Kuchenka na drewno. Czy taki wynalazek ma sens, skoro można gotować na ognisku? Czy warto ją mieć, gdy na szlak i tak zabieramy maszynkę gazową? A jednak gotowanie na drewnie może być równie łatwe jak na gazie i w dodatku darmowe. Prosta kuchenka survivalowa to znikome obciążenie, dające realne oszczędności.

W dzieciństwie nie uczyłem się rozpalania ognia, co sprawiło, że zaczynając wędrówki po górach bardziej ufałem technice, niż własnym umiejętnościom. Planując wędrówkę Łukiem Karpat nawet nie pomyślałem, by choć część moich posiłków robić na ognisku. W zamian starannie liczyłem ile czasu będę szedł i ile gazu muszę zabrać. W 2004 roku, idąc 93 dni przez Karpaty, pierwszy i ostatni ogień rozpaliłem u podnóży Babiej Góry, w okolicach 80-go dnia.

Tymczasem gotowanie na drewnie ma mnóstwo zalet. Oszczędza paliwo, które zachować możemy na czarną godzinę. Jest darmowe. No i daje tą dziwną radość, jaka towarzyszy przebywaniu w kręgu ogniska. W siedzeniu przy ogniu jest coś pociągającego. Chyba wychodzi w nas atawizm pierwotnego człowieka garnącego się do źródła ciepła.

Ognia do gotowania używam teraz częściej, wciąż jednak znajduję przeszkody, przez które nie chce mi się go rozpalać. Zmęczenie po całym dniu, konieczność zebrania drewna, brak dobrego miejsca, sucha ściółka i zagrożenie pożarem… W efekcie niemal zawsze kończy się na maszynce gazowej.

Kompromisem, który redukuje te wszystkie problemy, jest kuchenka na drewno. Patent w istocie bardzo prosty: komin ze stalowej blachy, w którym płonie ogień. Dość sztywny, by służył jako podstawka pod naczynie, ale możliwy do złożenia, by zajmował minimum miejsca w plecaku.

Na polskim rynku dostępne są zazwyczaj modele kuchenek, składane z płaskich kawałków blachy. Są to najczęściej 4 ażurowe elementy, łączone zaczepami na krawędziach, tworzące konstrukcję o kwadratowym przekroju. Przykładem jest model 4Heat, będący po prostu czworokątnym kominem. Innym wariantem, popularnym na „chińskim Amazonie” czyli aliexpress.com, jest kuchenka okrągła, złożona z dwóch zazębianych o siebie arkuszy cienkiej blachy. Dla porównania kupiłem obydwa modele i ruszyłem z nimi w teren.

Kuchenka „chińska”, dwuczęściowa

Ta konstrukcja poszła u mnie na pierwszy ogień. Przed wiosennym wyjazdem w Bukovske Vrchy i Wyhorlat dotarł do mnie bardzo lekki model, kupiony w sieci. Przesyłka z Chin idzie długo, ale jest darmowa (jak oni to robią?). Cena 30 zł za samą kuchenkę to wystarczająco niewiele, by zaryzykować, a waga poniżej 150 g – by spakować nawet do małego plecaka.

Ten model, nie posiadający zresztą żadnej nazwy, składa się z dwóch fragmentów blachy o wymiarach 25 x 13 cm i grubości ok. 0,5 mm. Za pomocą specjalnych wcięć na brzegach obydwie części mocuje się ze sobą, otrzymując okrągły komin. Dolna część tak uformowanej kuchenki posiada okrągłe otwory, umożliwiające dostęp powietrza oraz podsycanie ognia niewielkimi patykami.

kuchenka survivalowa

kuchenka survivalowa na drewno

Na górnej krawędzi kuchenki mocuje się dwie ażurowe blaszki. Zazębione o siebie metalowym nitem, opierają się na 4 punktach tak powstałego komina. Na nich ustawia się naczynie. Wewnątrz rozpalam ogień, kubek, menażkę lub patelnię i dokładam niewielkich kawałków drewna, wrzucając je od góry lub przez otwory boczne. Najlepiej palą się małe patyki i fragmenty gałęzi o średnicy palca.

