„You’re never too cool to learn something new…” – konkurs fotograficzny #OdkrywajWięcej

12 września 2018Osobiste

… taka myśl towarzyszyła mi, gdy w minionym tygodniu opuszczałem 3-godzinne warsztaty fotografii Marcina Dobasa. Nigdy nie żałuj czasu, by posłuchać co o fotografii ma do powiedzenia człowiek, który jest w tej dziedzinie ekspertem, podpatruje przyrodę o lat i w dodatku chce oraz potrafi dzielić się swoją wiedzą.

Na spotkanie z Marcinem trafiłem dzięki zaproszeniu na warsztaty fotograficzne #OdkrywajWięcej, organizowane przez markę Amundsen. Propozycja nie do odrzucenia, tym bardziej, że jego twórczość znam od dawna. Obydwaj korzystamy też ze wsparcia polskiego oddziału Olympusa i używamy sprzętu tego samego systemu. Wiele zdjęć Marcina miałem okazję podziwiać w sieci i na łamach magazynów. Tym razem jednak nadarzyła się okazja, by zobaczyć jego warsztat od kuchni. Chociaż moja poważna przygoda z fotografią podróżniczą i górską trwa już kilka lat, dotychczas zbyt często kładłem nacisk na sprzęt, którym fotografuję. Przeszedłem drogę od lustrzanki analogowej przez analogowy średni format, lustrzankę cyfrową, aż po bezlusterkowce, szukając kompromisu między jakością zdjęć, a waga i gabarytami sprzętu zabieranego w góry. Dopiero niedawno zwróciłem uwagę na właściwą obróbkę zdjęć. A opowieść Marcina pokazała mi, jak wiele brakowało mi na etapie, który jest być może najważniejszy: podczas przygotowań. Na koniec – organizatorzy zadbali o to, by zdjęcia można było obejrzeć i ocenić na wielkim ekranie – w tym przypadku w sali projekcyjna warszawskiego Kina Wisła.

Byłem przygotowany na warsztaty, które skupią się na sprzęcie i wielu zawodowych „trikach”. Fotografowanie z kryjówek, podchodzenie do dzikich zwierząt, fotografia podwodna, znajdowanie najlepszych lokalizacji – z tym kojarzyć się może praca fotografa dzikiej przyrody. I tu zaskoczenie, gdyż opowieść zaczęła się od zupełnie innej strony.

Marcin skupił się na trzech częściach pracy fotografa, etapach, przez jakie powstaje dobre zdjęcie. Na początek była to więc opowieść o przygotowaniach, by zdjęcie w ogóle powstało. I znowu – błędem byłoby myśleć, że mówimy o przygotowaniu sprzętowym. Owszem, gdzieś wśród zdjęć mignęło ujęcie pokazujące arsenał zabierany przez niego w plener. Było ono jednak tylko ilustracją, za pomocą której wyjaśnił swoją ewolucję w doborze wyposażenia. Dzięki rozsądnemu dobraniu aparatów, obiektywów i zasilania potężny zestaw okazał się mieścić do bagażu podręcznego w samolocie.

Znacznie ważniejszą kwestią był etap rozpoznawania miejsc do wykonania fotografii. Udając się w dowolne miejsce świata i poszukując na nim idealnych punktów zdjęciowych, możemy ustalić naszą przybliżoną trasę już za pomocą prostej wyszukiwarki. Wystarczy też kilka aplikacji i programów, by w każdym z tych miejsc ustalić najlepsza porę do „łapania” ujęć. Szukasz najlepszego ujęcia dla wschodniej ściany Matterhornu w Alpach? A może chcesz sfotografować niebo nad jeziorem, koniecznie w bezksiężycową ciemną noc? Żaden problem – prosty program wskaże Ci dokładnie miejsce i czas. Podpowie też, kiedy musisz wstać na wschód lub zachód słońca i z jakiego kierunku będzie ono świecić. Inny podpowie moment najwyższej aktywności zorzy polarnej nad Islandią. Wszystko to jest w zasadzie proste, tak jak proste jest sprawdzenie prognozy pogody pod Everestem czy Elbrusem (jak to zrobić pisałem w artykule o planowaniu wypraw). Czasem jednak musisz zobaczyć coś na własne oczy, by powiedzieć do siebie „jakie to proste!”.

