Na początku zdanie, na które, być może, się oburzysz. Nie istnieje coś takiego, jak polskie Camino, polski szlak św. Jakuba. Nie istnieje, bo nie jest szlakiem. Jest raczej umowna linią, wyrysowaną na mapach, fragmentarycznie oznakowaną ścieżką, nie mającą ciągłości.

Wiele osób może się zdziwić, popukać się w czoło. Jak to, skoro w całej Polsce powstają nowe szlaki pielgrzymkowe, stawiane są tablice informacyjne, malowane znaki? Skoro setki lub tysiące ludzi idą co roku tymi szlakami?

Problem tkwi w tym, co napisałem na początku: fragmentaryczności. Polskie szlaki jakubowe istnieją może na mapach, nie sposób jednak przejść ich bez wyszukiwania właściwego kierunku w plątaninie dróg i ścieżek. W przeciwieństwie do swoich hiszpańskich odpowiedników, polskiego Camino oznakowane jest jedynie na niewielkich odcinkach. Nawet najdłużej istniejący szlak dolnośląski, gdzieś na odcinku między Głogowem, a Zgorzelcem, pojawia się i znika co najmniej kilka razy. Znak białej lub żółtej muszli na niebieskim tle znajdziesz w centrum Głogowa i zgubisz zaraz po wyjściu z centrum, odnajdziesz i ponownie zgubisz w Jakubowie, Bolesławcu, Lubaniu. Na innych szlakach o regularnym oznakowaniu też można pomarzyć. Nie da się iść, kierując wyłącznie według znaków, gdyż tych zazwyczaj brakuje. Pozostaje więc wybór: podążasz według mapy, by jak najwierniej odtworzyć jego przebieg lub samodzielnie wyznaczasz drogę między kolejnymi miejscowościami. Ja wybrałem tę drugą opcję.

Jak wędrować polskim Camino, gdy jest ono jeszcze w fazie tworzenia? Jak przygotować się do wędrówki szlakiem św. Jakuba – weekendowej wycieczki czy przejścia całego kraju?

Sprzęt

Weź jak najmniej. Spakuj tylko rzeczy niezbędne podczas wędrówki i oprzyj się pokusie zabierania czegoś co „może się przydać”. Jeśli coś nie jest niezbędne, prawdopodobnie nie będzie potrzebne.

Buty – kup kilka tygodni wcześniej i rozchodź je, zanim wyruszysz w drogę. Najlepsze są takie, które mają z przodu nieco więcej miejsca na palce.

Plecak– wygodny, nieduży, o pojemności do 50 litrów. Wybierz model z szerokim i sztywnym pasem biodrowym, który odciąży Twoje ramiona. Niezależnie od rozmiaru i ceny pamiętaj, że nie ma plecaków w 100% wodoszczelnych, bagaż zapakuj dodatkowo w plastikowe torby.

Jeśli planujesz spać pod dachem, zabierz lekkie prześcieradło lub mały śpiwór, jeśli na zewnątrz – namiot, karimatę i śpiwór, który zapewni Ci komfort nawet w chodną noc. W ciepłe miesiące możesz wziąć płachtę biwakową; jest lżejsza, choć nie chroni tak jak namiot.

Ubrania – 1-2 ciepłe bluzy, kurtkę lub pelerynę od deszczu, bieliznę osobistą, czapkę i rękawiczki, kilka par skarpet, kapelusz od słońca.

Jeśli będziesz gotować posiłki, weź maszynkę gazową i menażkę.

Inne drobiazgi: kubek, łyżka, latarka, butelka na wodę, mała apteczka, mapa i kompas, ewentualnie przewodnik, listę adresów i telefonów pod którymi będziesz umawiać noclegi (jeśli będziesz), opcjonalnie, choć niekoniecznie, kijki teleskopowe.

Wiosną i latem konieczne mogą być: krem przeciwsłoneczny oraz środek przeciwko owadom i kleszczom. Na tych odcinkach, które prowadzą przez las, regularnie wyciągam sobie ze skóry nieproszonych pasażerów na gapę.