Ogień podsycać można byle czym, boczne otwory wpuszczają dość powietrza, by otrzymać mocny płomień. Przy odpowiednio dużej ilości paliwa w kominie wywołać można małą „burzę ogniową”, podczas której płomień wyjdzie znacznie powyżej krawędzi kuchenki. Jej konstrukcja utrudnia rozprzestrzenianie się ognia na boki, ale uwaga! – nie ogranicza całkowicie. Mocny płomień może wydostać się otworami bocznymi i podpalić suchą ściółkę. Na wszelki wypadek przed gotowaniem lepiej oczyścić sąsiedztwo z suchych traw, liści itp.

Kuchenka na drewno kumuluje ciepło wewnątrz i kieruje je ku górze. Zużywa więc znacznie mniej paliwa niż ognisko. Używając suchego drewna doprowadzam do wrzenia 1 litr wody w ciągu 5-6 minut. Dokładając kawałków drewna o różnej średnicy mogę regulować jego natężenie – słaby, ale długotrwały, bądź silny i krótki. W praktyce wystarczy kilka garści drobnych patyków i nieco suchej trawy na rozpałkę, by po 10 minutach ciepły napój lub posiłek były gotowe.

kuchenka survivalowa na drewno

Kuchenka wygląda na stabilną. Niestety, może to być złudne. Już pierwsze gotowanie pokazało mi jej wadę: choć kawałki blachy, z jakich jest składana, są płaskie, po pierwszym „przepaleniu” nabierają trwale zakrzywionego kształtu i tracą sprężystość. Efekt – kuchenka, z początku utrzymywana samą siłą wygiętych elementów, łatwo się rozłazi i to najchętniej podczas gotowania. Efekt, gdy stoi na niej pełna menażka, jest łatwy do przewidzenia. Chwilę zajęło mi by zrozumieć, że małe blaszki, służące za podpórkę naczynia muszą być włożone w tak, by rozpierały konstrukcję w kierunkach, w których znajdują się łączenia kuchenki, odwrotnie niż na zdjęciu powyżej. Gdy się to opanuje, ryzyko samoczynnego rozłożenia się kuchenki jest znacznie mniejsze. Naczynie 1,5 -litrowe to jednak maksimum, jakie bezpiecznie udźwignie ten model.

Zaletą urządzenia jest jego waga i kompaktowość. Po złożeniu całość ma 2-3 mm grubości.

Moja pierwsza kuchenka survivalowa pokonuje więc ciężarem i objętością każdy model na gaz, i nie wymaga noszenia przy sobie paliwa. Przy dobrej pogodzie czas gotowania także jest zbliżony. Niestety, mimo „piórkowej” wagi, kuchenka złożona z dwóch elementów jest mało stabilna i niepewna.

Kuchenka survivalowa 4Heat

Rozwiązaniem tego problemu może być inny model, dostępny w Polsce: kuchenka survivalowa 4Heat. Choć dwukrotnie droższa niż chiński odpowiednik, wykonana jest z solidnej blachy, a jej konstrukcja to nie 2, ale 5 elementów. Płaskie fragmenty nie są w niej wyginane, ale zazębiane o siebie za pomocą zaczepów. Ten system jest dużo pewniejszy i daje 100% gwarancji stabilności. Nawet pod obciążeniem kuchenka nie rozejdzie się „w szwach”. Same blachy są grubsze i odporne na wyginanie nawet podczas długiego gotowania, ale waga wciąż pozostaje niewielka: 205 g. Poza tym ma wszystkie zalety tańszego modelu: wymaga minimum paliwa, chroni przed rozprzestrzenianiem się ognia, jest mniej widoczna niż ognisko. Dodatkowo wyposażona jest w dno paleniska, dzięki któremu do gotowania można też użyć paliwa stałego w formie kostek. Na zdjęciach poniżej widać kuchenkę rozpaloną bez użycia metalowego dna. Taki pomniejszony zestaw + pokrowiec to 180 g.

