2 tysiące kilometrów i od 60 do 90 dni wędrówki. Taka droga i taka odległość nigdy nie będą łatwe. Doświadczenia z pierwszego przejścia w 2004 roku sprawiły jednak, że dużo rozważniej kompletowałem wyposażenie na tegoroczną wyprawę.
Warunki na takim szlaku mogą być – i były – bardzo zmienne. W południowej Rumunii upał wypalał dziurę w głowie, a już osiem tygodni później w Polsce szczękałem zębami, gdy pierwsze mrozy wdzierały się do szałasu bądź namiotu. W górach Cerna musiałem przeżyć prawie 24 godziny bez źródła wody, a na Ukrainie dobra pogoda trwała łącznie kilkanaście godzin w ciągu 10 dni. Końcówka Słowacji to asfaltowe drogi, a początek – grań Retezatu i Fogaraszy, które można śmiało porównać do Orlej Perci. Z tym wszystkim musiałem sobie radzić, mając jednocześnie niewielki bagaż.
Plusem tegorocznego przejścia była fakt, że nie musiałem niemal wcale uzupełniać wyposażenia przed wyruszeniem w drogę. Sprzęt jaki miałem to rzeczy służące mi nieraz od lat, używane i sprawdzone m. in. w drodze do Santiago de Compostela. Wyruszając w drogę, w 2004 roku, niosłem nowe: plecak, śpiwór i namiot. Nowe, a więc niesprawdzone, o czym szybko i dość boleśnie przekonałem się nieraz. Jedynymi elementami wyposażenia, jakie kupiłem na przejście w tym roku, były kije teleskopowe, rękawiczki i paliwo. A więc drobiazgi, które raczej nie zdecydowałyby o powodzeniu (lub nie) przejścia.
Podstawowe założenie było identyczne z tym w drodze do Santiago: idę na lekko. Historia przejść Łuku Karpat zna bohaterskich ludzi, którzy wędrowali z 30-kilogramowymi plecakami. Ja sam dźwigałem czasem ponad 25 kg w 100-litrowym worku. I wiedząc czym pachnie taka wędrówka powiedziałem sobie: nigdy więcej! Po spakowaniu plecaka jego ciężar wynosił 16-18 kg i z takim ciężarem startowałem na najdłuższy odcinek Karpat Południowych, gdzie przez 7 dni nie miałem możliwości uzupełnienia zapasu jedzenia. Im dalej, tym lżejszy stawał się bagaż, w Polsce osiągając masę około 12 kg. Dwa razy mniejszy i dwukrotnie lżejszy plecak oznaczał dużo większą przyjemność z tej wyprawy i pozwalał robić dzienne przebiegi o 10 km dłuższe niż kiedyś. Oszczędzał także kolana i kręgosłup.
Wielkie znaczenie miał banalny drobiazg, którym nie dysponowałem 9 lat temu: doświadczenie. Podczas tegorocznego przejścia ani razu nie zgubiłem się z kretesem i nawet gdy przypadkowo zszedłem ze szlaku, zawsze potrafiłem na niego wrócić. Zwłaszcza umiejętność nawigacji, prostej pracy mapą i kompasem, niesamowicie zaprocentowała. Idąc w tym roku odnajdywałem nieraz miejsca, w których kiedyś gubiłem ścieżki i dziwiłem się, jak mogłem być wtedy tak nieuważny.
