Przy okazji ostatniej dyskusji o używaniu bądź bojkotowaniu urządzeń GPS w górach dowiedziałem się przynajmniej dwóch rzeczy.

Pierwsza: do nawigacji satelitarnej dotarła idea Open Source, czyli programów rozwijanych społecznie przez użytkowników i dostępnych za darmo. Takim powszechnie dostępnym źródłem są mapy UMP działające na GPS-ach i smartfonach. Niestety, brakuje im podstawowej rzeczy, niezbędnej do nawigacji w górach: poziomic. Bez nich nawigacja poza szlakami sprowadza się do wędrowania po liniach prostych, co może być kłopotliwe, czasem nawet niebezpieczne.

Druga: nie byłem jedynym uczestnikiem dyskusji, który dostrzega ograniczenia nawigacji satelitarnej. Ufff 🙂 Unikam poczucia, że jestem staromodnym hipsterem!

Dzięki Waszym argumentom doszedłem też do wniosku, że poza wspomnianymi przez mnie, zdarzają się jeszcze inne sytuacje, w których nawigacja satelitarna jest przydatna. Przykład tatrzańskiego wiatrołomu, na którym brakowało jakichkolwiek punktów orientacyjnych, to jedna z nich. Próba powrotu po własnych śladach w nocy lub w zamieci śnieżnej – kolejna.

whiteout_dhaulagiri_dhampus

„White-out” na trekingu wokół Dhaulagiri. Bez GPs-a oznaczało to kilka godzin niepewności. Gdyby nie zostawione przez poprzedników ślady, niemal na pewno nie odnaleźlibyśmy drogi.

Wymiana argumentów pod tym artykułem kazała mi jednak zastanowić się nad pytaniami: dlaczego w ogóle chodzę po górach?

Trzeba trafu, abym zaledwie kilka dni później otworzył książkę „Przepływ” Mihály’ego Csíkszentmihályi, której niedokończona lektura chodzi za mną od miesięcy. Autor, amerykański psycholog urodzony na Węgrzech, opisuje w niej tytułowe zjawisko „przepływu” – euforii, jaka towarzyszy nam, gdy zajmujemy się czynnością, która kompletnie nas pochłania. Takie doświadczenie kompletnego zaabsorbowania i uskrzydlenia tym co robimy, i czerpania z tego niesamowitej satysfakcji autor nazwał właśnie przepływem. Lektury tej książki jeszcze nie skończyłem i pewnie szybko się to nie stanie. Rozdział, na który trafiłem kilka dni temu, zafrapował mnie jednak, gdyż czytając go zrozumiałem, że dotyczy istoty naszej dyskusji na blogu. Był to rozdział o satysfakcji.

Czym jest satysfakcja? Według definicji autora, to co więcej niż tylko przyjemność. Uczucie przyjemności może dać nam zjedzenie ulubionej porcji lodów, obejrzenie filmu, kupno ładnych butów. Żadna z tych czynności nie będzie jednak źródłem satysfakcji. Aby osiągnąć ten stan, potrzebujemy czegoś więcej. Satysfakcja wymaga od nas robienia rzeczy na takim poziomie trudności, który będzie wymagał od nas zaangażowania wszystkich sił, fizycznych lub psychicznych, będzie wymagał trudnej pracy, słowem – będzie zmaganiem się, a nie mechanicznym wykonaniem jakiejś czynności. Kiedy nie muszę wkładać trudu w to, co aktualnie robię, czynność ta może sprawiać mi przyjemność (np. porcja lodów, po którą wystarczy udać się do lodówki). Jeśli jednak mój sukces jest okupiony ciężką pracą, zaangażowaniem sił fizycznych i umysłowych, zmusił mnie do skupienia i sięgnięcia do granic własnych możliwości, wtedy dostarcza czegoś głębszego, właśnie satysfakcji. Opisując rzecz jednym zdaniem – przyjemność może nie wymagać od nas niczego, satysfakcja jest wynikiem zmagania, czasem z innymi, ale zazwyczaj z samym sobą.