Dokładnej listy sprzętu nie ma sensu tu przytaczać. To, co zabrałem ze sobą na 4-miesięczną wędrówkę przez Europę, znajdziesz ją we wcześniejszym wpisie: „Sprzęt na Camino”. Lista ta jest zbyt obszerna, gdy planujesz przejść wyłącznie polski odcinek, możesz jednak skorzystać z niej jako ściągawki.

Mapy

Jakie mapy wybrać? Setki, czyli mapy 1:100 000, pokrywają spory obszar, a są wystarczająco szczegółowe. Dwusetki, 1:200 000, obejmują całe województwa i też dawałem radę poruszać się na nich, ale stwierdziłem, że zawierają zbyt mało znaków orientacyjnych i zazwyczaj nie pokazują przebiegu polnych dróg, którymi tak przyjemnie idzie się w słoneczny dzień, z dala od hałasu samochodów. Duży arkusz mapy 1:100 000 obejmuje teren, który pieszo przejdziesz w 3-4 dni, jest więc idealny do zaplanowania weekendowej wycieczki. Na dwutygodniowe przejście, np. któregoś z polskich szlaków, potrzebujesz 2-4 „setek” albo jednego arkusza obejmującego całe województwo.

Na polski odcinek z Warszawy do Zgorzelca wziąłem 4 mapy: „setkę” obejmująca zachodnie Mazowsze i trzy mapy województw: łódzkiego, wielkopolskiego i dolnośląskiego. Do tego w informacji turystycznej w Poznaniu, dostałem jeszcze bardzo dobrą „dwusetkę” Wielkopolski, z zaznaczonym przebiegiem szlaku jakubowego (i wielu innych szlaków, rowerowych i pieszych). Zdecydowanie najlepiej szło mi się na „setce” oraz szczegółowej mapie z Poznania. Najgorzej – na dolnośląskiej 1:250 000.

Mam swoje ulubione wydawnictwo kartograficzne i jest nim Compass. Nie, nie płacą mi za reklamę. Po prostu na ich mapach rzadko trafiają się błędy, a przy tym są one szczegółowe, zawierają np. wspomniane polne drogi czy leśne ścieżki.

Swoje mapy zostawiałem po drodze, aby nie dźwigać. Jeśli ze swoich będziesz korzystać częściej, przedłuż im życie, tuż po zakupie zabezpieczając taśmą klejąca na zgięciach. Nie rozpadną się tak szybko.

Przewodniki

Publikacji na temat szlaków jakubowych w Polsce jest już trochę, papierowych i w sieci. Korzystałem głównie z czterech stron internetowych:

www.caminodesantiago.pl

www.santiago.defi.pl

www.camino.net.pl

mypielgrzymi.com

Publikacje nt. polskich Dróg Jakubowych wydaje od pewnego czasu oficyna „Rewasz”.

Przygotowanie

Jeśli nie masz dużego doświadczenia w chodzeniu i polskie Camino będzie Twoim pierwszą poważną wędrówką, zacznij przygotowywać się do niej wcześniej. Zacznij trenować na krótkich dystansach 2-4 miesiące wcześniej, stopniowo zwiększając ilość kilometrów w ciągu dnia. Po pewnym czasie zacznij wędrować z plecakiem, na odcinkach kilkudniowych, zabierając ze sobą sprzęt, który planujesz wziąć także na Szlak Jakubowy. Zobacz co sprawdza się dobrze, a co nie. Sprawdź jak Twój organizm reaguje na długi marsz i jak czujesz się następnego dnia. Zmęczenie kumuluje się na wielodniowych trasach, naucz się je rozpoznawać i odpoczywać wystarczająco dużo.

Oznakowanie

Na niektórych mapach możesz naleźć zaznaczony przebieg szlaku św. Jakuba. Znaki w terenie nie są jednak tak popularne. Trudno mieć o to pretensje. Szlaki w Polsce powstają dzięki społecznej pracy ochotników z miejscowych stowarzyszeń i chwała im za pracę która już wykonali.