Lżej, szybciej i przyjemniej. Tegoroczne przejście Karpat nie obfitowało w tyle wzruszeń i dramatycznych wydarzeń jak tamte. Nie oznacza to, że było łatwe, bo taka trasa nigdy łatwa nie będzie. Także w tym roku popełniałem błędy, które kosztowały mnie trochę nerwów i nadłożonej drogi. Przygotowując się teraz, zmieniłbym niektóre elementy ekwipunku, głównie buty i gdybym mógł, także sprzęt fotograficzny (lepszy obiektyw!). Kolejne przejście Łuku zakończyło się jednak sukcesem. Nieskromnie mógłbym dodać, że było to najszybsze przejście Karpat zrobione bez wsparcia osób trzecich. Rekord przejścia Karpat i przepłynięcia odcinka Dunaju z Bratysławy do Orșovej wynosi 57 dni, z czego 48 dni marszu. Takiego wyniku długo nie pobije nikt. Ja nie miałem jednak ekipy wspomagającej. Zaoszczędziło mi umawiania się przez telefon, nerwów i pośpiechu, choć nie obraziłbym się, gdyby np. po zejściu do bieszczadzkiej Cisnej, ktoś czekał na mnie z dużą hawajską, czteropakiem i nowymi butami…
Podsumowanie sprzętowe nie może się obyć bez podziękowania dla tych, bez których ta wyprawa nie doszłaby do skutku:
– Dla firmy Kwark, za zaufanie, za wsparcie przy obu tegorocznych wędrówkach, do Santiago i przez Karpaty, i ubrania, które służyły mi przez 6 000 kilometrów, a posłużą jeszcze pewnie wiele lat.
– Dla Radka Lizaka z forum NGT.pl, za bezinteresowną pomoc i wsparcie sprzętowe obu wypraw.
– Dla wielkiej grupy ponad 100 osób, których wsparcie finansowe umożliwiło realizacje przejścia Karpat; po raz pierwszy finansowałem jakiekolwiek przedsięwzięcie dzięki crowfundingowi i już przejście podejście okazało się pomyślne.
Dziękuję wam wszystkim!
Plecak
Treksport Tibet XT 55 – plecak Treksportu mam od 2007 roku, a jego chrztem bojowym był solowe wejście na szczyt Gerlacha. Można powiedzieć, że przyniósł mi szczęście, gdyż była to trzecia próba wejścia na Dach Karpat i pierwsza udana. Od tamtej pory towarzyszył mi w wielu górskich wędrówkach, przez 4 intensywne sezony, z przerwą na dwuletnią podróż po Azji. To jednokomorowy plecak, z odpinaną klapą, dedykowany do wspinaczki ALE znakomity również do zastosowań turystycznych. Także zimą, gdyż wyposażony jest w uchwyty do czekanów i nart. Na początku plecak posiadał dwie komory:
- główną, z dostępem od góry i przez boczny zamek,
- mniejszą kieszeń od frontu, zamykaną na zamek od frontu.
Obie oddzielone były od siebie przegrodą z cienkiego nylonu. Rok po zakupie, w przegrodzie pękł szew, usunąłem ją więc całkowicie i od tamtej pory mam plecak jednokomorowy, z dostępem przez frontowy zamek. To bardzo wygodnie rozwiązanie. W klapie schowany jest pokrowiec przeciwdeszczowy. Na czas przejścia Karpat pozbyłem się go dla zmniejszenia wagi, ale niepotrzebnie, jak się okazało – przydałby się w tej drodze. Klapa po odpięciu jest małą torbą na biodra. Stelaż plecaka to płyta z tworzywa wzmocniona 2 listwami z aluminium.
W drodze do Santiago używałem mniejszego (35 L) i lżejszego plecaka HiMountain Tawoche. Dlaczego więc, mimo dodatkowej wagi, zdecydowałem się zabrać mój stary plecak? Decydujące były dwa parametry:
- rozmiar – plecak 55L okazał się rozsądnym minimum by spakować całe opisane wyposażenie wraz z zapasem jedzenia na tydzień wędrówki; w Karpatach Południowych zdarzają się odcinki, na których przez 7 dni nie ma zaopatrzenia;
- pas biodrowy – w starym plecaku jest sztywniejszy i znacznie lepiej przejmuje ciężar.

Śpiwór
Yeti GT 400 – przejście Karpat w 2004 roku zrobiłem ze śpiworem Domeyko Ozylia. „Domeyko” to marka własna Sklepu Podróżnika, a model ten produkowany jest do dziś, na ich zlecenie. Wypełnienie jego jest syntetyczne, a więc w teorii bardziej odporne na wilgoć. Dlaczego więc tym razem wybrałem puch?
