Skip to main content

Czuję się dziwnie pisząc tekst, pod którym, na dobrą sprawę, powinna podpisać się kobieta. Ale… podróżowałem i wędrowałem po górach z wieloma kobietami, z niektórymi dzieląc się refleksjami na temat zwiedzania świata przez płeć piękną. Tak zrodziło się w mojej głowie kilka refleksji. O samotnym podróżowaniu w wykonaniu kobiet i podróżowaniu w ogóle.

Na początek wspomnienie pewnej przygody, jakich wiele. Wspólnie z Olą, która towarzyszyła mi przez większość podróży po Azji, idziemy ruchliwą ulicą New Delhi. 40 stopni leje się z nieba. Idę kilkanaście metrów z tyłu, gdy naraz słyszę krzyk. Zanim zorientowałem się, co zaszło, Ola jest już przy mnie. Wściekła krzyczy, że dosłownie przed chwilą jakiś Hindus podszedł, złapał ją za biust, po czym uciekł. Rozglądamy się, ale faceta ani śladu. Przepadł w tłumie. Gdybyśmy go dorwali, Ola wydrapałaby mu pewnie oczy, a ja obiłbym gębę i to bez zawracania sobie głowy policją czy gapiami, których dziesiątki przyglądałyby się pewnie tej scenie.

Takie incydenty to w Indiach nic niezwykłego. Baliśmy się ich na długo przed przyjazdem, znaliśmy bowiem z opowiadań tych, którzy Indie już odwiedzili. A to, co spotkało nas wtedy w New Delhi mogłoby być jeszcze jednym argumentem za stwierdzeniem, że podróżowanie dla kobiet jest niebezpieczne albo przynajmniej nieprzyjemne.

Siedź babo w domu i kołysz dzieci, zamiast rozbijać się po świecie!

Prawda to czy nie?

W literaturze podróżniczo-przygodowej, która czytamy jako dzieci, wszyscy odkrywcy i awanturnicy okazują się być płci męskiej. W książkach Juliusza Verne’a, mężczyzną był kapitan Nemo czy śmiałkowie wystrzeliwani na Księżyc. To mężczyźni jako pierwsi docierali na bieguny czy najwyższe szczyty świata. Jeszcze niedawno cała literatura podróżnicza pokazywała świat z męskiego punktu widzenia.

Wiele osób twierdzi, że samotna podróż to dla kobiety proszenie się o kłopoty. W głosach tych brzmi jakby oskarżenie. „Sama chciała, sama się pchała” – powiemy o kobiecie, którą napadnięto w obcym kraju. Wiele osób (w tym także inne kobiety!) ma tendencję do zrzucania odpowiedzialności za wypadek na poszkodowaną. Chciała zobaczyć świat, wyjechała w obce strony – a więc to jej wina, sama prosiła się o nauczkę! Słysząc takie zdania, trudno mi oprzeć się wrażeniu, że jest to zwykłe usprawiedliwianie sprawcy. To ona była winna, bo odważyła się wytknąć nos za próg domu. A on był w sumie bez winy, w końcu wiemy jacy są faceci, nie? W dodatku to były tylko takie niewinne podrywy…

W stwierdzeniu, że podróż jest niebezpieczna leży przekonanie, że świat jest z natury zły. A więc ruszając w drogę zwiększamy ryzyko wpadnięcia w kłopoty. Tak, jakby życie w rodzinnym domu było pozbawione niebezpieczeństw. Tak jakby wszyscy ludzie spotkani po drodze mieli być złodziejami i oszustami.

Nie da się jednak ukryć prostego faktu: bycie kobietą to coś, co niektórzy będą chcieli wykorzystać. Pisząc „niektórzy” mam na myśli niemal w 100 procentach facetów. Nie jest to przyjemne dla mnie samego, ale taki jest fakt. Co więc zrobić, jeśli jesteś kobietą, chcesz wyjechać w podróż i przywieźć dobre wspomnienia? Wskazówki typu „noś odpowiedni strój” znaleźć można we wszystkich przewodnikach i na niezliczonych blogach. Poniżej zebrałem więc kilka własnych refleksji, odnoszących się raczej do przygotowania mentalnego niż właściwego ubioru.