Szlak oznakowany jest zawsze podobnie, wizerunkiem muszli na niebieskim tle. Czasem jest ona namalowana niemal artystycznie, czasem jest to tylko zarys, symbol jest jednak czytelny. Niekiedy towarzyszy mu napis „SZLAK ŚW. JAKUBA”. Czasem jest to naklejka na latarni, plastikowa tabliczka na słupie albo żółta strzałka. Wzmiankę o szlaku znaleźć możesz na tablicach informacyjnych opisujących dane miejscowości:

Gronów

lub na drogowskazach, jak ten koło Leszna:

Na trasie szlaków wielkopolskiego i dolnośląskiego muszle na niebieskim tle znajdowałem w następujących miejscach:\

Oznakowane odcinki szlaku:

– okolice Jeziora Lednickiego koło Poznania,

– bardzo dobrze oznakowany odcinek na południe od Poznania, między Mosiną o Rogalinem, jego przebieg na mapie był jednak inny niż w terenie,

– Pisarzowice – Henryków – Gronów – Zgorzelec.

Ten ostatni odcinek łączy w sobie dwa szlaki: pierwszy, idący do Zgorzelca, do Via Regia. Drugi, ze Zgorzelca na wschód, to szlak pątniczy do Jakubowa. Jest oznaczony na czerwono, zazwyczaj na odwrocie drzew i znaków, widać go więc co chwilę, gdy idzie się w kierunku wschodnim.

Miasta (zazwyczaj symbolicznie wyeksponowany znak muszli gdzieś w centrum, potem już nic):

– Gniezno,

– Leszno,

– Wschowa,

– Głogów,

– Bolesławiec

Na szlaku mazowieckim znaki trafiły się na warszawskim Nowym Mieście, potem jednak szedłem własnym wariantem szlaku. Jak oznakowane jest mazowieckie Camino niestety nie wiem.

Jeśli znasz miejsca w Polsce, gdzie szlak św. Jakuba jest oznaczony w terenie, napisz o nich w komentarzu!

Noclegi

Miejsc na noc zazwyczaj nie planowałem, szukając ich spontanicznie gdy zapadał wieczór. Przy dobrej pogodzie wystarczył skrawek lasu lub miejsce osłonięte przed wzrokiem ludzi. Do tego śpiwór, płachta biwakowa (rodzaj nieprzemakalnego pokrowca, mieszczącego śpiwór i pasażera) oraz karimata. Plecak, okryty przed deszczem, lądował pod głową. Gdy pogoda był niepewna, szukałem miejsc pod dachem, pustych stodół czy szop, deszczochronów w lasach, wiat przystankowych z dala od miejscowości. Namiot wybawiłby mnie z kłopotu szukania takich miejsc, ale zrezygnowałem z niego, bo plecak stałby się już zdecydowanie za ciężki.

Miejsc gdzie mogłem przespać się pod dachem zazwyczaj nie planowałem. Z wyjątkiem Poznania i Wschowy trafiałem na nie przypadkiem lub z czyjegoś polecenia. O innych słyszałem, ale nie sprawdzałem. Poniżej zamieszczam więc listę tych miejsc, gdzie masz szansę na przyjęcie przez gospodarzy. Lepiej nie pojawiać się bez zapowiedzi, choćby telefonu rankiem tego samego dnia. Są to zazwyczaj plebanie, domy parafialne lub inne miejsca zarządzane przez księży bądź siostry zakonne. Kontaktów do nich nie podaję, ale bez problemu znajdziesz je na stronach internetowych właściwych diecezji lub archidiecezji.

Oczywiście istnieje wiele innych, gdzie bez problemu spędzisz noc, ale nie za darmo. Hotele i gospodarstwa agroturystyczne znajdziesz wszędzie. Wszystko zależy od twoich możliwości finansowych i determinacji.