- śpiwór, przy niemal tej samej termice, jest prawie dwukrotnie lżejszy;
- mam lepszy namiot i szansa na przemoczenie śpiwora jest mniejsza niż 9 lat temu;
- trwałość puchu jest większa niż włókien syntetycznych, używam tej puchówki siódmy sezon.
Po wielu wyjazdach nawet puch uległ jednak pewnej kompresji i śpiwór nie grzeje już tak, jak wskazywałyby parametry producenta. Nocami, w Polsce, gdy temperatura spadała poniżej 0 st., wielokrotnie budziłem się z zimna czekając, aż wschodzące słońce ogrzeje namiot, a mi pozwoli złapać jeszcze dwie godziny snu. Mimo to puch bije na głowę każde włókno syntetyczne.
Karimata
Ridgerest Regular – przy swoich 400 gramach jest cięższa niż mata, którą zabrałem w drogę do Santiago de Compostela. Jest jednak znacznie grubsza i ten dodatkowy komfort w górach bardzo się opłacił. Pianka o zamkniętych porach nie nasiąka wodą, a żebrowana konstrukcja izoluje od podłoża. Spędziłem z nią wiele zimowych biwaków, gdy temperatura spadała do -20 st.
Namiot
Eureka! Zeus 1 Exo – podobno pierwsza wyprawa amerykańska na Everest, w 1963 roku, używała namiotów firmy Eureka. Ja zapamiętam je z innego powodu: wiele lat temu udało mi się nawiązać kontakt z dystrybutorem marki na Europę i ściągnąłem, na próbę, kilka modeli. Próba zbicia na nich kokosów nie wypaliła i do dziś wspominam to przedsięwzięcie jako moją pierwszą, choć nieudaną, „poważną” transakcję i próbę biznesową. Jako pamiątka po tamtym przedsięwzięciu został mi jednak Zeus 1, lekka jedynka z aluminiowym stelażem.
Ma wszystkie zalety i wady namiotów jednopowłokowych. Sypialnia jest jednocześnie tropikiem, więc para skraplająca się na ściankach kapie na lokatora. Kondensacja to jednak nieduży minus w porównaniu z zaletami: namiot jest lekki (1,3 kg), ma stabilną, samonośną konstrukcję i jest wytrzymały na wiatr. Jest także obszerny, na tyle, bym mógł ubrać się lub gotować wewnątrz, a w sytuacji awaryjnej spać w dwie osoby. Namiot-płachta „Komandos”, który niosłem ze sobą 9 lat temu, choć pół kilograma cięższy, był bez porównania mniej komfortowy.
Dla samotnej osoby nie bez znaczenia jest jeszcze jeden szczegół: brak tuneli na maszty. Materiał namiotu jest podpinany do masztów niewielkimi karabinkami, więc nawet w pojedynkę namiot można postawić w 2 minuty.

Biwak na lodowcu Verra, Alpy Walijskie
Buty
Karrimor Mount Mid Weathertite – ciekawostka. Gdy, pisząc to podsumowanie, poszukiwałem tego modelu na stronie producenta, okazał się on nie istnieć. Najbardziej podobny do niego jest Bodmin Mid Weathertite. Oba są niemal identyczne, technologia ta sama, ale model którego używałem musiał pochodzić sprzed roku – dwóch. Zabrałem buty Karrimora sądząc, że w lekkim obuwiu będzie mi łatwiej iść. Okazało się to tylko w połowie prawdą.
Buty nie były wodoodporne. Mimo membrany przemakały w 2 minuty, mimo lekkiej konstrukcji schły 2 dni. Podeszwy była miękkie i bardzo źle amortyzowały uderzenia o kamienie, przetarły się zresztą na wylot już w Polsce. Połowę drogi przeszedłem mając w każdym z butów 2 wkładki dla dodatkowej ochrony stóp. Szwy w przedniej części pękły, zapewniając mi nieplanowaną wentylację. Wrażenia ogólne? Moje najgorsze buty górskie od 11 lat!


Jatka, panie. Masakra!