W rozmowach z podróżującymi kobietami zastanawia mnie jak różnie odbierane są przez każdą z nich te same miejsca. Któraś może przejechać przez Turcję czy Iran i uznać je za wspaniałe kraje, inna wspominać będzie spojrzenia mężczyzn, chamskie odzywki, niekiedy nawet macanie w autobusie. Te same kraje, różne doświadczenia. Dlaczego? Ktoś powie: pech. Ktoś inny: ubiór. Jeszcze inny: wrażliwość. Każda z tych odpowiedzi może być prawdziwa, ale wydaje mi się, że jest coś jeszcze ważniejszego, co trudno opisać, a łatwo zauważyć. To pewność siebie i wewnętrzny spokój. Podróżowanie wyrabia poczucie samodzielności i pewności siebie, takie, które widać na pierwszy rzut oka w Twoim spojrzeniu, postawie ciała i ruchach. Ta pewność siebie sprawia, że każdy mający złe zamiary pomyśli dwa razy, zanim do Ciebie podjedzie.

Kobiety posiadają też cenny dar intuicji. Coś, czego podobno brakuje nam, facetom, co działa niczym system alarmowy, ostrzegając, kiedy zbliża się niebezpieczeństwo. To właśnie intuicja powinna być głównym przewodnikiem w podróży, podpowiadającym, kiedy się wycofać, a kiedy iść do przodu. Wydaje mi się, że kobiety podróżujące po świecie, oprócz doświadczenia związanego z pokonywaniem przeszkód, stają się także bardziej wyczulone na ów głos. Co do mnie, staram się od lat ćwiczyć w słuchaniu swojej intuicji, odkryłem bowiem, że ten cichy wskaźnik zaskakująco często ma rację.

Podróżowanie nie jest wcale bardziej niebezpieczne niż codzienne życie. Szansa na spotkanie dobrych i złych ludzi na całym świecie jest mniej więcej taka sama (omijam oczywiście kraje pogrążone w konfliktach zbrojnych). W 95 procentach przypadków wystarczą więc te same środki bezpieczeństwa, które zastosowałabyś wracając wieczorem do domu. Wchodzenie w ciemne zaułki czy pokazywanie swojego bogactwa, to nie są rzeczy, które na co dzień robisz w polskim mieście. Czemu więc w obcym kraju miałoby być inaczej?

Podróżując, zyskasz szacunek, jeśli nie będziesz wpasowywać się w stereotyp bezmyślnej turystki. Widok Europejek, paradujących w stanikach na ulicach Tajlandii, nie jest czymś niezwykłym. W tym kraju jest to jednak źle widziane, a Tajowie są zbyt uprzejmi, by zwracać komukolwiek uwagę. Ubieranie lokalnego stroju sprawia, że zmniejsza się niechciana uwaga ze strony mężczyzn. Poznaj więc miejsce w które jedziesz, kulturę, lokalne tabu. Jeśli lokalne kobiety przestrzegają jakiegoś kanonu zwyczajów lepiej wziąć z nich przykład. Bez przesady jednak, zakładanie sari w Indiach lub czadoru w Iranie, tylko dlatego, że robią to kobiety dokoła, nie jest konieczne.

Jeśli o mnie chodzi, ideałem byłby świat, w którym mogę wyjść w dowolnym stroju na ulicę każdego miasta, nie będąc uważanym za wariata. Rodzimy się nago, każdy z nas wygląda mniej więcej tak samo, nasze ciała i ich odkrywanie nie uważam więc za nic złego. Wiele kultur chce, niestety, inaczej.

Sytuacje sam na sam nie zawsze muszą prowadzić do kłopotów. Czasem trudno ich uniknąć, będąc sama z taksówkarzem, portierem hotelowym, przewodnikiem. W dodatku nie każdy z nich musi mieć złe zamiary. Jeśli jednak ich zachowanie wyda Ci się podejrzane bądź czujna, w razie potrzeby oddal się. Jeszcze raz: używaj intuicji.