Osobnym wątkiem było poszerzanie swojego warsztatu o nowe narzędzia. Zamiast pogoni za najnowszym w danej chwili korpusem aparatu, który i tak szybko straci na wartości za sprawą kolejnych nowinek rynkowych, lepiej skupić się na wyjazdach, zdobywaniu doświadczenia i nowych środkach wyrazu.

Śledząc opowieść Marcina wyłapywałem te błędy, przed którymi przestrzegał, a które sam wiele razy popełniałem. Gdy po nocnych zdjęciach zapominasz przywrócić czułość do normalnej wartości i wszystkie poranne zdjęcia wychodzą prześwietlone. Gdy po powrocie do domu dowiadywałem się, że o jedyne kilkanaście kilometrów minąłem unikalne miejsce, proszące się, by je odwiedzić i obfotografować. Gdy po kilku godzinach pracy nad zdjęciami dostrzegałem, że ekran mojego laptopa przekłamuje barwy i ostatecznie i tak muszę poprawić postprocessing w domu. I tak dalej, i tak dalej… Wszystkie te rzeczy, o których każdy z nas, fotografów, chciałby wiedzieć na samym początku kariery. Niestety, często uczymy się ich na własnych, bolesnych, błędach.
Ostatnią częścią warsztatu było właśnie omówienie tematu postprocessingu, w szczególności doboru i kalibracji monitora. Ten aspekt większość z nas pomija i ja sam traktowałem go, i traktuję nadal po macoszemu. Niesłusznie, bo o ile publikacja zdjęć w sieci nie wymaga złożonego myślenia o barwie, różnicach między Adobe RGB i sRGB czy prawdziwości koloru widzianego na monitorze, o tyle przełożenie ich na druk bywa problematyczne. Nawet przygotowując do wystaw moje zdjęcia z Iranu, Hindukuszu lub hiszpańskiego Camino do Santiago bywałem niemile zaskoczony różnicą między tym, co widoczne na monitorze, a efektem otrzymanym w drukarni. Wtedy było to dla mnie gorzką pigułką, dzięki warsztatom Marcina zrozumiałem przynajmniej jak temu zapobiegać.

Grono uczestników było bardzo kameralne: około 30 osób z całej Polski, które zakwalifikowały się na spotkanie dzięki nadesłanym zdjęciom. Dla mnie była to tez okazja do spotkania jednej z czytelniczek, Martyny, która miejsce na warsztaty #OdkrywajWięcej zawdzięcza temu właśnie zdjęciu. Gdy tylko znalazłem je wśród prawie 60 nadesłanych do mnie, wiedziałem, że jest inne. Co najważniejsze skupia się na ludziach, ich ruchu i działaniu. Właśnie to uczynienie tematem ludzi jest dla mnie kwintesencją fotografii podróżniczej i to ujęło mnie w tym prostym, ale prawdopodobnie wyczekanym ujęciu.

odkrywaj_wiecej_amundsen1

fot. Martyna Fijołek

Na zakończenie – jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję wziąć udział w warsztatach Marcina, nie wahajcie się ani chwili. Te 3 godziny były solidną dawka skoncentrowanej wiedzy i możliwością zajrzenia „od kuchni” do warsztatu pracy profesjonalisty.

A jeśli fotografia przyrody i podróżnicza nie są Wam obce, już teraz możecie spróbować swoich sił w konkursie Amundsen Photo Awards, który rozpoczął się 3 września. Skierowany do pasjonatów fotografii, jak i profesjonalistów, skupia się na 4 tematach: zwierzętach, ludziach, krajobrazie oraz kategorii specjalnej: „zimowej ekspedycji”. Z podróży, ale niekoniecznie tych najbardziej odległych – ostatecznie cała masa wyjątkowych miejsc czeka także w Polsce, tuż obok nas.

Zdjęcia fotografów będą oceniać: Marcin Dobas, Krzysztof Starnawski (światowej sławy nurek jaskiniowy, odkrywca najgłębszej jaskini podwodnej i fotograf) oraz Łukasz Nowicki (reporter i podróżnik).

Zgłoszenia możecie wysyłać już od teraz do 18 listopada na stronie www.amundsenphotoawards.pl. Powodzenia 🙂

Zostaw komentarz