Ubrania
Znaczna część ubrań to rzeczy, w których przeszedłem z Warszawy do Santiago. Możesz przeczytać o nich w dwóch wcześniejszych wpisach: jeden to lista sprzętu na Camino de Santiago, drugi to podsumowanie w połowie drogi do Hiszpanii. Pominę więc opisy niektórych z nich.
- koszulka 1 – Kwark Power Stretch+Cordura – moja podstawowa bielizna, zwłaszcza na zimne dni, z ciepłego i bardzo wytrzymałego materiału, po pół roku w drodze wygląda jak nowa (wiecej o niej na stronie Kwarka)
- koszulka 2 – Me’Ru (model nieznany) – poliestrowa, bardzo cienka i przewiewna, na upały
- koszula (długi rękaw) – Bergaus LS Zip
- bluza 1 – Kwark kajakowa z łapkami (szyta indywidualnie na miarę) z Polartec Power Stretch Plus – najcieplejszy element ubrania (wiecej o niej na blogu Kasi)
- bluza 2 – Peak Performance Route Zip, Polartec Power Stretch
- legginsy – Craft Zero Extreme Underpants
- spodnie – Quechua Forclaz 900
- kurtka – North Face Venture, cienki i lekki laminat HyVent
- skarpety cienkie – Expansive Bike (3 pary)
- skarpety trekingowe – Bridgedale Trail (1 para), WrightSock Lite (1 para)
- rękawiczki Aksum
- czapka – Regatta X-ert, stretchowa, ciepła i bardzo lekka
- czapka przeciwsłoneczna Quechua – używana tylko w Rumunii
- buff – znaleziony w drodze, przydał się jako uzupełnienie czapki podczas mrozów na polskim odcinku

Zestaw na chłodne dni: Kwark Power Stretch+Cordura na wierzch, Bergaus LS Zip pod spód, spodnie Forclaz 900. Masyw Świdowca, Ukraina
Kuchnia
- palnik – MSR Pocket Rocket
- gaz – Primus, 2 butle: 450 g + 225g – taki zestaw niosłem z południowej Rumunii, identyczny czekał w depozycie na granicy ukraińskiej; szybko okazało się, że przy oszczędnym gotowaniu jedna butla 450 g wystarczy na miesiąc wędrówki; w trakcie 65 dni przejścia zużyłem niespełna 2 duże butle gazu, a nadmiar odesłałem do domu;
- zapalniczka
- menażka – Primus Eta Power, 1,4 l
- łyżka – drewniana „hand made in Romania”
- nóż – lekki nóż kuchenny
- butelka na wodę
Higiena
- szczotka do zębów
- pasta – Ajona, koncentrat 25 ml
- mydło
- pomadka do ust z filtrem UV, służyła także jako krem przeciwsłoneczny do twarzy
- obcinacz do paznokci
- papier toaletowy
Nawigacja
- mapy – na odcinek rumuński, druga partia czekała w depozycie na granicy ukraińskiej; paradoksem jest, że najlepsze mapy gór rumuńskich produkują Węgrzy, a dokładnie wydawnictwo DiMap; dużą część map wydrukowałem też z zasobów portalu carpati.org
- kompas – Silva 9, mały i lekki
Fotografia
- aparat – Canon EOS 550D
- obiektywy – 18-55 mm, 70-200 mm (często odczuwałem brak jasnego i naprawdę ostrego szkła)
- 3 baterie + ładowarka
- karty pamięci – SD, 2 x 8GB
- pokrowiec – Off Trail 1
- dysk zewnętrzny Verbatim 500GB do zgrywania zdjęć – co kilkanaście dni potrzebowałem dostępu do komputera, dzięki któremu zgrywałem zdjęcia z kart pamięci na dysk, było to znacznie tańsze niż kupno Data Banku
Dokumenty
- saszetka dyskretna HiMountain Arm Bag
- dowód osobisty
- paszport
- karty do bankomatu
Apteczka
- plastry – 20 szt.
- gaza – 3 szt.