Unikaj sytuacji bycia samej w towarzystwie więcej niż jednego mężczyzny. Trudno wyjaśnić na czym to polega, może odruch stadny z czasów, gdy byliśmy zwierzętami, ale dwóch facetów będących razem „nakręca” siebie nawzajem. Jeśli jeden pali skręta, drugi zapali razem z nim „dla towarzystwa”. Jeśli jeden robi coś ryzykownego, a drugi się waha, pierwszy podjudza go pytaniem „no co, TY nie dasz rady?”. Męskie ego puchnie, gdy w okolicy znajduje się inny samiec. To powoduje, że będąc razem, dwaj mężczyźni będą skłonni robić rzeczy, na które nie mieliby odwagi będąc sami.

Przykład z podróży: kierowca  taksówki lub tuk-tuka wiezie Cię wieczorem przez miasto. Ulice są pełne ludzi, w pojeździe jesteś jednak sama. W pewnej chwili on macha do kogoś stojącego na chodniku, zatrzymuje się i do pojazdu wchodzi drugi mężczyzna. Zaczynasz protestować. Na to Twój kierowca uspokajająco wyjaśnia „ale to mój kolega (brat, kuzyn, szwagier)!”. Co zrobić w takiej sytuacji? Być przesadnie paranoiczną i narazić się szoferowi czy znaleźć się w potencjalnie ryzykownym położeniu? W tej sytuacji zdecydowałbym się na to pierwsze. To Ty jesteś klientką i Ty decydujesz kto może wejść do pojazdu razem z Tobą. To Ty wyznaczasz reguły gry. Jeśli druga strona ich nie przestrzega – wysiadasz. Pozostań stanowcza i broń swojego prawa do bezpieczeństwa.

Spojrzenia. Niektórzy nazywają to „efektem murzyńskiej wioski” – darujcie to pejoratywne określenie. W Afryce, gdy zjawi się przyjezdny, cała wieś wylega by obejrzeć i podotykać obcego. W Azji obejdzie się raczej bez dotykania, ale natarczywe spojrzenia są czymś wszechobecnym. Denerwowanie się nic nie da, trzeba się do nich przyzwyczaić i ignorować. Większość tych, którzy będą taksować Cię wzrokiem, to mężczyźni, ale kierować nimi będzie niemal zawsze ciekawość. Krajami w których doświadczysz tego najczęściej będą Indie i Afganistan (to wiem na razie tylko z opowieści), w mniejszym stopniu Tybet, Pakistan, Iran, Bliski Wschód.

Dotyk. Za spojrzeniami rzadko idzie coś więcej, ale zdarza się, że napotkany mężczyzna będzie chciał spróbować szczęścia z Tobą. Czasem skończy się na słownym nagabywaniu, pytaniach o stan cywilny. Czasem może to być gwizdanie, śledzenie Cię, a nawet obmacywanie – takie jak w przypadku naszego pobytu w New Delhi. I znowu – Indie przodują pod tym względem. Dlaczego? Bo sztywny system społeczny, wciąż oparty na kastach, nie pozwala na kontakt obu płci, a media podsuwają młodym Hindusom fałszywy obraz rozwiązłych, zachodnich kobiet. Młodzi mężczyźni próbują więc czasem szczęścia w taki sposób.

Przestrzeń osobista to kolejne zjawisko, w którym Indie nie mają sobie równych. W żadnym innym kraju ludzie nie żyją na tak małych przestrzeniach i tak blisko siebie. W środkach transportu nie licz na prywatność ani swobodę ruchów. Brak miejsca może jednak wykorzystać kieszonkowiec lub amator Twoich wdzięków. Recepta? W autobusie siadać przy oknie i obok kobiety, w pociągu korzystać z żeńskich przedziałów, a potencjalnych adoratorów odprawiać głosem na tyle stanowczym, by zwróciło to uwagę innych.