– Lednica – parafia

– Żabno – dom parafialny niedaleko kościoła św. Jakuba

– Racot – dom parafialny niedaleko kościoła św. Stanisława Kostki

– Osieczna – parafia, ksiądz Przemysław może mieć dużo pracy, koniecznie zadzwoń z wyprzedzeniem

– Głogów – dom Cichych Pracowników Serca, prowadzony przez siostry, koniecznie trzeba zadzwonić wcześniej

– Pogorzeliska – ksiądz proboszcz podobno nocuje czasem pielgrzymów, ale nie jest to 100% pewne, warto zjawić się na miejscu wcześniej niż ja

– Chocianów – możliwość noclegu w klasztorze

Lista miejsc, w których można się zatrzymać, idąc szlakiem jakubowym z Gniezna do Zgorzelca, znajduje się TU (uwaga, telefony i nazwisko mogły się zmienić!).

Jedzenie

Z zakupami na trasie nie ma problemu. Także w niedziele znajdziesz otwarte sklepy we wsiach i miasteczkach. W dużych sklepach zaopatrzenie bywa lepsze, a ceny niższe, ale nie warto robić zbyt wielkich zapasów. Niektóre małe sklepy otwarte są z przerwą w środku dnia, zazwyczaj około 12.00-13.00.

Na trasie dłuższej niż weekendowa przyda się własna maszynka. Suchy prowiant może się znudzić i dobrze jest rozgrzać się czasem gorącym posiłkiem lub herbatą. Menażka 1-1,5 litra wystarczy w zupełności. Do tego gaz – duży kartusz 450 g w górach zużywam w trzy tygodnie, teraz wystarczył mi na pięć.

Posiłki jadam zazwyczaj proste. Śniadania na bazie płatków owsianych bądź kanapek, kolacje kaszy lub ryżu. W ciągu dnia wrzucam w siebie owoce, ciastka, czekoladę, orzechy. O wodę proszę w mijanych domach lub nabieram ją z napotkanych kranów itp.

Podczas długiego marszu dbaj o uzupełnianie minerałów i wody. Jeśli czujesz permanentne zmęczenie, skurcze mięśni, drżenie kończyn, może to oznaczać brak któregoś z nich. Pij dużo, jedz owoce i warzywa, możesz też brać witaminy.

Na polskim odcinku korzystałem z jedzenia znajdowanego przy supermarketach. O tym, jak kompletnie za darmo zdobywam w ten sposób pożywienie, napiszę dokładniej niedługo.

Nie mogę też nie wspomnieć o tym, co otrzymałem od innych. Obliczyłem, że w ciągu trzech tygodni, jakie zajął mi odcinek Warszawa – Zgorzelec, dokładnie dwanaście razy (co drugi dzień!) jadłem u kogoś lub dostałem pieniądze na jedzenie. Prowadzenie takiej statystyki nie ma oczywiście wielkiego sensu, piszę to jednak aby pokazać, że ludzi, którzy bezinteresownie pomogą Ci na szlaku, jest dużo więcej niż się wydaje.

Kiedy koszty transportu i noclegów nie istnieją, jedzenie to niemal mój cały budżet. Na 23 dni wędrówki przez Polskę wydałem, z własnej kieszeni, około 150 złotych, mniej niż 7 zł dziennie (!).

Miejsca warte uwagi (subiektywnie)

– Gniezno i Poznań: polecam zatrzymać się w nich na dłużej, najlepiej na cały dzień.

– Żabno i Jakubów: warto odwiedzić te dwa miejsca. W pierwszym z nich rzucić okiem na drewniany kościół, w drugim na sanktuarium, w obu pogawędzić z proboszczami.

Znajomość wśród ludzi

Moja generalna obserwacja: poza osobami zainteresowanymi tematem, mało kto z lokalnych mieszkańców wie, czym jest szlak św. Jakuba. Spośród moich znajomych, poza tymi, którzy poszli do Santiago, o Camino nie wiedział chyba nikt. Nie dziwię się. Rok temu sam nie miałem o nim pojęcia.