- bandaż elastyczny
- folia NRC
- rękawiczki gumowe
- maseczka do sztucznego oddychania
- pęseta
- paracetamol – przeciwbólowy
- nifuroksazyd – zatrucia
- loperamid – biegunka
Pozostałe
- kije teleskopowe Aksum Mountain AL Antishock – kupione tuż przed wyjazdem w promocyjnej cenie, bardzo przydały się zwłaszcza w drodze przez Rumunię, gdzie bagaż był najcięższy; jeden z nich złamałem na paskudnym zejściu z gór Ţibleş, drugi dotarł do końca drogi. Kije są dość ciężkie, zwłaszcza gdy porównać je z dobrymi modelami Leki czy Black Diamonda. Stop aluminiowy jest też bardziej podatny na wyginanie niż w „markowych” kijach. Dość szybko zużyły się w nich groty, prawdopodobnie wykonane ze zwykłej stali, zamiast z widii.

Po lewej: ocalały kijek po przejściu 900 km, na Ukrainie. Po prawej: ten sam kijek po 2000 km w Bratysławie.
- czołówka Petzl Tikka – zdecydowanie za słaba do nocnych wędrówek przez las i wyszukiwania szlaku. Światło o mocy kilkunastu lumenów nie pozwala na komfortowy marsz, na następne wędrówki konieczna będzie czołówka kilkukrotnie mocniejsza. Wydaje mi się, że 50-60 lumenów to minimum w góry typu karpackiego.
- zapasowe baterie
- notes i długopis
- taśma klejąca do napraw – 3 m
- igła i nitka
- zatyczki do uszu
Taki zestaw to około 12-14 kg. I choć nie wygląda imponująco był dokładnie tym, co pozwoliło mi przejść po raz drugi Karpaty i bezpiecznie wrócić.



39 odpowiedzi
Ciekawe zestawienie. Dziwi mnie to, że czołówka petzla daje za mało światła. Obawiam się, że zużycie energii w tym przypadku jest nieubłagane, do mocniejszych trzeba mieć dużo więcej prądu. Do czołówki używałeś baterii czy akumulatorów? Z doświadczeń znajomych i mojej skromnej wiedzy, akumulatory nieszczególnie nadają się do czołówek.
Pytanie do spodni, czy uważasz, że odpinane nogawki są przydatne?
Gdybyś miał możliwość, to zabrałbyś kuchenkę benzynową?
To po kolei:
Tak, używałem akumulatorów, gdyż nie generują tylu odpadów co baterie. Niestety, tak jak piszesz, były problemy. Zdarzało się, że aku nie kontaktował i czołówka nagle wyłączała się. Poza tym akumulator ma zawsze mniejszą pojemność od baterii, więc starczy na krócej. Myślę teraz nad mocniejszą czołówką, być może z firmowym akumulatorem, jak ReVolt Black Diamond.
Spodnie – osobiście nie lubię odpinanych nogawek, jakoś tak jest, że suwaki we wszystkich modelach jakie mierzę drapią mnie i uwierają. Poza tym nigdy nie chodzę po górach w krótkich spodniach. Ale jeśli Ty lubisz, może to być dobry patent – zamiast jednej pary spodni dostajesz jakby dwie.
A kuchenka – benzynową wziąłbym na naprawdę długą trasę w odludnym terenie, gdzie przez np. 2 miesiące nie miałbym możliwości kupna gazu. Jak się jednak nauczyłem w Karpatach, zapas gazu na 2 miesiące to dwie butle po pół kilo – jak dla mnie akceptowalne obciążenie. Benzynówki są cięższe i wymagają więcej zachodu, nie są tak „bezobsługowe” jak maszynka gazowa. Gdybym jednak, zamiast Karpat, robił przejście gór Ural, czy wędrował miesiącami przez inne, dzikie tereny, wziąłbym pewnie maszynkę wielopaliwową. Mam w zapasie Gravity MultiFuel Primusa, choć na paliwie płynnym nigdy jej nie odpaliłem.
Witam!
Po pierwsze chciałem pogratulować obu wypraw i podziękować za wszelkie wpisy! Naprawdę czapki z głów!