Nie licz na przestrzeń osobistą w indyjskim osobowym…

Jeśli czujesz, że ktoś idzie za Tobą, możesz użyć prostego triku, do którego sam uciekałem się w Indiach, by uniknąć natrętów. Widząc, że śledzi mnie naciągacz, który chce wypatrzeć, do jakiego hotelu zmierzam, odwracałem się nagle i szedłem dokładnie w jego stronę, po czym wymijałem. Gdy odwracał się by dalej mnie śledzić, robiłem to samo. Kilka takich zwrotów dawało mu do zrozumienia, że wiem kim jest. Jeśli to nie pomoże, kilka stanowczych słów powinno go spławić.

Czasem, podróżując sama, możesz liczyć na miejsce wśród współtowarzyszek podróży i ochronę z ich strony. Tak było na przykład podczas naszego pobytu w Iranie. Gdy jechaliśmy razem metrem w Teheranie, nie chcąc się rozdzielać, podróżowaliśmy normalnym wagonem. Moja towarzyszka cały czas czuła tam, jak sama to opisuje, lepkie spojrzenia mężczyzn na sobie. Gdy korzystała z transportu sama, mogła schronić się w wagonie dla kobiet, gdzie tłok może nie był mniejszy, ale psychiczny komfort już tak. Jeśli jesteś w kraju konserwatywnym, gdzie rozdział płci jest wyraźny, dołącz do innych kobiet. Podróżuj w żeńskich przedziałach i wagonach, w autobusach siadaj obok miejscowych kobiet, jeśli czujesz się niepewnie, poproś o je pomoc. Miejscowe ciotki i babcie niemal na pewno wezmą Cię pod swoje skrzydła.

Z drugiej strony, mając w pamięci to wszystko, warto pamiętać o najważniejszym: jesteś wolnym człowiekiem i tak długo, jak długo nie naruszasz wolności innych, masz prawo robić to, co lubisz. Będąc samotną kobietą i podróżując po świecie, masz takie samo prawo cieszyć się tym co widzisz, jak każdy mężczyzna i każda większa grupa. Samodzielnie dokonywać wyboru i kalkulować ryzyko, wybierać sobie towarzyszy podróży czy być wolna od ludzi, którzy nie przypadną Ci do gustu. Nie musisz czuć się słabsza tylko dlatego, że jesteś kobietą.

Zastanawiam się też czasem czy w imię świętego spokoju należy ukrywać prawdę? Wiadomo, że w niektórych krajach dobrze jest nosić fałszywą obrączkę by odstraszyć adoratora i niekoniecznie przyznawać się, że jesteś wolna. To zachęca do flirtu. Z drugiej jednak strony – dlaczego, do cholery, miałabyś kłamać? Tylko dlatego, że ktoś inny nie potrafi utrzymać w ryzach swojego popędu? Powiedzmy sobie wprost – JEGO instynkty to JEGO problem i nie powinnaś czuć się zmuszona do ustępstw czy lawirowania tylko po to, by zostawiono Cię wolną.

Poznane w Azji europejskie pary ukrywały nieraz fakt, że żyją ze sobą bez ślubu. Niektóre z nich obawiały się oburzenia jakie wywoła przyznanie się do bycia w związku partnerskim. My również tak robiliśmy. Teraz jednak nie miałbym problemu z przyznaniem się do prawdy, poza jedną sytuacją – gdyby mogło to skutkować odmową wynajęcia pokoju w hotelu. Ludzie których spotkasz na drodze mogą być zdziwieni lub oburzeni tym, co uważają za rozwiązłość, ale jest to ich problem, nie Twój. Każdy zasługuje na szacunek, bez względu na to z jakiej kultury pochodzi i jakim zwyczajom hołduje, o ile nie szkodzą one innym. Nie widzę więc problemu w tym, by pokazywać moim gospodarzom, że rzeczy które dla nich są oczywiste, dla mnie nie zawsze takie będą.