Im dalej na zachód tym lepiej. W okolicach Bolesławca i Lubina spotkałem na drodze kilka osób, które widząc mnie, spytały wprost czy idę szlakiem jakubowym. Poza tym o szlaku wiedzieli głównie napotkani księża oraz przewodnicy z informacji turystycznej w Poznaniu. Wciąż nie jest to więc temat bardzo popularny.

A zatem w drogę! Buen Camino!

Koło Gniezna

Pod Poznaniem

Wielkopolska, okolice Rogalina

Lubań

Dolny Śląsk

Join the discussion 19 komentarzy

  • Kuba pisze:

    Łukasz, od początku śledzę Twoją trasę i kibicuję Ci w wędrówce.

    Zgadzam się też z Tobą w kwestii Polskiego Camino. Sam przy pomocy innych osób zbudowałem jeden ze szlaków, jednak mimo tego, że przebiega on pod moim oknem, nie mógłbym go dziś polecić osobie szukającej drogi do Santiago. Znakowanie szlaku jakubowego ZAWSZE stanowiło problem z dwóch powodów:
    1. Finanse
    2. Brak rąk do pracy
    95% szlaku w kraju to odcinki wyznakowane ze środków prywatnych lub pozyskanych przez NGO’sy. Gdy w 2009r. zakładaliśmy Stowarzyszenie „Przyjaciele Dróg św. Jakuba w Polsce” wiedzieliśmy, że bez dodatkowych wolontariuszy nie uda się utrzymać już istniejących szlaków- nie wspominając o znakowaniu nowych odcinków. Niestety do dnia dzisiejszego brak jest rąk do pracy i zmiana w mojej opinii w najbliższych latach NIE NASTĄPI.

    Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że wyznakowanie szlaku to ostatni etap (może 10% pracy) w całym procesie tworzenia danego odcinka. Jednak po pierwszym znakowaniu, kiedy Gmina, Miasto lub miejscowi zapaleńcy skaczą pod niebo z radości, przychodzą lata kolejne, kiedy trzeba wyłożyć pieniądze na farby, szablony znakarskie, paliwo, dodruki map, odnowienie zniszczonych drogowskazów i jest małe kuku.

    Podeślę chętnie link koleżankom i kolegom zajmującym się szlakami. Zawsze to jakaś motywacja dla nas wszystkich- negatywna, ale może podziała.

    Tobie życzę wspaniałej Drogi i wyraźnych znaków- zarówno tych widocznych, jak i tych z Góry. Buen Camino!

    • Negatywna? Nie chciałem, żeby taka była. Biorąc pod uwagę to, co sam napisałeś i tak jestem pełen podziwu dla osób którym chciało się dać prywatny czas (i kasę) na to, co już istnieje. Pomału, pomału, w miarę jak chodzących będzie przybywać, przybędzie też zainteresowania, a może i funduszy. A więc głowa do góry i dzięki za to, co już zrobiliście!

  • Radek pisze:

    Jak miło zobaczyć własnoręcznie, nieudolnie malowaną muszlę – to jest Kubalin. I to na pierwszej stronie Twojego bloga. Tym bardziej cieszę się, że nie pobłądziłeś w Głuszyną. Podziwiam Cię, super doświadczenie.

  • Jacek pisze:

    Zaglądam tu od czasu do czasu. Uważam, że zamieszczane uwagi są nie tylko ciekawie napisane, ale i poruszają wiele ważnych spraw, np. opisane powyżej problemy z wytyczaniem i oznakowaniem.
    Chciałbym w tym miejscu wrzucić swoje trzy grosze. Po pierwsze: nie jest tak źle, przynajmniej na tych Drogach, którymi chodzę (lub szedłem). W ubiegłym roku razem z 5 letnią córką przeszliśmy Drogę Sudecką z Krzeszowa do Lubina, w sumie ok. 105 km. Muszę przyznać, że poza kilkoma miejscami, oznakowanie jest (było w 2012 roku) czytelne i wystarczające. Z innych szlaków mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że dobrze wyznakowana jest Via Regia, przynajmniej na odcinku od Tarnowa do Sławkowa, czyli generalnie w Małopolsce. Podobnie Droga Małopolska z Sandomierza (a teraz z tego co czytam, już nawet z Lublina) do Krakowa. Problemem może być przejście za znakami przez cały Kraków, ale jeśli chodzi o duże miasta, tak bywa i w Hiszpanii.
    Tak więc, praca wolontariuszy i osób zaangażowanych w utrzymanie oznakowania nie idzie na marne, a świadomość istnienia Dróg św. Jakuba w Polsce jest – moim zdaniem – coraz większa.
    Pozdrawiam i buen camino!