A po drugie to chciałem się spytać(wybieram się na tydzień w Tatry w wakacje) czy dobrym pomysłem jest zamiast brać długie spodnie(pytam bo miałeś długie z Quechua nie rozpinane)jak wezmę krótkie i legginsy wrazie nie pogody(zimniejszych dni) i deszczu, albo długie spodnie z rozpinana nogawka.
Pozdrawiam!
Kiedy zasadnicze spodnie schną mi po praniu na plecaku, zdarza mi się chodzić w legginsach na szlaku. To nawet dobra opcja pod jednym warunkiem – że mam w zanadrzu także lekkie spodnie przeciwdeszczowe. W razie zlewy cienka bielizna to trochę mało.
Cześć!
Ciekaw jestem Twojego zdania na poniższe tematy:
1. Skoro i tak odczuwałeś brak naprawdę jasnego szkła to nie zastanawiałeś się nad tym, by przejść z dwóch obiektywów 18-55 mm i 70-200 mm na jeden np. 18-200 mm? Wiadomo – wszystko kosztem jakości, ale dostajemy duuużą oszczędność na wadze + unikamy zmiany obiektywów w trudnych warunkach.
2. Baterie do Twojego Canona to LP-E8. Wszystkie oryginalne czy zamienniki? Jeśli zamienniki to jakie? Średnio na ile dni wystarcza ci taki komplet 3 baterii?
3. Nie bałeś się nosić ze sobą dysku twardego nie-SSD? Upadek, złe warunki atmosferyczne i klops. Pomijając koszt data banków to z nimi i tak jest taki problem, że wiele danych się nie zgra bez zewnętrznego zasilania. Nie uważasz, że lepiej nosić po prostu wiele kart SD? Skoro i tak miałeś max 16 GB na 2 tygodnie to 12 kart by w zupełności wystarczyło. Rozwiązanie ultralekkie, dane są podzielone w przypadku ew. awarii, można je łatwo chronić przed uszkodzeniami itp.
Przy okazji gratuluję prezentacji na krakowskich Travenaliach – było bardzo ciekawie.
Hej Adam,
Tak zastanawiałem się nad tym, ale cenię ostrość zdjęć. Gdy porównuję fotografie z mojego kitowego szkła 18-55 i Canonowskiej „elki”, cóż, właściwie nie ma porównania. Dlatego chętnie zrobiłbym dokładnie odwrotnie: zamiast zabierać jedno uniwersalne szkło, np. 18-200, chciałbym mieć dobry i ostry obiektyw 24-105. To dołożyłoby mi jeszcze 1/3 kilograma do bagażu, ale zdjęcia byłyby jak żyletka. A tego brakuje mi właśnie teraz, gdy przeglądam to, co przywiozłem z tegorocznych podróży. Tak jak napisałem niedawno na blogu: przez lata starałem się zmniejszać wagę bagażu tylko po to, by zrobić miejsce na coraz cięższy sprzęt foto.
Baterie jakie mam to obecnie tylko zamienniki, na niektórych nie ma nawet nazwy producenta 🙂 Jedna wystarczy na zrobienie ok. 500 zdjęć albo godzinę filmowania. Bywa, że w szczególnie ciekawym miejscu, np. na festiwalu w północnej Rumunii, bateria starczy na 1 dzień. Innym razem, gdy pada, mogą to być 2 tygodnie.
Biorąc dysk byłem pełen obaw, dlatego dbałem o niego jak o własne dziecko. Był w futerale, dodatkowo zawinięty w solidną torbę. Pech chciał, że moją dużą kartę SD zgubiłem w drodze do Santiago, to wymuszało szukanie komputera co 2-3 tygodnie. Musiałbym mieć 3 lub 4 karty po 32 GB, aby móc pomieścić cały materiał przywieziony z Karpat, a – głupia sprawa – tuż przed wyjazdem po prostu nie miałem na nie funduszy. Ale masz rację, kilka pojemnych kart załatwiłoby sprawę i uniezależniło mnie od komputerów i dysku.
Hej Łukasz, dzięki za odpowiedzi.