Czy powinnaś wycofywać się lub godzić się na coś tylko dla świętego spokoju? Nie. Natarczywość mężczyzny nie jest powodem, dla którego powinnaś rezygnować z czegoś co chcesz. Czy masz prawo spokojnie przejść przez ulicę lub nieniepokojona zjeść posiłek? Odpowiedź jest oczywista – tak. Jeśli więc napastuje cię przypadkowy przechodzień, lokalny naciągacz lub mający ochotę na podryw kelner, nie dawaj mu satysfakcji zrywając się od stolika i uciekając. Głośno powiedz mu co o nim myślisz (nawet nie znając języka), poproś o pomoc jego szefa, wezwij policję.

Czytanie relacji kobiet z podróży może czasem przerażać. Po ich lekturze możesz dojść do wniosku, że lepiej już nie wyjeżdżać nigdzie. Ale, chociaż w domu będziemy czuć się bezpiecznie, zostając w nim odcinamy się jednocześnie od nieskończonego bogactwa doświadczeń, jakie niesie ze sobą podróżowanie. Często więc fajnie jest podjąć to drobne ryzyko.

Join the discussion 14 komentarzy

  • Mrówka pisze:

    Aby pozbyć się ewidentnie śledzącego nas natręta warto zwrócić się o pomoc do tubylców. Zwykle poczują się oni odpowiedzialni za turystę i przywołają intruza do porządku. Działało nawet na wąchacza kleju w Maroku 😉

  • dublinek1970 pisze:

    Witam, bardzo dobry i potrzebny tekst.
    Ps. mieliśmy podobne problemy w kairskim metrze.

  • Pola pisze:

    Dzięki! Przyda się z pewnością! 🙂

  • evutza pisze:

    ja bym tylko dodała taką bardzo prostą, wyczytaną gdzieś myśl: zamiast wmawiać kobietom jak się mają zachowywać albo ubierać, uczmy mężczyzn nie atakowania kobiet. (oczywiście nie mam nic do Twoich uwag odnośnie ubioru w obcym kraju – też uważam, że z prostego szacunku dla innych kultur powinniśmy się dostosowywać w miarę możliwości)

    i smutna historyjka o tym, że wcale nie trzeba być daleko – swego czasu w biały dzień, na zwykłej, polskiej ulicy zostałam złapana za tyłek. też nie udało mi się wyłowić sprawcy z tłumu. kiedy poskarżyłam się w Internecie, dowiedziałam się, że powinnam to uznać za komplement i najwyraźniej „w jakiś sposób przyciągałam uwagę” (czytaj: sama sobie zasłużyłam i jeszcze powinnam być wdzięczna). problem w tym, że sytuacja wydarzyła się w zimie, a ja miałam na sobie płaszcz za kolana.

  • zoja29 pisze:

    to bardzo ważne co napisałeś, generalnie masz rację, ale 🙂
    1.kobieta siadająca przy oknie w autobusie czy pociągu przyciaga natychmiast mężczyzn, którzy koło niej siadają w takiej sytuacji kobieta powinna poprosić go, by sie przesiadł i jest to dobrze widziane ( w Indiach), bądź siadając zaprosic koło siebie inną kobietę
    2. kobieta powinna nosić obrączkę, która jest dla ewentualnego adoratora sygnałem, ze jest już zajęta a więc na pewno nie ma szans. Dlaczego kłamać? – dla świętego spokoju i dla bezpieczeństwa.
    3. na pewno bardzo ważny jest strój – nie nosic obcisłych spodni i krótkich spodni, najbardziej prowokują gołe łydki i ramiona !!!

  • Ola pisze:

    Niestety, odpowiedni strój nie zawsze pomoże. Byłam w pewnym kraju arabskim, miałam na sobie długą, nieobcisłą sukienkę, ramiona przykryte chustą. Ale i tak fakt, że jestem Europejką przyciągał spojrzenia Arabów i przebywających tam Hindusów. Czasem były to spojrzenia ciekawe, ale w większości niestety z typu „zwierzęcych” 😛 Więc tym bardziej zastanawiało mnie, jak widziałam tam jakąś turystkę w szortach ledwo zakrywających tyłek i w bluzce do brzucha. Dla mnie to prymitywna prowokacja, nieuszanowanie norm panujących w danym kraju.

