc chcesz spędzić pod dachem.

6 dni

Dla przemieszczających się, z wyboru bądź z konieczności, na spokojnie. Tu wystarczy dzienne tempo na poziomie 23 km. Szlak mija sporo miejscowości, możesz więc zaplanować biwaki wyłącznie w domach i schroniskach lub wariant mieszany, z wykorzystaniem namiotu.

maly_szlak_beskidzki_schronisko_kudlacze
Mały Szlak Beskidzki, schronisko na Kudłaczach

Sprzęt

Podobnie jak na Głównym Szlaku Świętokrzyskim, także na MSB wybrałem styl „ultralight”, zamiast dźwigania kilogramów sprzętu. Powtórzę jednak to, co napisałem w relacji z GSŚ: każdy ma prawo do własnego tempa i „szybciej” nie dla każdego oznaczać będzie „lepiej”. Niektórzy wyjeżdżają w góry nie dla pokonanych kilometrów, ale pięknych miejsc biwakowych i kontemplacji widoków. Każdy niech wybiera to, co lubi. Ja sam nie biegam, ale lubię zdecydowane tempo.

Mój bagaż na MSB był niemal identyczny z tym zabranym na szlak Gór Świętokrzyskich. Był też bardzo podobny do tego, który później przeszedł ze mną Główny Szlak Beskidzki.

Poza ubraniami niesionymi na sobie, moje wyposażenie zmieściło się do plecaka Salewa Ultra Train 22.

Moją „sypialnią” był X-lite 200 Cumulusa, który towarzyszył mi także na Islandii. Od gleby izolowała mnie mata dmuchana Sea To Summit Ultralight (400 g), bardzo pakowna po zwinięciu.

Do tego cienka koszulka noszona w dzień, koszulka z wełny merino na wieczór, lekka bluza Powerstrech i wiatrówka zamiast kurtki. Do tego lekkie spodnie Salewa Agner Orval. Całość uzupełniała cienka czapka i 2 pary zapasowych skarpet (Bridgedale Trailhead).

MSB był drugim szlakiem, jaki przeszedłem w podejściówkach (Salewa Mountain Trainer). Sprawdziły się nieźle, ale po 140 km marszu uznałem je za zbyt sztywne na łatwe ścieżki. Podczas kolejnego przejścia, na Głównym Szlaku Beskidzkim, zamieniłem je na buty biegowe i takie obuwie wydaje mi się obecnie optymalne w polskie Beskidy. Gdy idziesz przez okolice Myślenic czy Makowa Podhalańskiego, nie ma tam szlaków na tyle trudnych, by wymagały wysokich, sztywnych butów za kostkę. Ich ciężar będzie Cię tylko spowalniał, a latem zafunduje odparzenia nóg. Lekkie buty trailowe i lekki bagaż – po mijającym roku to moja recepta na polskie Beskidy.

Zrezygnowałem też ze sprzętu kuchennego, kupując jedzenie po drodze. Chociaż odcinki między miejscowościami bywają na MSB spore, rzadko przekraczają 8 godzin. Mając więc zapas jedzenia na 1 dobę mogłem przeżyć wędrówkę. Temperatury były wyższe niż wiosną w Świętokrzyskich, dlatego miałem większy zapas wody – 2 litry, niesione w camelbagu. Resztę sprzętu stanowiły: mała apteczka, dokumenty, czołówka, mapy, scyzoryk, zapalniczka, kompas, telefon i kosmetyczka. Do tego lekkie kijki teleskopowe z włókna węglowego, używane potem także na przejściu Głównego Szlaku Beskidzkiego. Z aparatu fotograficznego zrezygnowałem, oszczędzając 800 g. Łączna waga sprzętu wyniosła około 3,5 kg.  Oprócz tego 1,5-2,5 kg wody i jedzenia.