Lektura tego rozdziału sprawiła, że wróciłem myślą do wymiany zdań, jaka cały czas trwa pod moim wpisem o GPS. I zrozumiałem, że nie chodzi w niej tylko o bycie minimalistą, o wrodzoną niechęć do gadżetów, ale właśnie o uczucie, którego doświadczam czasami w górach, a które nazwałbym właśnie satysfakcją.

Kiedy odczuwam satysfakcję w górach? Towarzyszy mi ona, gdy pokonam trudną drogę wspinaczkową, która wymagała zaangażowania wszystkich sił fizycznych i głębokiego namysłu nad sposobem jej przejścia. Pojawia się też, gdy po wielu godzinach wędrówki przez leśną dzicz, wyjdę dokładnie w miejscu, które wyznaczyłem sobie wcześniej za cel. Pamiętam, jaką satysfakcję czułem stając na szczycie Mont Blanc, najwyższej góry Europy, który wymagał ode mnie nie tylko napinania mięśni, ale również namysłu, cierpliwości w przeczekiwaniu złej pogody i opanowania niepewności, a gdy przyszła pora – zaufania intuicji, która podpowiedziała mi, że przyszedł moment ataku. Satysfakcja to uczucie, jakie towarzyszy nam, gdy osiągniemy celu, stawiający naprawdę wysokie wymagania. Doświadczenie wymagające takiego wysiłku jest czymś, co nas uczy i wzbogaca.

„No dobra” – powiesz. – „A co to ma wspólnego z jakąś nawigacją?”

Góry to nie tylko poszukiwanie ładnych widoków. To także miejsce, w którym niektórzy z nas poddają próbie swoje siły i umiejętności, w tym także umiejętność orientacji w terenie. Zdarzało mi się wiele razy czuć satysfakcję z chwili, gdy mając do dyspozycji tylko mapę i kompas, udało mi się rozszyfrować drogę przez zagmatwany teren. Nawigacja z odbiornikiem GPS sprawiłaby, że ta sama droga straciłaby na trudności, a jej przejście nie przyniosłoby satysfakcji, stałoby się po prostu wędrowaniem po wyznaczonym wcześniej kursie. Gdy nie ma ryzyka porażki, nie ma satysfakcji.

Właśnie dlatego ważne jest dla mnie, by porywać się na cele, które są dla mnie wyzwaniem. Pomimo tego (a raczej właśnie dlatego!) że ryzyko niepowodzenia jest w nie wpisane. Wycieczka prostym szlakiem może dostarczyć mi wiele radości i wrażeń dla oka, ale to rzeczy wymagające namysł, wysiłku i poświęcenia są źródłem satysfakcji oraz uczą mnie czegoś nowego.

Wejście na szczyt, posługując się wskazaniami GPS-a odebrałoby drodze rangę wyzwania. Może dostarczyłoby chwilowej frajdy, związanej z podziwianiem widoku z góry, ale nie towarzyszyłoby mi poczucie, że dałem coś z siebie, że pokonałem swoje słabości i wątpliwości, że nauczyłem się czegoś, że poznałem trochę swoje osobiste granice i trochę je przesunąłem. Współczesny świat ułatwia nam życie osiągnięciami technicznymi, dając chwilową frajdę, odbierając jednak poczucie prawdziwej satysfakcji. Gdy nie ma nic, co dałoby poczucie zmagania się z sobą, gdy rzeczy przychodzą zbyt łatwo, nie niosą one ze sobą żadnego głębszego znaczenia.