  • Lili pisze:

    Głupie są moim zdaniem komentarze o nieuszanowaniu norm panujących w danym kraju, ponieważ ktoś w upale(dużo większym niż w Polsce) założy krótkie spodenki i bluzkę. Czy jak arabi ubierają się w swoje stroje to europejczycy oskarżają ich o brak poszanowania dla europejskich norm? Właśnie o to chodzi, że my jesteśmy tacy tolerancyjni, że pozwalamy im robić wszystko, dlatego zalewają całą europę i wprowadzają swoje rządy i to my u siebie mamy się do nich dostosować, a gdy my pojedziemy do nich to trzeba chodzić na paluszkach, żeby przypadkiem wszystko im się spodobało i żeby nikogo nie sprowokować. Zgłaszam zdecydowany sprzeciw wobec takich komentarzy :/

    • Co do mnie byłbym szczęśliwy mogąc chodzić w dowolnym stroju w dowolnym miejscu świata. Na szczęście mogę chodzić w dowolnym stroju w 90% świata 🙂

      Porównanie Arabów i Europejczyków jest niestety nie trafione. Nasza sytuacja nie jest symetryczna. W ich krajach, bardziej konserwatywnych z naszego punktu widzenia, kobiety zakrywają ciało. W efekcie jadąc tam Europejka dopasowuje się do ich norm, choć nie zawsze (Emiraty). Jednak podobnych praw w Europie nie ma. Nie ma u nas nakazu odkrywania ciała. Efekt – kobieta z kraju arabskiego może paradować i w nikabie, i w kostiumie kąpielowym. I proszę mi wierzyć, część z nich właśnie tak robi.

      Co do zalewu Europy – zdecydowanie bardziej boję się moich własnych rodaków świętujących wygrany mecz lub 11 listopada niż „ich”. Dziwne, podróżuję po Europie i jakoś nie widzę tego dostosowywania się do obcych. Chyba, że trąbią o nich skrajne portale, dla których kłamstwa są szybką i dobrą pożywką.

  • Lili pisze:

    Nie wiem, gdzie Pan podróżuje, ale mam wielu znajomych chociażby w Anglii czy Francji , byłam u nich nie raz i zarówno oni to zauważają, jak i ja. Nie sądzę, żeby portale, które publikują wiadomości, o których mówię były takimi, na których ku uciesze Polaków głodnych wrażeń wymyślają fikcyjne wiadomości. Wspomnieć można chociażby o głośnym swojego czasu sprzeciwie brytyjskiego ministra oświaty wobec islamizacji szkół w UK, kiedy to muzułmanie domagali się obowiązkowej nauki arabskiego czy segregacji uczniów wg płci. Było wiele sytuacji, kiedy muzułmanie wyraźnie domagali się respektowania zasad panujących w ich religii. Ostatnio czytałam o tym, że w Belgii społeczność muzułmańska złożyła skargę dotyczącą kąpania się na basenach w bikini, ponieważ obraża to ich uczucia religijne. Również nie było to na żadnym skrajnym, zakłamanym portalu, a skoro tak to obraża ich uczucia religijne, to niech sobie zbudują swój basen, albo na niego nie chodzą, bo nikt nie będzie się dostosowywał do nich i kąpał w burkini. Bo to jest Europa i mamy zagwarantowaną wolność wyboru. Takich sytuacji jest wiele. Może Pana te informacje omijają, może podróżuje Pan po Europie w miejsca, gdzie takie problemy nie występują, ale proszę nie mówić że ich nie ma, bo to nieprawda. Nie wiem jak jednak mogły ominąć Pana sytuacje, które miały miejsce w sylwestra w Niemczech.
    Właśnie o to chodzi, że Pan z racji swojej płci z pewnością nie odczuje dyskryminacji w krajach arabskich, ponieważ ich religia dyskryminuje kobiety. Jestem ciekawa, czy dalej byłby Pan tak tolerancyjny, gdyby to mężczyzn na każdym kroku dyskryminowano. Strój to tak naprawdę wierzchołek góry lodowej nie mniej jednak nie przekonują mnie Pana argumenty. Poza tym w krajach muzułmańskich zakrywanie ciała nakazuje RELIGIA, w Europie również religie nakazują różne rzeczy, czemu więc nie stosuje się Pan do nich?