Jeśli interesuje Cię szczegółowa lista sprzętu, z jakim pokonuję takie szlaki, zajrzyj do artykułu o Głównym Szlaku Beskidzkim. On tłumaczy moją filozofię wędrowania na lekko.

maly_szlak_beskidzki_sprzet
22 litry wystarczyły, by spakować się na Mały Szlak Beskidzki. Na zdjęciu: przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego kilka miesięcy później, z bardzo podobnym zestawem sprzętu

Schronienie/noclegi

Na kilkudniowy szlak, taki jak ten, nie potrzebujesz namiotu. Owszem, warto mieć możliwość snu w terenie. Na Mały Szlak Beskidzki zabrałem śpiwór i materac, gdyż nie miałem ściśle zaplanowanych miejsc noclegowych. Ilość potencjalnych schronień jest jednak na tyle duża, że namiot jest zbędny. Wystarczy minimum planowania. Jeśli wędrujesz przy złej pogodzie i koniecznie chcesz mieć jakąś osłonę, wystarczy tarp.

Po pierwsze: miejscowości. Niemal każda większa wieś i miasteczko oznacza agroturystykę/pensjonat. Na trasie MSB jest też kilka schronisk. W praktyce co 3-6 godzin napotykasz miejsce, w którym możesz zatrzymać się na noc. Od strony Bielska-Białej takimi punktami są:

Beskid Mały: schronisko Chrobacza Łąka, Przełęcz Kocierska, chatka na Potrójnej, chatka pod Potrójną, schronisko Leskowiec.

Beskid Makowski: Zembrzyce, Bacówka u Harnasia w Marcówce (1 km od szlaku), ośrodek w Zakrzewiu (pod szczytem Chełmu), Myślenice, schronisko na Kudłaczach, Węglówka. Nie ma natomiast możliwości noclegu w obserwatorium na Lubomirze.

Beskid Wyspowy: Kasina, Kasina Wielka, Mszana Dolna (pensjonat „Szczebel”), schronisko na Luboniu Wielkim.

Po drugie: na szlaku spotkasz wiaty turystyczne, dobre jako miejsca noclegowe nawet w deszczu. Idealnymi miejscami są np. wiata na szczycie Kiczery Międzybrodzkiej (za górą Żar), na Leskowcu (piękne widoki gratis), na podejściu pod Babicę, szałas na Wierzbanowskiej Górze (wygodna i doskonale wyposażona), za Kasiną Wielką, (kilkaset metrów od szlaku, tzw. Polana Mogiła, zaznaczona na mapach) i na odcinku Mszana – Glisne (b. skromny daszek).

maly_szlak_beskidzki_leskowiec2
Na szczycie Leskowca

Nawigacja

Bezproblemowa. Na całej długości Beskidu Małego ani razu nie wyjąłem mapy. Na dalszych odcinkach była mi potrzebna nie więcej niż 2-3 razy. Nawet w nocy nie miałem problemu z odnalezieniem szlaku. Oznakowanie jest regularne i wyraźne, przewyższa niektóre odcinki Głównego Szlaku Beskidzkiego.

Jedzenie i woda

Kilka punktów, opisanych wyżej jako ewentualne noclegi, to także możliwe punkty zaopatrzenia. Miejscowości ze sklepami to: Bielsko, Krzeszów, Zembrzyce, Myślenice, Kasina, Mszana i Rabka. Nie warto zabierać zapasu jedzenia na więcej niż 2 dni, uwzględniając oczywiście dni świąteczne. Najdłuższy odcinek bez zaopatrzenia to 45 km przez Beskid Mały. Po drodze znajdziesz na nim jednak schroniska oraz stację narciarską na szczycie Żaru. Dalej na wschód jest już lepiej.

Wybór „gotować czy nie” zależy od preferencji. Nie miałem kłopotu z zostawieniem w domu kuchenki, gazu i menażki. Zaopatrzenie w sklepach było wystarczające, kalorie uzupełniałem też w barach.

Przy okazji drobna podpowiedź: jeśli MSB wyciśnie Cię z energii, zejdź do Mszany i zlokalizuj obok szlaku restaurację. Nazywa się „Alfa” i podają w niej 50-centymetrową pizzę. Nie popełnij tego błędu co ja i nie podchodź do tego specjału w pojedynkę 🙂