Oczywiście każdy z nas ma inny próg trudności, powyżej którego przygoda wymaga zaangażowania wszystkich sił i całego umysłu. To, co dla doświadczonego alpinisty jest niewielką przeszkodą, dla mnie może stać się walką o życie. Teren, w którym poradzę sobie z papierowa mapą, od innej osoby może wymagać wspomagania GPS-em.  Nawigacja satelitarna, jednej osobie kompletnie niepotrzebna, drugiej być niezbędna komuś innemu i głupotą byłoby wyśmiewanie kogoś z powodu mniejszego doświadczenia. Każdy ma swój własny Everest i każdy z nas musi sam poszukiwać tej delikatnej granicy, która oddziela możliwe i niemożliwe, gdyż to na niej znajduje się to, co nazywamy wyzwaniem. U każdego z nas granica ta leży w innym miejscu. Rzecz jednak w tym, aby tego wyzwania nie unikać, ale cały czas uczyć się nowych rzeczy.

Kiedy idę przez góry, mając za całą pomoc mapę i kompas, i po kilku dniach docieram do celu, który chciałem osiągnąć, mam poczucie, że zrobiłem to dzięki swoim umiejętnościom, wiedzy, spostrzegawczości, koncentracji. Daje mi to prawdziwą radość i poczucie, że nauczyłem się czegoś nowego, podniosłem poprzeczkę swoich możliwości, może nawet zrobiłem coś „po bandzie”. Bycie prowadzonym przez urządzenie odbiera te wszystkie emocje i mam poczucie, że moja wędrówka zamienia się w mechaniczne podążanie za „śladem” i „waypointami”, które wyznaczył ktoś inny, nie ja. Brak wysiłku sprawia, że wędrówka, która być może nauczyłaby mnie czegoś, staje się technicznym zadaniem do wykonania.

Wędrówka z mapa i kompasem jest dla mnie niczym malowanie obrazu, kiedy zaczyna się od czystego płótna. Wędrówka z nawigacją to łączenie kropek, by uzyskać kształt wymyślony już przez kogoś innego.

Join the discussion 12 komentarzy

  • Tomek pisze:

    Ja podobne odczucia mam do fotografii. Myślę poważnie nad zabraniem w góry aparatu point&shot z jedną ogniskową (28mm) i spróbowania wyciśnięcia maksimum z niego. Może to być trudne, bo „zoom nożny” który sprawdza się w mieście czy na wakacjach, w górach nie zawsze jest możliwy. Ale operując jedną ogniskową chcę się intuicyjnie nauczyć kompozycji, widzenia kadrów tak jak to rejestruje aparat. Oczywiście część kadrów będzie niemożliwa do zrealizowania, ale chcę przywieźć fajne zdjęcia które pozwolą mi wrócić w te góry podczas oglądania albumu. No i minimalizm foto + minimalizm sprzętu też jest fajny.

  • Piotr pisze:

    Widzę że Tomek mnie trochę ubiegł z komentarzem, ale ja chciałem trochę z innej strony ugryźć ten temat 🙂 Łukasz, pamiętam jak jakiś czas temu (pewnie już trochę ponad roczek), szukałeś nowego aparatu dla siebie … bo stary się „troszkę popsuł” 🙂 Nie miałeś wtedy ochoty może wrócić do fotografii analogowej? 🙂 i czerpać satysfakcję z tego że idealnie wyliczyłeś właściwe wartości przysłony i czasu, pięknie ustawiłeś kadr i naświetliłeś bez niezamierzonego poruszenia? 🙂 Bo wiesz, ja zaczynałem od „analoga” jak również chodziłem z mapą i kompasem. Nie kwestionuję że GPS nie jest idealny, tak samo jak cyfrowe lustrzanki … w niektórych zastosowaniach wciąż (zauważalnie) lepiej wychodzą zdjęcia robione analogiem … ale po prostu przybyły nam troszkę nowsze narzędzia … czy to pracy czy nawigacji czy do robienia zdjęć. To że używam GPS nie oznacza że nie używam mapy!!! Mapa to podstawa w każdej nawigacji, a te na GPS często mi nie wystarczają. Jednak nie należy zapominać o tym jak wyglądały pierwsze GPS-y – miałeś podane tylko współrzędne! Wtedy wyciągałeś mapę i wiedziałeś gdzie jesteś, na jakiej wysokości itp. Wszystko pozostałe zostało dodane aby „uatrakcyjnić” podstawową funkcję GPS-a … co wcale nie oznacza że załatwia to zaraz sprawę! Nadal nawigacja z GPS z naniesionymi informacjami o „drogach” może odbiegać od tego co byśmy sobie życzyli … Nie dosyć że są problemy potem z „zaliczaniem” punktów trasy, albo z samą trasą, która prowadzona jest nie takimi drogami jakimi byśmy chcieli (z automatu) .. to jeszcze czasem przy takiej pracy zdarzają mu się różne wpadki z zawieszeniem włącznie … Do tego jest problem z obejrzeniem dużego obszaru mapy z dużą liczba szczegółów … tutaj zawsze posługuję się normalną mapą.
    Oczywiście główna bolączka tych wszystkich cudeniek to zasilanie – gdybyś miał aparat analogowy to nie musiałbyś się martwić o baterie 🙂 To samo tyczy się notatnika i ołówka … zamiast laptopa 🙂 Tak więc widzę przynajmniej kilka kierunków wzrostu Twojej satysfakcji 🙂 Ja tam myślę że z GPS-u raczej nie zrezygnuję … może też dlatego że czerpię satysfakcję z tego że czuję wtedy że mam większą kontrolę nad tym co się ze mną dzieje, gdzie jestem, dokąd zmierzam – nie potrzebna mi dodatkowa adrenalinka, łatwiej też jest przekonać innych żeby poszli we właściwym kierunku … Oczywiście, jak mawia pewne przysłowie fotografów – najlepszy jest ten aparat który masz akurat przy sobie, tak również ja powiem że najlepsza jest ta nawigacja którą się umiesz posługiwać i która w związku z tym daje Ci większe poczucie komfortu (w tym psychicznego) – nie ważne czy będziesz obserwował mech na drzewach, gwiazdy, kompas, mapę czy GPS … ważne abyś to robił świadomie, z głową … a przede wszystkim skutecznie 🙂

  • Radek pisze:

    O, a ja w zupełnie innej książce czytam o ‚flow’ (oczywiście o minimalizmie), szukam Twojej pozycji i biorę się do roboty!

  • Marcin pisze:

    Podziwiam Cie Łukasz za to co robisz i czego dokonałeś .
    Czytam już od dawna Twój blog i powiem jedno ze dzięki Twoim podrużom , cześciowo także sie wybieram w niektóre miejsca na ziemi .
    Czytam sobie ostatnie wpisy i komentarze na temat GPSów do których jesteś tak bardzo uprzedzony.
    Ale chyba jednak nie wiesz , że sa w dzisiejszych czasach dostępne darmowe mapy prawie całego świata Openstreetmap . Piszesz że żaden Gps nie zastapi papierowej mapy z poziomicami , czy widziałeś / używałeś OpenCyclemaps ??? chyba nie , bo własnie te mapy mają zaznaczone ukształtowanie terenu w postaci poziomic i cieniowania.
    sprawdzalem wyrywkowo czy np Rumunia ma pokrycie w tych mapach ? oczywiście że tak, dodam jeszcze że Tadżykistan , Indie , czy Kirgistan ( czyli tam gdzie byłeś ) także mają niezłe pokrycie siatką poziomic i to w lepszej skali niż dostepne rosyjski sztabówki.
    BTW. Program do rosyjskich sztabówek takze jest – za pomoca niego mozna załadowac jakiekolwiek mapy sztabowe które były wydane , a pokrycie naprawde jest wielkie ( strona z mapami http://maps.vlasenko.net/ )
    dodatkowo , kazda papierową mapę mozesz zeskanowac do postaci elektronicznej , i skalibrowac z GPSem. Nikt nie karze Ci iść od punktu do punktu , bo nie musisz mieć zaznaczonej żadnej drogi . Wystarczy że odpalisz GPS , a on Ci pokaże w który mmiejscu sie znajdujesz , a w któą strone i która ścieżką pojdziesz , mozesz wybrac sobie sam – to jest taki ulepszony kompas/ lokalizator dzięki któremu określisz w którym miejscu na mapię sie znajdujesz i sam wybierzesz sobie droge .
    Dodam jeszcze że niektore państwa mają własne mapy swego regionu , które są dostępne w wersji elektronicznej. Niektóre darmowe programy także obsługują te mapy np OruxMaps
    Podam tylko przykłady dokładnych map ( śmiem twierdzić że dokładniejszych , albo conajmniej tak samo dokładnych jak mapy papierowe )
    W UK MemoryMap – sa to mapy Ordnance Survey – czyli najlepsze wydawnictwo map topograficznych w UK ; przykłdaowa strona z mapami elektronicznymi które można także załdowac do urzadzenia GPS :http://footpathmaps.com/
    W norwegi jest tak samo :
    http://gammel.norgeskart.no//adaptive2/default.aspx?gui=1&lang=1
    ,Podałem tylko przykłady Państw które mnie ostatnio interesowały ,(w Uk teraz mieszkam , a do Norwegi się niedługo wybieram ) , Alpy, Niemcy i na pewno inne kraje także mają tak dokładne mapy .
    Więc nie obraź sie Łukasz, ale Twoje twierdzenie ze mapy papierowe sa dokładniejsze niż mapy elektroniczne w GPSie legło w gruzach 😉