    • Informacje o których Pani pisze mogą być prawdziwe, obawiam się jednak, że kompletnie niereprezentatywne. Są w Europie radykałowie, próbujący zmieniać zastane tu zwyczaje. I informacje o nich chętnie podchwytują media, nie tylko ksenofobiczne, ale i te główne. Problem w tym, że ludzie ci reprezentują margines, tymczasem opisywani są tak, jakby byli typowymi przedstawicielami swoich narodów. Na szczęście tak nie jest. Regularnie bywam w Wielkiej Brytanii, która stała się moim drugim domem, z racji powiązań rodzinnych. Ani w tamtejszych mediach, ani rozmowach prywatnych nikt o takich idiotach nie wspomina – życie toczy się normalnie.

      Gdyby uznać, że radykałowie z marginesu reprezentują cały naród, powinniśmy uznać, że każdy Polak na Wyspach to gwałciciel i morderca. Tymczasem chyba tak nie jest, prawda?

      Używając podobnego argumentu: również w Polsce mamy radykalnych katolików, domagających się koronowania Jezusa Chrystusa na króla Polski, opluwających własnego (podobno własnego) papieża czy używający nienawistnego języka wobec przeciwników. Czy w takim razie powinniśmy uznać, że oni też reprezentują wszystkich katolików w Polsce? Odpowiedź jest dość oczywista.

      Dyskryminacja ze względu na płeć jest faktem w krajach arabskich i nie tylko. Sęk w tym, że jeśli mówimy o stroju – wiele kobiet z tamtego kręgu kulturowego przyjmuje go za rzecz oczywistą. Tu poleciłbym Pani uwadze lekturę mojego wywiadu z Kasią Tołwińską oraz książkę „Swoją drogą” Tomka Michniewicza i opowieści jego, i jego żony z Arabii Saudyjskiej. Podsumowanie jego przemyśleń znajdzie Pani w tym wywiadzie, w 1/3 długości.

      A co do nakazów religijnych u nas: szanuję prawa niepisane, obyczaje i uczucia religijne każdego, o ile nie godzą w moje sumienie. Sam jestem wolny pd religii i nie podporządkowuję się nakazom jakiejkolwiek. Kieruję się właśnie sumieniem oraz szacunkiem wobec innych form życia, nie tylko ludzkich.

  • Kasia pisze:

    Moi kochani rodacy. Mieszkam w muzulmanskim ( pakistanskim poprawnie) malym miescie w Anglii. Jako Europejka musialam znosic natarczywosc wielu facetow, niezaleznie co nosilam, czulam sie jak malpa w cyrku w sklepie, moim miejscu pracy. Ciezko to odchorowuje po latach. Ale przypominam sobie tez niestosowne zachowania Polakow w stosunku do nastolatek, czy kobiet w mini….
    Przegladam ta strone szykujac sie do azjatyckiej Turcji, chyba juz nic gorszego nie moze mnie spotkac niz w Bradford.
    Te nagabywania I wyuzdane spojrzenia to wg mnie naruszenie wolnosci osobistej.
    Moj sasiad Abdul wystaje w oknie onanizujac sie zawziecie, nawet policja nic nie rozwiazala.