Woda na MSB występuje rzadko, mimo to nie była kłopotem nawet w upał. 2 litry były zapasem wystarczającym na kilkugodzinne przebiegi. Generalna rada: szlak biegnie zazwyczaj kulminacjami grzbietów, gdzie wody nie ma. Nabieraj ją więc w źródłach napotykanych na podejściach z dolin i miejscowości. Pomocą służyć też mogą gospodarze schronisk i mieszkańcy wsi. W polskie góry nigdy nie zabieram filtra do wody, na MSB również był zbędny. Wystarczy ostrożność przy wybieraniu źródeł i unikanie tych, które znajdują się w sąsiedztwie zabudowań, poniżej pastwisk i dróg lub takich, w których woda ewidentnie stoi nieruchomo. Dobra rada: przed wejściem na Lubogoszcz uzupełnij zapas wody, np. w jednym z domów w Kasinie. Podejście na ten szczyt w gorący dzień to czyste zło.

Zima

Podobnie jak na każdym górskim szlaku, zima może zmienić wszystko. Beskidy pokryte śniegiem stają się niekiedy poważnym wyzwaniem, a tempo marszu spada 2-3 krotnie. Dzień skraca się znacząco. Szlak w wielu miejscach będzie przetarty słabo lub wcale, czekają Cię więc godziny torowania. Narty śladowe bądź rakiety nie będą wtedy złym pomysłem, choć gdy śnieg nie jest bardzo głęboki, wolę polegać na sile własnych nóg. Zaletą MSB jest fakt, że rzadko prowadzi otwartymi terenami, a las daje osłonę przed zimnym wiatrem.

Zimowe przejście Małego Szlaku Beskidzkiego będzie bardzo fajną przygodą. Oznacza prawdopodobnie 6-7 dni marszu w śnieżnej scenerii (o ile będzie to prawdziwa zima), niemal na pewno w samotności. Mając zimowe doświadczenie z jednodniowych wycieczek, możesz pokusić się o takie przejście.

mały szlak beskidzki zima luboń
Zima zmienia wszystko. Okolice Lubonia Wielkiego

Mały Szlak Beskidzki – podsumowanie

Przejście MSB cieszy mnie głównie dlatego, że było pretekstem do zajrzenia, po raz pierwszy, w Beskid Mały. Nareszcie mogę powiedzieć, że odwiedziłem WSZYSTKIE pasma polskich Karpat.

Było też okazją do zobaczenia gór leżących na uboczu głównych i uczęszczanych masywów. Beskid Makowski czy Mały to miejsca bez tłumów. Nie ma tu też oszałamiających widoków, choć panoramy z Leskowca czy Potrójnej robią wrażenie. Swoim spokojem i względną pustką przypominają niektóre partie Beskidu Niskiego. Są jednak znacznie gęściej zaludnione i cywilizacja niemal zawsze jest tu na wyciągnięcie ręki tzn. zejścia z grzbietu. Paradoksalnie, choć zamieszkałe, góry te są jakby trochę zapomniane.

Uroda? Rzecz względna. W moich wędrówkach wybieram zazwyczaj góry wyższe, bardziej przestrzenne. Jeśli szukasz widoków – Mały Szlak Beskidzki to niekoniecznie ten adres. Dla kogo jest ten szlak? Dla tych, którzy chcą po prostu pójść w góry i cieszyć się samym faktem wędrowania, bez żadnych większych wymagań.

I, podobnie jak szlak Gór Świętokrzyskich, to także dobre miejsce do treningu przed dłuższymi przejściami. Dla mnie wiosenny MSB był testem sprzętu i wędrowania „na lekko” przed tegorocznym Głównym Szlakiem Beskidzkim. To, czego nauczyłem się wiosną, między Bielskiem a Luboniem, zaprocentowało pod koniec lata, na znacznie dłuższym przejściu GSB.

Zobacz również

43 odpowiedzi

  1. Fajny tekst. Ubiegłeś mnie. Sam na swojej stronie chciałem zebrać praktyczne spostrzeżenia po zeszłorocznym przejściu. Ale pewno nie zrobiłbym tego tak kompleksowo.
    Pozdrawiam

  2. Mnie najbardziej zniszczyło podejście na Żar. No myślałem, że płuca wypluję. Środkowy odcinek – od Leskowca do Myślenic – w sporym błocie, czasami nawet powyżej kostek. Wtedy doceniłem pancerne Engadiny, które miałem na nogach 😀