kuchenka survivalowa na drewno

kuchenka survivalowa na drewno

Nacięcia na górnej krawędzi sprawiają, że menażka nie zsuwa się z konstrukcji. Boczne otwory dostarczają do wnętrza dość powietrza, by wytworzyć wysoką temperaturę i zagotować 1 litr wody w ciągu 5-7 minut. A co, gdy średnica naczynia jest tak mała, że nie można go oprzeć na górnej krawędzi kuchenki? Nic prostszego. Dodatkowe nacięcia na górnej krawędzi pozwalają ułożyć tam ruszt np. ze szpilek namiotowych i na nim postawić kubek. Konstrukcja jest znacznie stabilniejsza niż u poprzedniczki – tu nie boję się postawić na ogniu naczynia nawet 2-2,5 litrowego. Pod względem bezpieczeństwa 4 Heat zdecydowanie wygrywa.

W przypadku 4Heat boczne otwory są znacznie mniejsze, co niweluje szansę na ucieczkę ognia na zewnątrz i pożar. W tym modelu trudniej jest rozpalić naprawdę mocny ogień, z powodu mniejszej objętości paleniska i mniejszego dopływu powietrza przez otwory. Drewna trzeba dokładać częściej, za to mniejszymi porcjami. Nie da się dorzucić go „na zapas”, finalnie jednak zużywa się go mniej. Po 10 minutach gotowania, gdy zdjąłem kubek i złożyłem konstrukcję, na ziemi pozostała taka minimalna kupka popiołu. Wystarczy przysypać ją dwiema garściami ziemi, przykryć liśćmi i po moim pobycie nie zostaje żaden ślad:

kuchenka survivalowa na drewno

4Heat występuje w kilku odmianach, różniących się wielkością. „Mój” model ma po złożeniu wymiary 10 x 15 cm i grubość 3mm, jest więc jeszcze łatwiejszy do schowania niż poprzednik. Istnieje też wersja mniejsza, o nieco mniejszym przekroju i o 5 cm niższa. Mniejszy rozmiar to zysk 50 gramów. To też mniejsza ilość paliwa, jaka zmieści się wewnątrz. Przeznaczeniem tej pomniejszonej  wersji są więc małe naczynia (do ok. 1 litra).

Brać? Nie brać?

Czy to komuś potrzebne? Policzmy: wychodzisz na szlak, biorąc ze sobą kuchenkę survivalową oraz klasyczną, gazową. Przez łącznie 2 tygodnie Twojego marszu panuje idealna pogoda, a Ty regularnie wędrujesz przez lasy lub zarośla. W ciągu tych 14 dni gotujesz na drewnie. Co to oznacza? Że przez ten czas oszczędzisz 250 gramów gazu, możesz więc zabrać do plecaka o jeden kartusz mniej. To z nadwyżką bilansuje Ci ciężar kuchenki na drewno. Dźwigasz więc tyle samo, oszczędzając na kupnie paliwa, a ten gaz, który masz, trzymasz na złą pogodę. Gdybym na trasie np. Łuku Karpat wykorzystywał kuchenkę na drewno, oszczędziłbym prawie pół kilograma gazu, jaki zużyłem na szlaku. W skali 2000 kilometrów marszu – to już różnica.

kuchenka survivalova turystyczna

Kuchenka ta świetnie zadziała także tam, gdzie sucho i ciepło. Byłaby znakomitym patentem np. na przejście irańskiego Zagrosu, pozwalając gotować posiłki na niewielkim ogniu, rozpalonym z przydrożnych zarośli i pustynnych chwastów.

Pozwala też nie oszczędzać na paliwie podczas dłuższych biwaków. Jeśli podczas postoju chcesz przygotować coś szybko, gaz będzie najszybszy. Ale gdy przychodzi wieczór, albo gdy robisz dzień odpoczynku i masz dużo czasu, fajnie jest posiedzieć przy płonącym ogniu i grzać kolejne menażki herbaty. Gaz nie podaruje Ci wtedy tej radości, jaką daje siedzenie w kręgu ciepłego mini-ogniska. A survivalowa kuchenka jest idealna, by rozpalić je szybko, zużywając przy tym minimum opału.