  • Właśnie wróciłem z wędrówki Lęborską Drogą św Jakuba. Tabliczki z muszlą gdzieniegdzie widziałem. Ale nie tam, gdzie rzeczywiście byłyby potrzebne. Gdyby nie to, że miałem dokładny opis Drogi, mapę 1:7500 i każdego napotkanego tubylca pytałem o drogę nigdzie bym nie zaszedł. Ba nawet na miejscu startu, żadnych znaków nie bylo

  • Marco pisze:

    A więc jednak ktoś chodzi po tych szlakach ! A to znaczy, że moja praca nie poszła na „marne”, to znaczy również, że jeżeli ktoś chodzi po tych szlakach to istnieje coś takiego jak „polskie camino” – kwestia definicji. 🙂 Najważniejsze by homo viator wędrował, poszukiwał, odnajdywał drogę 🙂 Poruszyłeś, może niechcący, kilka ważnych spraw na tym blogu a dyskusja na te tematy przeniosła się na drogi cyfrowe, to dobrze. Pozdrawiam z Drogi Małopolskiej.

  • Daniel pisze:

    Tak jak Jacek napisał jest już wyznakowana droga Z Lublin do Sandomierza. Przeszliśmy ją z przyjaciółmi na przełomie kwietnia i maja (28.04-3.05). Jest w zasadzie świetnie oznakowana, nie było problemu z poruszaniem się po szlaku nawet bez mapy. Co prawda Mietek, który znakował ten szlak wspominał, że jest to jeden z lepiej oznakowanych szlaków w Polsce. W Sandomierzu łączy się z Małopolską Drogą, którą planujemy przejść do Krakowa w przyszłym roku.

    Zaś co do Polskiego Camino to pamiętajmy, że w zasadzie pielgrzymowanie drogą św. Jakuba zaczyna się od progu domu zatem zawsze będą odcinki, które wyznaczmy sami zaś idea pielgrzymowania indywidualnego zakłada właśnie pielgrzymowanie szlakiem wyznaczonym samodzielnie. Zatem brak czy niedostatek oznakowań nie oznacza braku samego Szlaku Jakubowego bo istnieje on wówczas gdy są osoby pielgrzymujące a nie gdy będzie oznakowanie bez pielgrzymów.

  • Mietek pisze:

    Jacku! Tylko gwoli sprostowania. Szlak sudecki prowadzi przez Lubań (nie Lubin) i jest bardzo malowniczym bo to jak już doświadczyłeś górki. Na tym szlaku znajduje się najwyższy punkt na polskim camino. Dobrej Drogi !

  • Klara pisze:

    Oznakowana jest też od jakiś dwóch miesięcy lubuska droga, która zaczyna się w miejscu którym idzie Wielkopolski szlak w Murowanej Goślinie. Teraz znaki i tabliczki idą przez m.in. Szamotuły i Wronki, dalej przez Sieraków, Międzychód, Pszczew, Rokitno, Międzyrzecz, Bledzew, Lubniewice, Sulęcin, Ośno Lubuskie i aż do Frankfurtu gdzie droga przechodzi już w bardzo dobrze oznakowane szlaki niemieckie. Pewnie nie jest idealnie, ale na polskich szlakach, w przeciwieństwie do Hiszpańskich, które oczywiście uwielbiam, czułam się trochę jak w dzieciństwie, kiedy bawiłam się w „podchody” i cieszyłam się jak dziecko kiedy znalazłam znak szlaku. 🙂
    buen camino!