    • Rzeczywiście, wszedłem właśnie na Opencyclemap oraz mapę Norwegii i zrobiły na mnie wrażenie. Nie mają dokładności mapy papierowej, jeśli chodzi o ilość szczegółów, ale ukształtowanie terenu jest bez zarzutu, przynajmniej w Europie. Sprawdziłem jednak kilka miejsc na świecie, które kiedyś odwiedzałem. Wielka Brytania jest zmapowana po prostu świetnie, łącznie ze szlakami i drobnymi ścieżkami, za to już w polskich Bieszczadach poza głównymi szlakami nie widzę prawie żadnych ścieżek leśnych. W Rumunii szlaki oznaczone są jedynie w najpopularniejszych masywach, takich jak Fogarasze, w innych – nie ma nic poza rzeźbą terenu. Chciałem napisać, że Tadżykistanu nie ma właściwie w ogóle, ale jeśli można załadować do odbiornika radzieckie sztabówki, to ten problem znika.

      Dzięki za te adresy, moje zdanie o mapach do GPS poprawiło się znacznie. Choć jeszcze trochę brakuje im do papierowych. Dokładność w oddaniu rzeźby terenu jest ta sama, ale ilość zaznaczonych szczegółów (ścieżki, drzewa pomnikowe, szałasy, większe skały itp. drobiazgi, których na mapach jest zawsze mnóstwo) jeszcze kuleje. Kwestia kilkunastu lat jednak, aby to się poprawiło, a wtedy prawie wszyscy przesiądą się na nawigację satelitarną. I pozostanie tylko kwestia zasilania.

  • Marko pisze:

    Łukaszu,
    piękny blog, metafizyczne spojrzenie, za co podziw!

    Warto chyba jednak wyprostować Twoje spojrzenie na nawigację GPS. Zrobię to krótko i na podstawie Garmina (bo to wzorcowa nawigacja outdoorowa).

    1. Negujesz brak rysunku warstwic w GPS. W takim razie zapewne nic nie wiesz o cyfrowych modelowaniu wysokości, np. DEM. Ten model wymaga oczywiście poprawek, ale na początek daje wyobrażenie o topografii terenu – prawie tak jak rysunek warstwic, ale wykres kreśli automat. Dane wysokości wyświetlasz też pod kursorem.
    2. Napisałeś o ograniczeniach wolności wobec nawigacji po cudzych wpt i cudzych, społecznościowych śladach. Nie musisz tego robić. Ja tego nie robię, nic nie tracąc z wolności. Trasy i wpt przygotowuję tradycyjnie, tj. w oparciu o mapę i wprowadzam je do odbiornika, przez co nie muszę co chwilę wyciągać i rozkładać mapy papierowej, co w warunkach ekstremalnych jest trudne, a GPS jest pod ręką.