Na wyprawie „light & fast”, gdzie stawiasz na minimalizm w sprzęcie i prędkość w marszu, możesz nie chcieć zaprzątać sobie głowy dodatkowym gadżetem. Paradoksalnie, na długim szlaku może on być jednak opłacalny. A wszędzie tam, gdzie masz więcej czasu i dobrą pogodę na rozpalenie ognia – kuchenka survivalowa jest fajnym dodatkiem. Oprócz oszczędności paliwa, podaruje Ci klimatyczne wieczory, które po powrocie do domu z całej wędrówki często wspomina się najlepiej.

Join the discussion 17 komentarzy

  • irieman pisze:

    Ciekawe jak wypadłyby w porównaniu droższe i trochę cięższe konstrukcje typu Solo Stove, które ponoć dużo lepiej radzą sobie z podgrzewaniem wody. Przebiega w nich dosyć dla mnie tajemniczy proces gazyfikacji drewna przed spaleniem. Myślisz, że w tej polskiej konstrukcji też można o tym mówić?

    • Adam D pisze:

      Kuchenki dopalające gaz drzewny są fajne, bo mają wyższą wydajność i nie dymią. Dają ładny, czysty płomień. Nie potrzeba jednak płacić za nie bajońskich sum, bo konstrukcja jest dość prosta i można je łatwo zmontować samodzielnie. Sam zaczynam używać czegoś takiego i póki co jest to najfajniejsze rozwiązanie jakie znam. Tu prosty tutorial jak zrobić taką kuchenkę z puszek:

      https://www.youtube.com/watch?v=rTPTenSPqs4

    • W tych dwóch nie ma procesu gazyfikacji drewna, tylko jego spalenie otwartym płomieniem. Zgazowanie drewna to jego rozkład bez tlenu, podczas którego wydziela się gaz – i to on dopiero jest spalany. Wymaga to kuchenki z zamkniętym paleniskiem, takim jak Solo Stove czy patent z puszek, który pokazał Adam. Poszukaj w sieci pod hasłem „woodgas stove”, zobaczysz kilka takich urządzeń.

    • Tomasz pisze:

      Mateusz, i da się jakoś sensownie ten najmniejszy rozmiar wykorzystywać, bez zbyt częstego dokładania drewna? Jesteś zadowolony z perspektywy użytkowania parametry/jakość materiału?

  • Wojtek pisze:

    Bardzo mnie interesuje w jaki sposób do takiej „kuchenki” podejdą Leśnicy. W końcu ustawa zabrania:
    2) korzystania z otwartego płomienia;
    3) wypalania wierzchniej warstwy gleby i pozostałości roślinnych
    … oczywiście nie definiując co to jest „otwarty płomień”…

    • Paląc w nich kawałkami drewna odgarniam ściółkę, nie ma więc uszkodzenia roślinności. W żyznym, wilgotnym lesie ślad po takim ogniu zniknie bardzo szybko, właściwie po pierwszym deszczu.

      Co do zagrożenia pożarowego – trzeba zdać się na rozsądek. Chodzę głównie po Karpatach, gdzie lasy są wilgotne, a ryzyko pożaru jest znikome. W sosnowym lesie na nizinach, podczas suszy, raczej odszedłbym od granicy drzew.

  • Tomasz pisze:

    Łukasz, a dobry jest ciąg powietrza (w warunkach bez wietrznych) w tej 4Heat v2? Chodzi mi o to, czy nie trzeba tu „chuchać i dmuchać” przy postawionym na tej kuchence naczyniu. Na rynku są też tego typu kuchenki grubsze o 0,1 mm (czyli finalnie 0,6mm), kilka gramów cięższe, ale teoretycznie byłyby wytrzymalsze.