  • Dzastine pisze:

    Widziałam jedno oznakowanie na słupie przy przejściu dla pieszych w Gdańsku 🙂 Miłe zaskoczenie 🙂

  • jd23151 pisze:

    Są oznaczenia z muszlami w Gdańsku – Oliwie, na pewno wzdłuż ul. Polanki i dalej do kościoła cystersów i katedry oliwskiej.

  • Hań pisze:

    z dwa lata temu wyruszyłam z tata rowerami z Gniezna by pokonać Wielkopolską Drogę św. Jakuba. Duże zastrzeżenia miałam do oznakowania (w kilku miejscach pobłądziliśmy). A tak to trasa jest ciekawa 🙂 Niestety nie udało się dojechać do Głogowa (tak jak to wstępnie zaplanowane było), bo już byłam zmęczona dosyć ciągłymi upałami i dużymi dystansami (to był błąd – duże dystanse, w krótkim czasie). Ale w tym roku pokonam pozostały odcinek Wielkopolskiej Drogi, bo to mój temat magisterki :).

    a i taka ciekawostka: w kościele pw. św. Antoniego w Lesznie znajduje się kronika do której pielgrzymi podróżujący po Camino mogą się wpisać :).

    Pozdrowienia z Leszna!
    Hań

  • Kuba pisze:

    Pokonując pieszo i na rowerze różne ścieżki w woj. śląskim, często trafiam na charakterystyczne muszle, niestety pamiętam tylko dokładne położenie dwóch z nich. Jedną znalazłem na Górze św. Doroty w Będzinie a drugą – na Księżej Górze w Piekarach Śląskich.
    Podziwiam Twój wyczyn i życzę kolejnych satysfakcjonujących wypraw 🙂

  • Magda pisze:

    Odcinek od Leszna do Wschowy na drodze Wielkopolskiej też już został dobrze oznakowany. W centrum miasta służby drogowe ciągle sprzątają naklejki i nie udało się ich utrzymać. Myślimy nad lepszym oznakowaniem Starówki także po to, aby pielgrzymi mogli jak najwięcej zobaczyć w mieście. Odcinek ze Wschowy do Głogowa też zostanie lepiej oznaczony. Pracujemy też nad świadomością lokalnej społeczności na temat Szlaku Jakubowego. Zapraszamy. Chętnie przyjmę wszelkie sugestie jako opiekun odcinka od Niechłodu do Głogowa. Mam długi odcinek i jeszcze dużo pracy. Pozdrawiam serdecznie.

  • Magda pisze:

    Zatem zapraszamy do Wschowy. Proszę zwrócić uwagę, czy są miejsca, w których można się pogubić, będziemy wówczas korygować. Takie uwagi są dla mnie zawsze bardzo cenne. Pozdrawiam. Proszę o info kiedy Pan będzie we Wschowie, mogę pomóc z noclegiem.

  • Jacek pisze:

    Są elementy szlaku św Jakuba w Beskidzie Sądeckim, duża tablica po polsku, słowacku i angielsku na szczycie Eliaszówka, niebieskie znaki „Jakuba” powtarzają się pokrywając się z zielonym do Piwnicznej (malowane na kamieniach, dzięki za objaśnienie). Hmmm … nie mam zdania, czy byłyby wystarczające, miałem tam inny cel.

    Nie przeczytałem jeszcze tutaj wszystkiego na ten temat. W wersji Youtube zainteresowałem się spojrzeniem na drogę św Jakuba z innych punktów widzenia, niż czysto religijne. To daje do myślenia.

  • Bogdan pisze:

    W czerwcu na rowerze przejechałem 40 km od Piekar Śląskich na zachód kierując się tylko muszelkami i nie pobłądziłem, chociaż w paru miejscach miałbym uwagi.

Leave a Reply