Pytanie do moich Czytelników

Przychodzą chwile gdy brakuje odwagi. Taki stan nie powinien pojawiać się w moim życiu. Przez ostatnie miesiące i lata powtarzałem wielu osobom, że nasze granice są tylko w głowach. Pisząc o swoich przygodach chcę przede wszystkim pokazać innym, że można – marzyć, realizować marzenia, wychodzić ze strefy komfortu daleko, poza utarte ścieżki. A jednak przychodzą momenty, gdy z trudem potrafię uwierzyć, że to co planuję może się udać.

Piszę te słowa siedząc w niedużym hostelu, w centrum Poznania. Gdy podnoszę głowę widzę fotografię Tomka Kowalskiego, który półtora roku temu marzenie o zimowym Broad Peak’u przypłacił życiem. To on stworzył to miejsce. Jego zdjęcie przypomina, że wyruszając w drogę ryzykujemy, niekiedy bardzo wysoką stawkę. Ale życie bez marzeń nie byłoby wiele warte, nawet jeśli za nasze marzenia musimy słono płacić.

Tym razem nie boję się jednak tego, co może mnie spotkać w drodze. Jest to obawa szczególna, z zupełnie innego powodu. Przez minione miesiące pisałem o tym, jak wyglądały moje górskie przygody, jak je zorganizowałem i przeprowadziłem. Pisałem o tym, jak moim zdaniem sfinansować naszą podróż. A teraz, zupełnie niespodziewanie dla siebie znalazłem się w punkcie, w którym muszę skonfrontować siebie z tym wszystkim, ponieważ kolejna przygoda wymagać będzie pomocy innych ludzi.

Gdy późną zimą wróciłem z przejścia Karpat Słowackich w mojej głowie tkwiło postanowienie, by na najbliższy rok przystanąć, znaleźć pracę, spłacić stare długi i zdobyć fundusze na kolejną przygodę. Po dwóch miesiącach, które były dla mnie wypełnione spotkaniami w całej Polsce zrozumiałem, że nie potrafię, przynajmniej na razie. Zamiast tego pojawił się w głowie kolejny plan. Z początku uznałem go za wariacki, ale miał on w sobie coś co sprawiło, że nie potrafiłem odłożyć, go, jak inne, na półkę z napisem „później”. Mam poczucie, że najlepszy czas by go zrealizować jest teraz. Pachnie lekkim szaleństwem, ale gdyby się udał, będzie fantastyczną przygodą.

W Polsce trzyma mnie tylko kilka niezakończonych spraw. Gdy je zamknę, mogę ruszać przed siebie. Na drodze stanął jednak jeden kłopot. Miejsce do którego chcę wyruszyć jest ciekawe i mało poznane, co czyni je znakomitym celem dla podróżującego fotografa. Tymczasem po 4 latach w drodze mój sprzęt fotograficzny właściwie jest w rozsypce. Nawet gdyby udało mi się przywrócić go do stanu używalności jest zbyt ciężki, by zabrać go w długą, trudną drogę. Stanąłem więc przed dylematem – kupić od podstaw aparat i obiektywy, i zostać na kolejne miesiące w Polsce czy wyjechać, nie mając w zanadrzu kompletnie nic czym mógłbym zarejestrować spotkanych ludzi i miejsca?

Długo szukałem rozwiązania, które pozwoliłoby mi zjeść ciastko i mieć je zarazem. Rozmowy z kilkoma fotografami i pracownikami firm fotograficznych nie przynosiły przełomu. Aż w końcu, przypominając sobie to wszystko, co niedawno pisałem o społecznościowym finansowaniu podróży, pomyślałem: „a może to jest właściwy moment”?

Pisanie o tym nie przychodzi mi łatwo. Znani podróżnicy lub alpiniści nie mają dużego kłopotu ze zdobyciem środków na wyprawę dzięki setkom osób, którzy podzielają ich wizję. Adam Bielecki pieniądze na himalajską wyprawę zebrał w ciągu 2 godzin. Czy mógłbym pokusić się o podobną próbę? W sumie jedyne co mogę stracić to trochę czasu i energii, w razie gdyby mi się nie udało. Z drugiej strony nie zbieram na ośmiotysięcznik i moje plany nie wymagają takich nakładów. A więc czemu, do diabła, nie spróbować?