      1. Brak wody ? nie wiem jak podczas Waszych wypadów, ale podczas majówki 2018 uzupełniliśmy sobie butelki z kumplem za pozwoleniem babci klozetowej w publicznej toalecie, woda i tak była później gotowana. To swoją drogą, ale nas najbardziej poirytował fakt że po tym jak wleźlim na Żar, dowiedzieliśmy się że „życie” tam skończyło się godzinę wcześniej 😀 My zziajani jak skatowane konie dotarliśmy godzinę później, a tu ani jedzenia, ani wody, ani nawet piwa żeby zrelaksować się na koniec dnia ^^.
        Sytuacja z wodą odbyła się dnia następnego po noclegu namiotowym pod Żarem 😛 To mówiłem ja Jarząbek. Pozdrawiam

        1. Świetny opis, który odgania wszelkie wątpliwości ruszenia na ten szlak. Dużo praktycznych informacji i rozjaśniających moje własne wątpliwości co do obuwia. Dziękuję

  3. Ja wodę zdobyłem u podnóża Żaru u sympatycznej pani. Domy na przeciw parkingu.
    A pizzeria w Myślenicach świetna. Mają tam też doskonałe tortille i zapiekanki z pieca.

  4. Piękna wycieczka Łukaszu! Zapraszam wiosną na Pogórze Ciężkowickie i Rożnowskie i dalej w Beskid Wyspowy, Gorce, Pieniny i Beskid Sądecki , długodystansowym, niebieskim szlakiem z Tarnowa na Wielki Rogacz -184km!!!

    1. Cześć,
      W tym roku idę Twoimi śladami, na początku roku GSS, teraz na święta MSB.
      Mnóstwo ludzi pisze tutaj swoje relacje, wiec może nie będę dodawał swojej jeszcze, chciałem tylko pomoc ludziom chcącym zrobić szlak w 4 dni wędrując bez namiotu (super opcja, polecam)
      pierwszy nocleg: chata na potrójnej (nawet jak wyjdziesz o 10:30 z BB i zatrzymasz się na obiad w hotelu przed potrójna – pyszne pierogi – to zdążysz przed zachodem). Ewentualnie lesnowsko czy jakoś tak, tam trochę dalej, wtedy bez pierogów.
      Drugi nocleg: uwaga WAŻNE
      jeśli nie chcesz brać namiotu to idziesz do Palczy, potem wchodzisz na Babice i śpisz w wiecie do której idzie się 40 minut. Jeśli nie pasuje Ci ta opcja, zostaje pytanie się księdza na plebanii lub strażaków w OSP. Ktos rozumie, noclegu faktycznie nie ma.
      Trzeci nocleg:
      Kudłacze (średnio to polecam, byliśmy tam o 18, a znowu nie wyszliśmy jakoś bardzo rano i nie spieszylismy się strasznie), bardziej polecam iść do Weglowki (WBREW INTERNETOWI SĄ TAM DWIE AGROTURYSTYKI) lub do gościńca pod lubomirem (to bardziej kosztowna opcja)
      No i lecisz na lubon ostatniego dnia.

      Szlak rozłożony na 4 dni o tyle wydaje mi się lepszy, ze jest tutaj cała masa ślicznych widoków. Jeśli trafisz na pogodę, żal nie zatrzymać się nad mnóstwem napotykanych jezior czy niesamowitym widokiem babiej góry, który towarzyszy ci od żaru aż do kudłacz. Wersja 40-45 dziennie oznacza praktycznie ciągły marsz. Ze swojej strony polecam trochę trasę wydłużyć.
      Pozdrowienia z lubonia, pisze na świeżo żeby nie zapomnieć. Robiłem zdjęcia agroturystykom w weglowce, jeśli Lukasz pozwoli wstawię zdjęcia aby ułatwić szukanie (nie spałem tam, nie robię reklamy)
      Pozdrawiam i dzięki za Twoje rady, dzięki nim konsekwentnie zmniejszam ciężar plecaka. Tym razem było około 6-7 kilo bez wody, ale z 3 pucharki jedzenia. Licze, ze do wakacji (GSB) uda mi się zoptymalizować technikę pakowania no i zmienić buty (Aku camina na taki szlak czy potem na GSB wydają się zbędne, ale co zrobić, fundusze)
      Tomek