Podobnie jak ja, pewnie doświadczyłeś/aś tego nie raz: gdzieś na szlaku pogoda psuje się i trzeba wyciągnąć zapasową bluzę. Kłopot w tym, że złośliwie znajduje się ona na dnie i nie możesz jej dosięgnąć. Wywalasz więc na ziemię zawartość całego bagażu. Jedną ręką szukasz gorączkowo, drugą trzymając wyjęte z plecaka rzeczy, aby nie rozwiały ich podmuchy. Możesz uniknąć takich sytuacji stosując proste rozwiązanie: pakowanie plecaka „zestawami”.

Przygotowując moje pierwsze wyjazdy górskie dość szybko nauczyłem się podstaw pakowania plecaka: lekkie rzeczy na dole i z dala od pleców, ciężkie – blisko pleców, w górnej połowie bagażu. Duży zestaw sprzętu w 80-litrowym plecaku oznaczał jednak, że na wyciąganie na postojach jedzenia i wody burzyło pracowicie wprowadzony porządek. Wieczorem, w porze biwaku, wyciągałem namiot spomiędzy góry drobnych rzeczy, a po jego rozłożeniu upychałem owe drobiazgi – menażkę, luźne fragmenty garderoby, apteczkę, aparat, mapy – pod ścianami namiotu. Rano wracały one na miejsce, ale ich ułożenie wymagało długiego wpasowania każdego na właściwe miejsce w plecaku.

Zmieniło się to na lepsze, gdy około 2013 roku i drugiego przejścia Karpat zacząłem zbaczać w kierunku wędrówek na lekko. Mniej bagażu oznaczało mniejszy plecak i mnie kłopotów z pakowaniem. Wciąż jednak dokuczliwy był dla mnie chaos, wkradający się do plecaka podczas długiego przejścia. Wypracowałem wtedy prostą metodę, która pomogła to zwalczyć. Będąc banalnie prosta, była odkryciem. Z pewnością nie tylko moim, dlatego nie roszczę sobie patentu na nią 🙂 Jest nią pakowanie plecaka w góry zestawami.

Pakowanie plecaka według „zestawów”

Co pewien czas, podczas warsztatów nt. wędrówek długodystansowych, otrzymuję pytanie „jak się pakujesz, by niczego nie zapomnieć?”. Odpowiedzią są także zestawy. W skrócie: szykując się na wyprawę nie myślę o każdej rzeczy osobno. Nie mam w głowie setki drobnych elementów. Zamiast tego grupuję je w głowie w kilka zbiorów:

  • sprzęt biwakowy i do spania,
  • sprzęt do gotowania,
  • jedzenie i woda,
  • bielizna,
  • odzież termiczna,
  • odzież przeciwdeszczowa,
  • mapy i dokumenty,
  • fotografia i elektronika,
  • sprzęt wspinaczkowy (jeśli niezbędny),
  • apteczka,
  • inne – zestaw naprawczy, zapasowe części.

Optymalnie na każdy z tych zestawów przeznaczam niewielki kawałek podłogi w pokoju. Mając w głowie powyższa listę pytam siebie „No dobra, co wejdzie w skład sprzętu biwakowego na te warunki?”. Wtedy wybieram właściwy śpiwór i matę, decyduję między tarpem i namiotem, zabieram właściwy rodzaj szpilek lub śledzi. Gdy pierwszy zestaw jest zamknięty przechodzę do drugiego, dobierając rzeczy zależnie od warunków. Tym sposobem nie muszę myśleć o setce rzeczy: w danym momencie mam w głowie zaledwie kilka, wchodzących w skład konkretnej grupy. Oczywiście pomaga mi moja uniwersalna lista pakowania, zapisana na komputerze, ale zaglądam do niej tylko na koniec, by sprawdzić czy nic mi nie umknęło.

Pierwszą zaletą takiego pakowania plecaka jest fakt, że nie zdarza mi się zapomnieć o ważnych elementach wyposażenia. Druga zaletą jest porządek w bagażu. Aby go utrzymać muszę zrobić prostą rzecz: każdy z zestawów schować razem do osobnego pakunku, np. worka. W ten sposób jego wyciągnięcie z plecaka nie oznacza wielu drobiazgów rozlatujących się na wietrze gdzieś wysoko w górach, ale kilka-kilkanaście skompresowanych pakunków, wygodnych w wyjmowaniu i wkładaniu do plecaka. Worki nie tylko grupują rzeczy, ale chronią przed warunkami pogodowymi.

Pakowanie plecaka: worki wodoszczelne

Oczywiście bardzo fajnym patentem są worki wodoszczelne. Sea to Summit, Lifeventure, Deuter i inne firmy produkują bardzo lekkie worki z silnylonu, przypominające miniatury worków żeglarskich. Ich pojemności to kilka-kilkanaście litrów, a waga największych to 50-60 gramów.