Zanim to jednak zrobię chcę poprosić o opinię Was, osoby czytające tego bloga.

Wyprawa o której myślę nie wymaga wielkich środków i jestem w stanie zrealizować ją sam. Gdyby się jednak udała, stałaby się prawdopodobnie pierwszym takim przedsięwzięciem w historii. Setki kilometrów wędrówki przez niezwykłe miejsca, w rzadko odwiedzanym regionie świata, z tysiącami okazji do niezwykłych zdjęć. Sprzęt jaki byłby potrzebny do zatrzymania tych momentów to kwestia 4-5 tysięcy złotych. I pytanie:

Czy bylibyście chętni by pomóc w realizacji wyprawy, gdybyście mogli skorzystać z jej rezultatów? Czy mogąc, po jej zakończeniu, korzystać z dorobku zdjęciowego tej podróży, bylibyście skłonni pomóc w uwiecznieniu jej najważniejszych momentów?

Muzycy, zbierający fundusze na wydanie swojej płyty oferują darczyńcom swoja muzykę. Czemu więc fotograf nie mógłby zaofiarować, w zamian za wsparcie, możliwości wykorzystania zrobionych przez siebie zdjęć?

Śledząc projekty, jakie pojawiały się w polskim internecie, np. na stronie polakpotrafi.pl, myślę, że to możliwe. Pomysł na podobną akcję dojrzewa pomału w mojej głowie. Zanim ją jednak zacznę, wolę zapytać każdego z Was: czy bylibyście skłonni pomóc mi wiedząc, że efekty wyprawy będą mogły do Was wrócić? A jeśli tak – jaką wymianę uznacie za sprawiedliwą? Co chętnie zobaczylibyście jako podziękowanie i wynagrodzenie za Waszą pomoc?

Na Wasze głosy czekam przez kilka najbliższych dni. Na razie wybaczcie mi tajemniczość, nie lubię zdradzać swoich planów do końca, gdy nie jestem ich do końca pewien. Taki drobny przesąd 🙂 Gdy Wasze opinie będą choćby częściowo przychylne, obiecuję przejść do konkretów.

Zobacz również

26 odpowiedzi

  1. Czytając poprzedni artykuł o finansowaniu wyprawy, gdzie w zamian za wsparcie otrzymywało się książkę był genialny. Nie należy jednak zapominać, że istnieje jeszcze coś takiego – choć coraz częściej się o tym zapomina – jak bezinteresowność. Myślę, że sama możliwość czytania Twojego bloga, podróżowanie dzięki niemu za darmo, porady oraz dodawanie wiary, że możemy realizować swoje marzenia bez konieczności posiadania szściocyfrowych kwot na koncie, jest wystarczajacą formą wdzięczności.

  2. Dla mnie z rzadka wartościowe bywają materialne efekty zbiórek crowdfundingowych. Zamiast albumu, fotek w antyramie czy kamienia z base campu wolałbym… know how, online’owy albo zupełnie rzeczywisty kurs fotografii górskiej, możliwość współpracy z Tobą przy doskonaleniu swojego warsztatu, webinary – słowem przekazywanie kompetencji, praktycznych umiejętności. Ideałem jest dla mnie to, jak to robił Cohabitat (http://polakpotrafi.pl/projekt/cohabitat-make), wychodząc z założenia, że nie ma co na siłę wypluwać z siebie koszulek, kubków, pierdoletów, czapeczek i innych „rzeczy”, bo to przeczy idei i zżera bezsensownie zasoby.

    Z mojego prywatnego punktu widzenia zależałoby mi właśnie na doskonaleniu kompetencji fotograficznych w górach i jestem w stanie za to zapłacić. Dla kogoś innego cenna będzie prelekcja w niewielkim gronie z jednego z twoich projektów. Jeszcze ktoś inny pewnie zapłaci za wycieczkę z Tobą po Karpatach w roli przewodnika. Możliwości jest sporo.