  • johny pisze:

    Czytając powyższy wpis, oraz część komentarzy odnoszę wrażenie, że postuluje się dwie sprzeczne postawy. Otóż pierwsza postawa polega na przyjęciu/poszanowaniu wzorców kulturowych mieszkańców kraju, w którym kobieta przebywa i minimalizacji ryzyka napastowania. Dodatkowo pewność siebie, sposób bycia, manifestowanie braku pozwolenia na przedmiotowe traktowanie są oznaką siły kobiety, która tłumi miłosne zapędy tubylców, budując dystans, szacunek i może obawę – z tą postawą zgadzam się zupełnie.
    Druga postawa, która mnie osobiście rozbraja, reprezentuje pogląd „typowej wyzwolonej Europejki”. Kobieta bez względu na to w jakich okolicznościach się znajdzie powinna mieć prawo do bezpieczeństwa oraz postępowania zgodnie z własnym kodeksem kulturowym. Osobiście uważam to za absurd i głupotę. Pewne rzeczy czasami się po prostu zdarzają i trzeba mieć tego świadomość. Nikt przy zdrowych zmysłach, nie zależnie od płci nie pcha się w górach na nawis śnieżny. Jeśli kobieta sama nie oceni poprawnie ryzyka danej sytuacji lub przeceni swoje możliwości poradzenia sobie z nimi, naraża się na przykre konsekwencje z tymi ostatecznymi włącznie. Można się z tym nie zgadzać, protestować i w ogóle, ale proszę o odrobinę rozsądku.
    Na blogu Pan Łukasz wielokrotnie poruszał temat, jak początkujący chce przygotować się do długich wypraw, powinien zacząć od krótszych, bezpieczniejszych takich, które w razie nie powodzenia nie pociągną za sobą zbyt dotkliwych konsekwencji. Uczą radzić sobie w różnych sytuacjach. Myślę, że podobnie jest w tym temacie. Od tego, czy wyprawa będzie udana zależy, jak dobrze kobieta potrafi sobie po prostu z tym poradzić. Na ile dobrze ocenia ryzykowne sytuacje (czasem może intuicyjnie) i ich unika, jak dobrze potrafi się dopasować do wzorców kulturowych, czy znajduje siłę okazania wyższości, kiedy jest taka potrzeba. Istotna myślę jest też odporność psychiczna – jak to autor bloga określił „wrażliwość”, bo ciekawych spojrzeń tubylców raczej się nie da uniknąć.
    Ktoś śpi w lesie bez moskitiery, a komuś przeszkadza jeden komar w pokoju i nie zaśnie do puki go nie ubije 🙂
    Swoją drogą ogromnie podziwiam i szanuję samotne Panie na szlakach. Pozdrawiam.

  • tys jur34 pisze:

    Rada dla kobiet jest tylko jedna, jezdzic w meskim towarzystwie a nie samej i do tego rozebranej. Ludzie są rozni, rowniez i tacy, ktorzy za nic mają szacunek, wolnosc, godnosc i wolna wole drugiego czlowieka. A ten artykyul tylko kieruje kobiety w paszcze lwa i proszenie sie o klopoty.

    • Ten pomysł przypomina mi teksty niektórych facetów w stylu „sama prosiła się o gwałt”, „po co chodziła tak ubrana” czy „sama jest sobie winna”. Przerzucanie winy na ofiarę, która na pewno sama w jakiś sposób zawiniła i jest winna temu, że została zaatakowana. Proszę przyjąć do wiadomości, że każdy i każda z nas ma prawo do bezpieczeństwa i swobody podróżowania. Nie dlatego, że ubierze się w jakiś sposób, ale dlatego że jest to nasze podstawowe ludzkie prawo. I każdy ma je obowiązek uszanować: obojętnie czy jest Polakiem, Argentyńczykiem czy Papuasem. Po prostu każdy. Jeśli są wśród nas tacy, co za nic mają godność człowieka lub nie potrafią powstrzymać swoich popędów, to sorry – oni mają za nie odpowiadać. Ograniczenie wolności kobiety dlatego, że kilku samców, jakich spotka na drodze, dostaje na jej widok wylewu spermy do mózgu, nie jest rozwiązaniem. Jest nią stawianie granic i wymaganie ich. Polecam ten wywiad w ramach dokształcenia: https://lukaszsupergan.com/kasia-jalan-jalan-samotnosc-oznacza-wolnosc/

Leave a Reply