Nie musisz jednak kupować nowych worków. Owszem, ich zaletą jest waga i szczelność. Sam jednak nie zawracam sobie tym głowy – mój plecak uszczelniam jednym, dużym workiem, według tego opisu. Zamiast tego kolekcjonuję przez lata nylonowe worki i woreczki różnej wielkości. Są to stare opakowania na maty, śpiwory, nylonowe pokrowce dostarczane razem z kurtkami, siatkowe torebki na uprzęże wspinaczkowe i kilka lekkich woreczków które sam uszyłem z kawałków silnylonu. Te ostatnie są krzywe, ale sprawiają mi najwięcej frajdy 🙂 . Są znacznie mocniejsze od jakiejkolwiek torby foliowej. W przypadku worków wodoszczelnych mogę skompresować ich zawartość wyciskając z nich powietrze przed zrolowaniem.

Używam worka wodoszczelnego, dość grubego i trudnego do przebicia, na śpiwór puchowy. Duży worek nylonowy po starej macie przechowuje ubrania, inny – bieliznę, czapkę i rękawiczki. Duży worek z silnylonu, gdy stracił szczelność, mieści zapas jedzenia na 7-9 dni. W drobnych woreczkach lądują małe, łatwe do zgubienia rzeczy: od łyżki i scyzoryka po baterie do latarki.

Taki sposób pakowania może wydawać się oczywisty, a jednak regularnie widzę na szlakach osoby, wypychające plecak dziesiątkami luźnych elementów. Tymczasem pakowanie zestawami jest logiczne i pozwala szybciej znaleźć niezbędną rzecz, nie burząc przy tym wnętrza całego plecaka.

Jak widać namiot i materac pozostają tymi elementami, których nie pakuję do niczego. Do napompowania materaca używam jednak pompki Air Stream Pump, która zastępuje jednocześnie jeden z suchych worków do przechowywania ubrań.

Cokolwiek zabierasz na długi wyjazd w góry, bardzo polecam – miej taki podręczny zestaw woreczków i worków do przechowywania rzeczy. Zapewnisz sobie porządek, zmniejszy się też szansa na zgubienie jakiegoś drobiazgu. A gdy przyjdzie Ci rozpakować się w ciasnym wnętrzu namiotu lub na łóżku schroniska, pozwolą one zachować porządek w rzeczach, które masz.

Join the discussion 6 komentarzy

  • Barsus pisze:

    Przy wielu zaletach pakowanie zestawami ma jedną wadę. Gdy wszystko pakujemy oddzielnie możemy lepiej wykorzystać kubaturę plecaka. Paru worków, dodatkowo ograniczonych zasadami rozłożenia bagażu wewnątrz plecaka, nigdy tak dobrze nie dopasujemy i pozostaną luźne miejsca między nimi. Przynajmniej takie ja mam doświadczenie z pakowaniem według opisanego sposobu…

    • Tak, ale sam w te właśnie wolne przestrzenie wkładam drobniejsze rzeczy. Zazwyczaj będą to drobiazgi niekoniecznie potrzebne w ciągu marszu. Poza tym większość tych zestawów (ubrania, jedzenie, namiot, śpiwór) po zapakowaniu worki tworzy dość miękkie pakunki, które łatwo jest dopasować do siebie wewnątrz plecaka.

  • Adam pisze:

    Łukasz, a jaki masz patent na wodoodporność rzeczy, które nie trafiają do głównej komory, wyłożonej dużym workiem foliowym? Czy to, co pakujesz do bocznych kieszeni bądź klapy, trafia do worków wodoszczelnych?

    • Czasem do małych woreczków, a czasem do niczego. Zazwyczaj to, co znajdzie się poza główną komorą wyłożoną workiem jest z definicji wodoodporne, np. zapas wody i jedzenia albo kurtka. Do małych, wodoszczelnych saszetek trafi aparat czy pieniądze.

  • Wiktor pisze:

    Takie wodoodporne worki wystarczają na trekking i deszcz ale nie są wodoodporne w 100% 😉 Przekonaliśmy się o tym spływając rzekę Bazoft w Iranie. Plecaki się pokąpały w wodzie – moi towarzysze mieli ww worki i niestety sprzęt foto i ciuchy zamokły, a ja z bieda zabezpieczeniem (mocne worki na śmieci z rossmanna) wyszedłem na sucho;) Minusem takiego rozwiązania jest to, że zabiera więcej miejsca i trudniej się tak spakować niż w kubaturowe worki;)

  • sasza pisze:

    Robię bardzo podobnie, tylko jak mam dużo jedzenia to dzielę je na dwie grupy. Jedna trafia do worka, a druga w wiekszych opakowaniach (np liofile) idzie pomiedzy paczki zeby lepiej wykorzystac przestrzeń.

Leave a Reply