  3. Dokładnie, tak jak piszą koledzy wyżej – sama z chęcią włączyłabym się w taką zbiórkę, dla idei, bo uwielbiam wspierać inicjatywy, które są mi bliskie. Jakiś czas temu dorzuciłam swoje trzy grosze do wyprawy na Nanga Parbat i ogromną przyjemnością było słuchać Tomka w ostatnią sobotę, kiedy opowiadał o tym w Krakowie i pokazywał zdjęcia i filmy. Jednak, jak sam wspominał, finansowanie społecznościowe to też nie takie hop-siup, bo wiąże się z pewnymi zobowiązaniami, które też pochłaniają czas, energię i pieniądze (w jego przypadku wysyłka pocztówek i innych gadżetów, która pochłonęła kilka ładnych tysięcy złotych) – warto mieć to na uwadze.

  4. Ciekawe pytanie – myślę, że wielu czytelników (nas) by wsparło, ja już kilka inicjatyw sama wsparłam – i nie chodzi o nagrody, raczej o to czy mi się idea i założenia podobają.
    Również od informacji zwrotnej – tzn. lubię wiedzieć co się dzieję z projektem – niestety wiele osóba ma chyba problem z udzielaniem informacji. Ty na szczęście do nich nie należysz 🙂

    A jak już tak będziesz chodził, to może kiedyś jak Paul Salopek wyruszysz w jeszcze dłuższą trasę? 🙂

  5. Jak kolega Andrzej powiedział – najlepszą nagrodą jest możliwość zdobycia nowej wiedzy! Publikujesz zupełnie bezinteresownie wiele ciekawych porad i materiałów, ale kurs (webinar, ebook) o fotografii górskiej albo szeroko pojętej podróżniczej byłby wspaniały! Od dłuższego czasu podziwiam Twoje zdjęcia, robią niesamowite wrażenie i jako początkującemu fotografowi zawsze zapala mi się lampka – jak to było zrobione? Jak zbliżyć się o kolejny krok do tego poziomu? O wiele lepsze i efektywniejsze (bo taniej to wydać) niż materialne albumy ze zdjęciami, które po przejrzeniu odkurza się raz czy dwa w roku.

    Na warsztaty nie liczę, chyba że zawitasz na południe od Karpat, pozdrawiam z Bułgarii 😉

  6. Zgadzam się z Andrzejem. Przygotowanie jakiegoś kursu fotografii podróżniczej/górskiej, nawet on-line, byłoby świetną nagrodą w zamian za wsparcie Twojej wyprawy 🙂 i podejrzewam, że szybko w ten sposób zdobędziesz potrzebne fundusze

  7. Łukasz, bardzo cenie sobie Twoje teksty, żałuję tylko że nie zawsze mam na nie czas. Weź pod uwagę sugestie innych. Zdjęcia zawsze będą zdjęciami, ale zdjęciowy kursik wg Supergana to rzecz cenniejsza. Wiem że to może dla Ciebie pachnie już kompletną komercją, ale widziałbym Ciebie jako fajnego przewodnika (z naciskiem na Karpaty). Z pewnością drobną część swojego czasu mógłbyś na to poświęcić. Ja bym pojechał kiedyś i za to zapłacił (usługa przewodnicka), z pewnością jest więcej takich osób.

  8. Z przyjemnością dorzucę kilka swoich złotówek do wyprawy w zamian za możliwość czytania o niej i oglądania zdjęć 🙂
    Fajnie jest być uczestnikiem rzeczy wielkich, nawet w takiej tylko postaci 🙂

  9. Stary, nie mam duzo kasy, prawie nic, ale gdybym dał ci chociaż 10 zł na to bym sie mega cieszył, ze moge wesprzeć twoj pomysł i marzenie zarazem.

  10. Myślę, że to oryginalny i przyciągający potencjalnych „wspieraczy” pomysł. Jak ktoś wcześniej rzucił, kurs fotografii też byłby ciekawy. Lubię oglądać Twoje zdjęcia…

    Dawaj linka gdzie wpłacać 😉

  11. Wesprę. Z pewnością Każdy wpis czytam i wiele z tego dla siebie biorę. Może kiedyś faktycznie seria wpisów o fotografii górskiej/podróżniczej. Czekamy na szczegóły.