    • Przy gotowaniu nawet dla 3 osób potrzebujesz prawdopodobnie 2 litry wody na posiłek. Ta kuchenka tyle uniesie, więc grubsza nie jest konieczna.
      Przy spokojnym, systematycznym dokładaniu drewna ogień pali się dobrze, ale dmuchanie pomaga. Tutaj przewagę ma „chińska”, gdyż w niej otwory są duże. W 4Heat są bardzo niewielkie, ale pomaga gotowanie przy wyjętym ruszcie, gdyż powietrze dociera wtedy do płomienia od spodu.

      • Tomasz pisze:

        Hm, a wspominałeś o mniejszej wersji też – niższej o 5 cm i o nieco mniejszej średnicy. Sądzisz, że byłby ergonomiczny kłopot z jej obsługą w przypadku naczyń np. 1,6 litra bądź samo dokładanie do ognia byłoby męczące ze względu na mniejszą objętość paleniska?
        Słowiańska oszczędność „każe” kalkulować różne opcje, a ten chiński przykład z linku Mateusza powyżej nieco jednak kusi 😉

        • Obawiałbym się małej stabilności. Ciężka menażka 1,6 stojąca na bardzo lekkiej kuchence mogłaby zachwiać taką konstrukcją. Z drugiej strony – niższa kuchenka to niższy środek ciężkości. Do większego naczynia wybrałbym jednak ten model, który już mam.

  • PABLO pisze:

    Mam taką kuchenkę, ale jej nie polecam.

    Generalnie gotuję na ogniu. Niezależnie od pogody i pory roku. W kuchenkę zaopatrzyłem się w zasadzie z trzech powodów – (1) żeby móc używać ognia w miejscach, gdzie jest duża szansa napotkania „służb leśnych” (zawsze to kuchenka a nie ognisko – można przynajmniej próbować „rżnąć głupa”), (2) żeby ewentualnie gotować powyżej górnej granicy lasu (korzystając np. ze zdrewniałych korzonków, niewielkich ilości drewna, które sporadycznie są dostępne także w takich miejscach (wyschnięte: kosodrzewina, jałowce, itp.), itp.), (3) „dla bajeru”.

    https://picasaweb.google.com/klubik.karpacki/Romania2015#6189174780162078306
    https://picasaweb.google.com/klubik.karpacki/CuBicicletaPrinCarpatiiOrientali#6051621799829049602

    Moim zdaniem taka kuchenka się nie sprawdza w realnym działaniu w terenie. Można się pobawić, można nakręcić fajne filmiki instruktażowe czy foty na blog, itp. I to wszystko. Tym bardziej jak jest mokro. Ognisko to jednak ognisko i nie zastąpi go żadna kuchenka.

  • Cezary pisze:

    Artykuł pomocny jak i komentarze….ale chyba powinienem się „czepnąć” :P. Cytuję…”Ognia do gotowania używam teraz częściej”. Czy nie powinno być „Drewna……..” 🙂

  • Kamil pisze:

    Litr wody w 6 minut? Rewelacyjny wynik jak na moje doświadczenia 😉

  • Michał pisze:

    Można taką zrobić z puszki po karmie dla psa w 5 minut nie trzeba kupować

  • Rafał pisze:

    A co sądzisz o takiej kuchence na drewno https://hobbyhouse.pl/product-pol-7069-Kuchenka-turystyczna-na-drewno-Fox-Outdoor-Forest-33690.html ? Wygląda na całkiem ciekawe rozwiązanie. Jestem ciekawy jaką ma wydajność bo jeśli działa na holzgaz to może porównywalna z kuchenką gazową a paliwo przynajmniej za darmo 😉

  • Janek pisze:

    Od lat kilku mam kuchenke jak z linku na gaz drzewny. Mieści sie po zlozeniu idealnie w garnku, ktorego i tak muszę i chcę mieć. Niewiele ponad 300 g to tez super.
    Polecam. Dla ulatwiena rozpalania zawsze uzywam odrobinę białej rozpalki.

Leave a Reply