    Zapraszam na forum maniaków GPS:
    http://www.garniak.pl/viewtopic.php?f=6&t=14220#p173629

    • Widzę, że dyskusja na temat mojego artykułu i postawionej w nim tezy zatoczyła szersze kręgi. To prawda, w kwestii nawigacji GPS nie jestem ekspertem, a o istnieniu map wyposażonych w poziomice dowiedziałem się dzięki naszej wymianie zdań. Czas więc może poszerzyć wiedzę 🙂 . Jednak 850 km przez Słowację również przeszedłem na samym „papierze” i nie wygląda na to, bym szybko miał przestawić się na elektronikę. Najbardziej podoba mi się cytat:

      „Facet po prostu nie lubi techniki i gadżetów, w przeciwieństwie do tych, którzy muszą wymienić „zabawkę” na najnowszą, pomimo, że stara w 100% zaspokaja ich potrzeby.”

      Nie do końca tak właśnie jest – używam nowoczesnej techniki, ale tam, gdzie jest ona rzeczywiście niezbędna. Problem w tym, że 90% użytkowników GPS-ów których spotykam, używa ich tam, gdzie można się bez nich bez problemu obejść – na przykład na bieszczadzkich szlakach.

  • Marko pisze:

    Łukaszu,
    zabierz GPS na kolejną wędrówkę i wtedy podziel się raz jeszcze wrażeniami.
    Twoja niechęć do GPS wynika z braku doświadczenia z tym narzędziem na szlaku.
    Wierz, że to nie musi być od razu nawigacja w Himalajach, w Bieszczadach GPS to także przydatny gadżet!
    U mnie najczęściej chodzi o odpowiedź na pytanie: „gdzie jestem?”
    Nasze lęki wynikają z obawy przed… nieznanym (jak w turystyce, tak w życiu).

  • Zlasu pisze:

    Jeszcze jedno – w Polsce najlepsza nawigacja jaką znam na telefony z android i iphone to aplikacja iMap Mobile. Strasznie o niej cicho, nikt jej nie zna, sam znalazłem przez przypadek . Mapy z których korzysta to polskie, „rządowe” mapy topograficzne dostępne również na www na portalu geoportal.gov.pl
    Mapy są niesamowite, dużo lepsze o papierowych turystycznych, mnóstwo aktualnych ścieżynek w lasach, oczywiście są i poziomice. Jedyna wada jaką znalazłem to fakt, że aplikacja czasem się wywala i zapomina wtedy zapisaną ścieżkę drogi (jeśli zależy nam na śladzie to warto ścieżkę równolegle zapisywać jakąś inną aplikacją – endomondo, motionX itp).

    • Łukasz pisze:

      A jak działa ściąganie map do urządzenia? I skąd są one ściągane? Wyobrażam sobie, że mapy topograficzne pokrywające cały kraj to potężna baza danych. Jeśli jednak aplikacja oferuje do nich dostęp, to faktycznie bardzo użyteczna rzecz.

  • Marko pisze:

    Geoportal niestety nie ma żadnych znakowanych szlaków, ale idea sama w sobie bardzo dobra!

    Świetne mapy na Czechy i Słowację – np. w wersji dla Windows Phone. Są i dla Androida oraz iPhone:
    http://www.windowsphone.com/pl-pl/store/app/smartmaps/d3ad5072-620d-4d0e-ad5b-0b387fb9c8fa
    http://www.windowsphone.com/cs-cz/store/app/mapy-cz/e926fd53-d7cd-4ee7-95c7-c938a5e9a1e5

Leave a Reply