  12. Łukasz, Polacy bardzo chętnie pomagają innym realizować marzenia. Jesteśmy w tym dobzi, blisko nam do mistrzostwa 😉 Ja pomagam na ilę mogę 😉

    Moja rada, mierz wysoko, ale bez przesady 😉

    Obserwowałem kilka zbiórek społecznościowych, i muszę przyznać, że nie wystarczy ciekawy pomysł na marzenie 😉 Kluczowe wydaje mi się jednak przemyślenie projektu, przedyskutowanie z kimś (polecam burzę mózgów z gronem przyjaciół, to działa), organizacja projektu na np. polak potrafi, zróżnicowane (nie zawsze materialne) nagrody/upominki. Adam Bielecki bardzo dobrze to zrobił, wymyślając ciekawe upominki i dywersyfikując je, nie wiem czy skorzystał z pomocy specjalisty, czy przyjrzał się temu jak robią to inni.

    Po ufundowaniu projektu w moim odczuciu jest ważne to, żeby w terminach wywiązać się z podjętych zobowiązań, niektóre wyprawy dużo traciły w moich oczach przeciągając tą sprawę; ja wszystko rozumiem, że opóźnienia, że to, że tamto, ale jeśli podejmuje zobowiązanie sam, to wywiązuję się z niego w terminie 😉

    No i kontakt w Sieci jest ważny, bardzo ważny, budujący dla obu stron. Taki na bierząco w miarę możliwości, oczywiście biorąc pod uwagę ograniczenia. NIe tylko na fb, bo nie wszyscy chcą z tego medium korzystać 😉

    Bardzo podoba mi się głos Andrzeja Brandta, nie produkujmy badziewia, nie zżerajmy zasobów, cyfrowe know-how może być ciekawą drogą, oczywiście zdjęcia, które proponujesz wpisują się w ten pomysł 😉

    3mam kciuki!

  13. Osobiście bardzo podobały mi się Twoje zdjęcia z Azji Środkowej – zarówno zdjęcia krajobrazów, jak i ludzi i miejsc. Wspaniale wzbogacały reportaż i sprawiły, że odwiedzenie tych krajów stało się jedynym z moich marzeń. Brakowało mi takich zdjęć w relacjach z późniejszych wypraw.
    Ucieszyłam się jak zobaczyłam Twój wpis na temat sprzętu, jakim fotografujesz i tak sobie myślę (podobnie jak moim przedmówcy), że formą „wdzięczności” mogłoby być dzielenie się widzą nt. fotografii podróżniczej – jaki sprzęt się sprawdza, jakich obiektywów używasz, czy stosujesz filtry itp. I oczywiście dużo zdjęć z samej wyprawy na blogu 🙂

    1. Mi też brakowało ostatnio opowieści zdjęciowych na blogu, ale niestety, wynikało to w znacznej mierze z braku sensownego sprzętu. Mając do dyspozycji więcej dobrych zdjęć chciałbym móc opowiadać rzeczy takiej, jak podczas wędrówki przez Kirgistan, Pamir, Uzbekistan.

      Zdjęcia na blogu – owszem mogą być ucieszyć tych, którzy pomogli w ich wykonaniu, ale mam jeszcze jeden pomysł: chciałbym, aby zdjęcia zrobione dzięki Waszej pomocy mogły być przez Was wykorzystane. Chodzi mi o rodzaj licencji na ich wykorzystanie przez moich darczyńców. Może to byłoby dla Was fajne?

  14. Inicjatywa bardzo mi się podoba, dlatego wystarczyłyby mi zdjęcia i relacje z wyprawy na blogu. Nie ukrywam też, że kiedyś tam chętnie znowu przeczytałabym jakiegoś ebooka Twojego autorstwa.

  15. Dziękuję Wam wszystkim za te słowa! Cieszę się, że jest wśród Was tyle osób, którym idea takich podróży podoba się na tyle, by ją wesprzeć. To znaczy dla mnie naprawdę dużo.