W kwestii baterii do Canona 550D robiłem kiedyś takie testy zamienników + rozwiązania z gripem i Eneloopami – może Cię zaciekawi: http://rugala.pl/blog/2013/10/zasilanie-aparatu-dluga-podroz-lp-e8-canon-550d-600d/
Na twoim miejscu zastanowiłbym się nad dobrym bezlusterkowcem z m4/3 (olympus, panasonic) np:http://dobas.blogspot.com/2012/04/olympus-omd-em-5-test-i-wrazenia-sample.html
Format micro4/3 znacznie obniża wagę sprzętu i rozmiary obiektywów a przy współczesnej technologii praktycznie bez spadku jakości w stosunku do ciężkich aparatów i jeszcze cieższych obiektywów DSLR.
Cześć Marcin,
Przeczytałem Twój artykuł i… zaczynam się zastanawiać. Musiałbym jednak dostać do ręki ten aparat i móc go wypróbować. Ciekawi mnie na przykład głębia ostrości, jaką możesz uzyskać na matrycy takiego aparatu. Pełne klatki znane są ze swojej „plastyczności” obrazu właśnie dzięki temu. Jak matryca 4/3 spisuje się np. przy portretach?
Płytka głebia ostrości to rzeczywiście największy problem do uzyskania w micro4/3, rozwiązaniem jest tu jasne, stałe szkło, np. genialny portretowy obiektyw Olympusa 45mm f1.8 (100 g wagi). Z drugiej strony z tego co widzę używasz 550 z 18-55, czyli klatka APS-C z bardzo słabym szkłem więc tu też z bokeh raczej nie korzystasz.
Co do testów to zwróć się może do przedstawicieli w PL, myślę że z Twoim dorobkiem powinni móc Ci coś zaoferować ciekawego.
Kitowe szkło było, niestety, problemem, zwłaszcza w Karpatach. To właśnie powód dla którego rozglądam się za zupełnie nowym. Dzięki za podpowiedź, to bardzo ciekawa alternatywa i będę o niej pamiętał.
Gdybyś miał jakieś zdjęcia portretowe zrobione tym zestawem, to wrzuć je kiedyś na swojego bloga. Wiem, że „robisz” głównie w przyrodzie, ale ciekaw jestem i nie tylko ja pewnie, jak ten Olympus sprawdza się w portrecie.
Drogi Łukaszu,
na szybko, obym zdążył skomentować obficiej zanim znów wyjedziesz 😉
po pierwsze Twoje obuwie jest skandaliczne, rozumiem że zakup drogiego buta nie oznacza zakupu dobrego buta (sam to przerabiałem), rozumiem, że to wydatek, rozumiem, że nie jest Ci łatwo bo masz wielką stopę, ale przy takich trasach jakie robisz dobre buty to konieczność, proszę uważaj na siebie ze stopami, jakieś skręcenie kostki może być naprawdę nieciekawe.. pamiętaj też, że często duże numery można kupić bardzo okazyjnie… jestem pewien, że coś nam się da znaleźć 😉
po drugie, ja Ci nie pomagam bezinteresownie Łukaszu, ja jestem Twoim dłużnikiem. To czego się dowiaduję z Twojego bloga, w warstwie rozrywkowej, sprzętowej, ale chyba najbardziej minimalistyczno-filozoficznej ma wartość wielokrotnie przewyższającą moją pomoc, więc będę pomagał dalej w miarę możliwości.. Bo dalej jestem dłużnikiem, jakoś do mnie przemawiasz swoją naturalnością 😉 Dzisiaj ludzie mówią jedną, robią coś innego, Ty jesteś niedzisiejszy 😉
Po trzecie nie znam się, po prostu lubię robić zdjęcia, i jestem wyznawcą religii mikro 4/3 i mam obiektyw 45 mm (moja waga pokazuje 119g, jeśli zabieram go jako zapas, to doliczam zakrętkę co daje 126g). Do tego najtańszy korpus Olympusa, zdjęcia 'portretowe’ takiego zestawu możesz sobie ocenić na mojej stronie http://www.lizaq.pl Podobają mi się te profesjonalne korpusy z systemu mikro 4/3, oba OM-D, ale są strasznie ciężkie i wielkie.. Mnie zwyczajnie niepotrzebne, ale klasycznie piękne, więc to dobry wybór 😉 Kupię kiedyś drugi korpus, ale najleżejszy jaki będzie, bez zbędnych rzeczy jako odchylany ekran.. Obiektywy są koszmarnie drogie, ten 45mm jeszcze jako tako, ale inne stałoogniskowe przewyższają wartością mój korpus kupiony w zestawie z dwoma zoomami i 45mm razem wzięte..
nie dało by się porozmawiać z informatykiem, żeby treści z FB z wypraw szły automatycznie na bloga? Nie chcę być społecznościowo-portalowy, to straszny pożeracz czasu 😉 I taka unifikacja…
3maj się
Radek
Hej Radek,
Z butami jest tak, że solidna para Meindli cały czas stoli u mnie, po powrocie z Azji. Wymaga trochę pod klejenia, ale jest w niezłym stanie. Skusiłem się na lekkie i tanie buty, bo… były lekkie i tanie, wiedziałem, że w razie czego nie będę ich żałował. Karrimory właśnie wystawiłem za drzwi, a te pierwsze czekają na kolejne wypady.
No, a co do minimalizmu, właśnie przeczesuję sieć i zastanawiam się nad Olympusem, na którego namiar podesłał Marcin, a jedną z cegieł Canona, nową 6D lub używaną 5D. Dźwiganie kilku kilo sprzętu to żadna frajda, ale jakoś przekonuje mnie pełna klatka i głębia ostrości która można nią uzyskać, jak chociażby na tym zdjęciu Agi i Mateusza:
http://www.nakrancach.pl/wp-content/uploads/2013/01/16.jpg
Choć może zmienię zdanie gdy odkryję, że dobre obiektywy Olympusa potrafią to samo. Trafiłem też dziś na inną stronę, która mocno zachwiała moim poczuciem pewności, że tylko pełna klatka daje dobre efekty:
http://www.stevehuffphoto.com/tag/olympus-om-d/
Mimo wszystko – dzięki jeszcze raz!
PS. Pewnie mógłbym podpiąć komentarze z FB, ale jakoś wolę, aby strona pozostała niezależna od tego systemów zewnętrznych. tak na wszelki wypadek.
Podziwiam jak można przejśc pieszo 2000 km 😀
Cześć,
Dzięki za zestawienie, bardzo przydatne! Podziwiam, że zmieściłeś się w plecak 55.
Mam tylko takie pytanie: te 12-14 kg to jak rozumiem bez prowiantu. A co jadłeś/piłeś? 😉 Ja na Ukrainie miałem problem z wodą (było dość sucho) i musiałem targać ze sobą 2-4 litry wody, żeby pić na bieżąco i mieć co rano i wieczorem ugotować. A Ty? No i jedzenie: jakieś zupki, pumpernikiel, coś jeszcze wrzucasz?
Co do latarki, to muszę polecić Tikkę XP (Petzla oczywiści). Wprawdzie moja jest już dość stara, teraz te nowe jakoś inaczej wyglądają, ale jest idealna do łażenia po nocy. Ma bardzo mocny strumień światła (gdy trzeba znaleźć szlak) i przesłonę do rozpraszania światła (przydatne w namiocie).
Bardzo lubię i lubiłem Tikkę XP, uważam, że to bardzo udany model i do dziś nie mogę odżałować, że zgubiłem ją, chyba gdzieś Nepalu. Będę jednak szukał czegoś podobnego.
O jedzeniu zamierzam napisać w kolejnym tekście, na razie powiem tylko, że jadłem dużo owsianek (płatki kupowane i mieszane ze sobą lub gotowe zestawy) oraz kasze jako główny posiłek. Pomiędzy nimi czekolada, orzechy itp. kaloryczne rzeczy. Z woda problem miałem na starcie w górach Cerna, potem już prawie nigdy, 2 litry wystarczyły już zawsze. Niosąc tak mały plecak nie trzeba zresztą dużo pić.