    Wielu nam zdarzało się w czasie podróży, że ktoś obcy przyjmował nas czy dawał coś, nie oczekując zapłaty. Nie chciałbym jednak z premedytacją korzystać w ten sposób z hojności innych. Bezinteresowność to piękna rzecz, ale nie wyklucza dawania czegoś w zamian za pomoc. Idea finansowania społecznościowego przemawia do mnie właśnie dlatego, że zakłada ona wymianę czegoś, co mogą dać obie strony. Nie chciałbym jednak ofiarowywać moim darczyńcom zbędnych, nic nie wnoszących gadżetów. Tak jak napisał Andrzej – know how, wiedza, przekazywanie umiejętności, które są bardziej trwałe i cenniejsze niż kubek i bawełniany t-shirt. Przykład z Cohabitatem jest świetny! Przeczytałem ich projekt i myślę, że to strzał w dziesiątkę, dla mnie właśnie o to chodzi w crowdfundingu.

    Przyznam, że Wasze pomysły są zaskakujące, bo sam w ogóle nie pomyślałem o możliwości robienia np. szkoleń czy wyjazdów przewodnickich. Choć o pokazach już tak. Webinar, warsztat, szkolenie z fotografii górskiej i podróżniczej, e-book, wspólny wyjazd – te pomysły BARDZO mi się podobają, choć nie mam jeszcze pojęcia jak je przeprowadzić. Wielu z Was pisze o fotografii, tymczasem nie uważam się za na tyle dobrego w tym fachu, by uczyć tego innych! Tym niemniej czuję, że kierunek który podpowiadacie jest dobry.

    Chciałbym, aby nagrody były różnorodne i przydatne, także dla tych, którzy wpłacą na realizację projektu drobne kwoty. Aby nie były to jedynie „podziękowania na Facebooku” czy coś podobnego. Mam już sporo pomysłów, ale Wasze odpowiedzi dostarczyły mi sporo kolejnych. Muszę je tylko dopracować.

    Gdybyście mieli jeszcze inne pomysły na coś, co byłoby wynagrodzeniem dla Was, piszcie. Jeśli jakieś warsztaty – to o jakiej tematyce? Co powinny przekazywać? Zwariowane idee też mile widziane, generalnie im więcej tym lepiej.

    1. Ale ja bym tych gadżetów tak z góry nie odrzucała. Moim zdaniem np. wysłana skądś tam kartka jest bardzo sympatyczna. Bo kazdy oczekuje czegoś innego i czesto jest tak, że chetnie pomoże i w zasadzie to chce miec tylko jakiś dowód przypominający, że pomógł i się do czegoś przyczynił. Stad kubek też nie jest zły (chociaż niestety dawno nie widziałam dobrego kubka 'reklamowego’, albo ołówek z napisem, albo coś innego co wciąż nadaje się do użytku

  16. Można pomyśleć o wydaniu jakiegoś przewodnika, z praktycznymi radami dla każdego chcącego zapuścić się nieco dalej i na dłużej niż jeden dzień (jak zaplanować podróż, co konkretnie zabrać ze sobą, na co zwracać uwagę, czego nie brać, ogólnie życiowe porady dla zaczynających nie tylko piesze wędrówki). Sam z chęcią zapuściłby się gdzieś dalej samemu na kilka dni, tylko nie wiedziałbym od czego zacząć.

  17. Ja z rodzinką oczywiście się dorzucę,nie oczekuję nic w zamian.Wystarczy mi śledzenie bloga i poznawanie miejsc,które mnie zainspirują do wypadów.Po spotkaniu w Katowicach,zdecydowałem się na część SNP od Koszyc do Niskich Tatr.

  18. Ja z kolegami (z Przełęczy Radochowskiej) wesprzemy z pewnością Twoją inicjatywę – bezinteresownie!
    Jeżeli po powrocie zorganizujesz spotkanie z fanami i prezentację – to proszę o zaproszenie!
    Tak na marginesie: Ty masz czas, ktoś inny kasę – dając parę groszy stajemy się emocjonalnie poniekąd uczestnikami Twoich przygód.
    Dobra: co planujesz!

  19. Ja bym nie przekreślał opcji dotacji w zamian za profesjonalną odbitkę na ścianę, kwestia skalkulowania tego. Nie każdy będzie zainteresowany kursem czy webinarem, a dobre zdjęcie z ciekawego krajobrazowo miejsca jet lepszą ozdobą mieszkania niż sztampowy, masowy plakat. No i oryginalną.

    Pozdrawiam
    Tomek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *