Gotowanie w namiocie. Czy jest bezpieczne? Czy wolno to robić? Krótko o tym, jak gotować w naszym schronieniu, zimą i latem.

Podczas pierwszych letnio-jesiennych biwaków gotowałem zawsze poza moim małym namiotem. Gdy przyszła zima, nie było wyjścia: musiałem gotować wewnątrz. Warunki nie sprzyjały topieniu śniegu na kolacje i herbatę, poza namiotem wiatr gasił płomień palnika, nie pozwalając zagrzać posiłku nawet odrobinę.

Wiele osób unika gotowania w namiocie, argumentując możliwością uduszenia się i spalenia namiotu. Bywają jednak sytuacje, gdy nie ma innego wyjścia. Podczas biwaków na 4 000 metrów w Alpach, gdy wiatr zwiewał mój namiot z grani, albo na himalajskim trekingu, gdzie rozbijaliśmy namiot na 5 tysiącach, gotowanie wewnątrz było jedyną opcją.

Jeśli wędrujesz po górach zimą lub przy złej pogodzie, prędzej czy później będziesz chciał/a przyrządzić posiłek pod namiotem. Jak to zrobić, by było to bezpieczne? W tym poradniku skupię się na zimie, ale opisane tu doświadczenia będą miały zastosowanie także w innych porach roku.

Gotowanie w namiocie – bezpieczeństwo

Jeśli masz wybór, nie gotuj pod namiotem. Kuchenki i lampy działające na gaz i paliwa płynne wytwarzają tlenek węgla, bezwonny gaz, który jest ŚMIERTELNIE trujący. Jeśli dopuścisz do jego kumulowania w namiocie, zabije Cię niemal bez ostrzeżenia. Objawy zatrucia tlenkiem węgla są bardzo różne i ciężkie do rozpoznania (pisze o tym np. doktor Robert Szymczak na swojej stronie). Znane są przypadki śmierci w szczelnie zamkniętych namiotach. Jeśli możesz, gotuj na zewnątrz.

Cichy zabójca
Tlenek węgla (CO) jest śmiertelnie trujący i gotując w namiocie pozbawionym wentylacji narażasz się na śmierć!

Są jednak sytuacje, w których tego wyboru nie ma. Czym innym jest biwak w słońcu, przy mroźnej, ale pięknej pogodzie, czym innym – przeczekiwanie w namiocie wichury, gdy wiatr szarpie Twoim schronieniem, a śnieg przysypuje wszystko w ciągu chwili. Zimowa wyprawa, biwak, ciężki opad śniegu i wiatr szarpiący namiotem – gotowanie w namiocie jest wtedy koniecznością. Jak to robić?

Podczas moich zimowych przygód sam gotowałem w namiocie dziesiątki razy: podczas zamieci w Alpach, w trakcie zimowego przejścia Karpat Słowackich, w polskich Beskidach, na letnim i zimowym trawersie Islandii. Kluczem do tego była ZAWSZE odpowiednia wentylacja. Pierwszą i podstawową zasadą jest więc: zadbaj o przewietrzenie namiotu w trakcie i po gotowaniu.

Najlepszym miejscem na gotowanie w namiocie będzie przedsionek. Ta część namiotu zawsze jest najlepiej wentylowana. Gotowanie w przedsionku ma jeszcze jedną zaletę: w razie awarii kuchenki, wycieku lub zapłonu paliwa, łatwo wyrzucisz ją na zewnątrz.

Idealnie jest gotować w otwartym przedsionku, którego boczne ściany będą osłaniać płomień od wiatru. Jeśli pogoda jest tak zła, że musisz zamknąć drzwi, zostaw zamek błyskawiczny otwarty na 30-50 cm i otwórz wentylację u szczytu namiotu. Wytworzy to przeciąg, stale doprowadzający świeże powietrze na do środka.

gotowanie_w_namiocie_kuchenka1

Zimowy trawers Islandii. Podczas gotowania w jednopowłokowym namiocie bez przedsionka musiałem utrzymywać wejście do namiotu stale uchylone.

Paliwo zimą

Gaz, benzyna, nafta? Jakie paliwo stosować zimą? Przyjrzyjmy się kilku rodzajom zasilania kuchenek.

1. Benzyna

Jeszcze 10 lat temu każdemu, kto idzie w góry zimą, doradziłbym wzięcie kuchenki benzynowej. Panuje opinia, że jest to najlepsze paliwo na ujemne temperatury i że kuchenki nią zasilane mają większą moc. To tylko część prawdy. Benzyna w istocie posiada wysokie ciepło spalania, jednak wymaga także dużej ilości tlenu. Może się więc okazać, że dobra kuchenka zasilana gazem propan-butan, w terenie będzie miała tę samą moc, co benzynowa.

Benzyna posiada też inną zaletę: jest tania i dostępna na całym świecie, co czyni z niej paliwo uniwersalne. Producenci zalecają zasilanie ich kuchenek benzyną „czystą”, bez domieszek. W Polsce znajdziesz ja pod nazwą „benzyna ekstrakcyjna”, na Zachodzie nazywana jest popularnie „white gas”. Jest czystsza niż samochodowa, w mniejszym stopniu zatyka dyszę kuchenki. Z braku czystej benzyny możesz użyć także bezołowiowej. Obie mają jednak 3 wady:

Kłopotliwe rozpalanie. Rozpalając taką kuchenkę, musisz zazwyczaj rozlać wokół palnika kilka kropel paliwa i podpalić je, a dopiero gdy się wypalą – otworzyć zawór kuchenki. Taka czynność powoduje często powstanie niekontrolowanego płomienia jak na zdjęciu poniżej. Wyobraź sobie taką pochodnię w przedsionku Twojego namiotu:

 gotowanie w namiocie msr whisperlite

Kuchenka MSR Whisperlite International (Nathanael Coyne)

Do tego dochodzi ryzyko rozlania wokół kuchenki paliwa i jego zapłonu. Ceną za ciepły obiad mogą być poparzenia lub smutny obraz namiotu, z którego został jedynie osmolony stelaż.

Emisja tlenku węgla. Nawet „czysta” benzyna ekstrakcyjna, ze względu na budowę chemiczną, podczas spalania wydziela 2 razy więcej CO niż alkohol lub gaz. Benzyna samochodowa – nawet do 4 razy więcej. Gotując na benzynie musisz więc jeszcze bardziej zadbać o wentylację schronienia.

Ciężar. Urządzenia zasilane benzyną będą cięższe i większe. Wymagają też butelek i pompek do paliwa, ryzyko awarii rośnie wraz z ilością części mechanicznych, które mogą się popsuć.

Gotowanie w namiocie na kuchence benzynowej jest możliwe, ale ryzykowne.

2. Nafta

W teorii nafta jest paliwem bezpieczniejszym od benzyny, gdyż podczas rozpalania nie powoduje efektu „kuli ognia”. Jest też popularnym paliwem w różnych, dziwnych miejscach tego świata, które o kartuszach z gazem nigdy nie słyszały. Problemy jednak pozostają.

Rozpalanie kuchenki naftą jest kłopotliwe. Możesz pomóc sobie w tym, używając jako wstępnej rozpałki alkoholu, dopiero potem odkręcając zawór w kuchence i doprowadzając do płomienia naftę. Jej rozpalanie w przedsionku namiotu wymaga wprawy i osobiście nie podjąłbym się tego bez uprzednich ćwiczeń.

Naftę cechuje nieprzyjemny zapach, którym łatwo przesiąka nie tylko kuchenka, ale i naczynia, i reszta wyposażenia. Zapach płonącego paliwa w namiocie szybko przyprawi Cię o ból głowy. W przypadku nafty wentylacja jest niezwykle ważna. Ilość tlenku węgla, jaki wydziela podczas spalania, jest znacznie wyższa niż w przypadku gazu. Jest trudniejsza do pompowania i częściej zatyka kuchenki, co oznacza ich rozbieranie i czyszczenie. Generalnie – raczej unikaj i używaj gdy nie ma nic innego.

Nie każda kuchenka benzynowa daje się zasilać naftą. Na przykład modele Primusa (Omnifuel,  Multifuel, Spider) Optimus Nova czy MSR Whisperlite Universal oprócz benzyny, przyjmą także naftę. Inne, jak np. Kovea Booster, działają tylko na benzynie. Sprawdź instrukcję obsługi przed zakupem.

3. Alkohol

Alkohol etylowy (ten sam, który znajdziesz w swoim piwie lub winie) był niegdyś popularnym paliwem do kuchenek spirytusowych, używanych na kempingach. Po latach przeżywa renesans, będąc domeną stylu „na lekko”, głównie w USA. Prosta kuchenka spirytusowa waży mniej niż 100 g, można wykonać ja z puszki po piwie, daje czysty i dobry płomień. W Polsce kuchenki alkoholowe nie są (jeszcze) popularne. O dziwo, bardzo brakowało mi takiego urządzenia podczas przejścia irańskiego Zagrosu. Choć Islamska Republika zabrania spożywania alkoholu, denaturat dość często znajdowałem w sklepach.

 gotowanie w namiocie kuchenka alkohol

Alkohol spala się czysto i ze względu na budowę chemiczną nie wydziela niemal w ogóle tlenku węgla. Na tym jego zalety się kończą. Popularny denaturat jest bowiem skażony domieszkami, których spalanie może być szkodliwe. Płomień takiej kuchenki trudno kontrolować, istnieje więc ryzyko wypalenia dziury w tropiku. Jeśli dodać do tego niewielkie ciepło spalania alkoholu – nie byłby to mój pierwszy wybór. Można jednak gotować na nim zimą. W ostateczności.

4. Diesel

Inaczej olej napędowy. Kilka modeli kuchenek umożliwia gotowanie na tym paliwie: Primus Omnifuel, Primus Multifuel, Optimus Polaris Optifuel, MSR Dragonfly. Tu emisja spalin i CO oraz kłopoty z zapychającą się dyszą kuchenki powodują, że unikałbym go jak ognia. Dosłownie. Zapach palonego oleju także nie jest przyjemny.

5. Propan/butan

Także gaz nie jest idealnym paliwem. W niskich temperaturach jego prężność spada. Jest drogi, bo pakowany w jednorazowe kartusze. Ma jednak mnóstwo zalet.

Gaz nie wymaga wstępnego rozpalania, nie musisz więc bać się efektu „kuli ognia”. Możesz bezpiecznie zapalić gaz w namiocie bez obawy o niekontrolowany płomień. Spala się cicho i czysto, a po skończonym gotowaniu możesz odłączyć kartusz od kuchenki bez obawy o wyciek. Płomień kuchenki gazowej możesz płynnie regulować, co sprawdza się, gdy chcesz jedynie podgrzać jakąś potrawę lub przez kilka minut potrzymać ja na ogniu. Last but not least wydziela mniej tlenku węgla niż paliwa płynne.

Tu jednak uwaga: emisje CO zależą silnie od konstrukcji kuchenki i tego czy nic nie zakłóca jej płomienia. Przykładowo: im mniejszy dystans między dnem menażki, a płomieniem, tym gorsze spalanie gazu i większa ilość tlenku węgla. Powód? Metalowe dno naczynia schładza płomień, powodując niepełne spalanie atomów węgla w nim zawartych. Zamiast neutralnego dwutlenku węgla (CO2) powstaje, jako produkt niecałkowitego spalania, właśnie tlenek węgla (CO), będący trucizną. Znanym przypadkiem jest kuchenka MSR Reactor, która przez swoją konstrukcję daje bardzo równomierny, ale niski płomień. Badania wykazały podwyższoną ilość CO wydzielającą się podczas jej użytkowania. A więc zachowaj dystans między palnikiem, a naczyniem.

Zimą sprawy komplikują się nieco. W temperaturze -5°C prężność gazu radykalnie spada, co skutkuje mniejszym płomieniem. Niektórzy producenci doradzają stosowanie zimą specjalnych mieszanek. Przykładem jest zimowy gaz Primusa, w którym zastosowano dodatek izobutanu (zachowuje on niezłą prężność nawet podczas mrozu), a wewnątrz kartusza znajduje się siateczka, wspomagająca odparowywanie gazu. Według firmy patent ten działa do -22°C.

Gaz zaskakująco dobrze sprawdza się na dużych wysokościach. Tam niskie ciśnienie powietrza pomaga przy opróżnianiu kartusza w trakcie gotowania.

Jaka kuchenka?

Podczas moich zimowych wypraw zawsze używam gazu. Przekonuje mnie łatwością stosowania, szybkością rozpalania (żadnych manewrów z pompką paliwową, wstępnym rozpalaniem itp.) i małym prawdopodobieństwem awarii kuchenki lub niekontrolowanego zapłonu. Nawet zimą używam z powodzeniem zwykłych mieszanek, na umiarkowane temperatury. Przez kilka lat w zimowych warunkach używałem kuchenki Primus Spider. Jest to wielopaliwowe urządzenie, zasilane gazem, benzyna lub naftą. Kartusz z gazem nie jest w niej przytwierdzony do spodu palnika, ale połączony z nim elastycznym wężykiem. Dzięki temu sama maszynka stoi na ziemi, zaś kartusz z gazem mogę:

  • ogrzewać w dłoniach; metoda prosta, czasem bolesna, ale działa nieźle;
  • położyć kartusz z gazem na pokrywce menażki, co ogrzewa paliwo;
  • odwrócić gaz do góry nogami, dzięki ciśnienie w kartuszu zasila kuchenkę płynną mieszanką, która ulega odparowaniu dopiero przechodząc w pobliżu płomienia. Pomaga w tym system wstępnego podgrzewania, w który wyposażonych jest wiele kuchenek, także Primus Spider – rurka doprowadzająca przechodzi przez płomień, podgrzewając gaz. Taki system sprawdził się podczas wielotygodniowych wypraw.

Obecnie w warunkach zimowych i w górach wysokich stosuje kuchenkę Jetboil MiniMo, przystosowaną do działania na mrozie. Jej recenzję znajdziesz w osobnym artykule o Jetboilu. Ten rodzaj kuchenek wyposażony jest w zintegrowany wymiennik ciepła, co sprawia że są znacznie wydajniejsze. Zimą przekłada się to na krótszy czas gotowania i mniejsze zużycie paliwa. Zaletą kuchenek tego typu jest też możliwość podwieszenia w namiocie, są więc wygodniejsze na małej przestrzeni. Jetboile działają wyłącznie na gaz i oczywiście także wymagają dobrej wentylacji namiotu. Mimo komplikacji, konieczności trzymania kartusza w śpiworze oraz podgrzewania go dłońmi, używałem gazu jako paliwa na zimowym trawersie Islandii, w temperaturach sięgających -20°C. Nawet przy takim mrozie wolałem gaz.

Zimowy trawers Islandii – gotowanie poza namiotem, przy dobrej pogodzie.

Benzynę wybrałbym spodziewając się temperatury -30°C i niższej. Zabrałbym kuchenkę benzynową jeszcze w jednej sytuacji: na wyprawę w większym zespole, kiedy warunki zmuszałyby nas do topienia śniegu dla kilku osób. Od wielu lat legendą wypraw jest amerykański model MSR XGK Expedition, zdolny w sensownym czasie wytopić kilka litrów wody ze śniegu dla dużej ekipy. Miałem okazję obserwować model MSR-a w akcji i faktycznie robi wrażenie. Konkurencją dla tego rozwiązania jest większy, ale zasilany gazem MSR Reactor, kombajn o dużej mocy, idealny także do szybkiego topienia śniegu, bardzo wydajny i odporny na wiatr.

gotowanie_w_namiocie_1

Wieczorem rozstawialiśmy namioty w wichurze, świt przywitał nas fenomenalnym spektaklem i temperaturą -15 st. W ciągu kwadransa kuchenka XGK Expedition dostarczyła nam porannej herbaty.

Gotowanie w namiocie zimą trwa zawsze dłużej niż latem. Zwłaszcza gdy jedynym źródłem wody jest śnieg. Stopienie i zagotowanie go wymaga około 3 razy więcej gazu niż wody. Dlatego jeśli masz wybór, również zimą szukaj płynących strumieni i źródeł – nabrana z nich woda skróci znacząco oczekiwanie na posiłek i zaoszczędzi paliwo.

Jeśli topisz śnieg, nie zbijaj go przed włożeniem do garnka w jedną kulę. Duża powierzchnia małych kryształków pozwoli im stopić się szybciej niż jednej, dużej, zamarzniętej bryle. Postaraj się wytopić ok. 0,5 litra wody, a gdy stanie się gorąca zacznij wrzucać pojedyncze bryły śniegu. Za każdym razem odczekuj do ich roztopienia.

Ile paliwa potrzebujesz?

Podczas letnich wypraw zużywam 1 duży kartusz gazu (450 g) na miesiąc. Zimą ilość ta wzrasta nawet 3-krotnie. Podczas zimowego przejścia Słowacji zużyłem 1600 g gazu (3 duże i 1 średni kartusz) w 37 dni. Tyle samo na zimowym trawersie Islandii (36 dni). Podczas letniego miesiąca spędzonego w Alpach (około 20 biwaków w górach) – 900 g (2 duże kartusze). W przypadku benzyny bezpiecznie jest założyć zużycie 50 g dziennie dla 1 osoby i 70-75 dla dwóch.

Zużycie gazu
Ilość paliwa na wyprawy szacuję następująco: 1 kartusz gazu 450 g to oszczędne gotowanie przez 30 dni LATEM i 10 dni zimą.

Benynę lub naftę przechowuj w zakręcanych butelkach, dodatkowo zamkniętych szczelnie w torbie foliowej. Rada: gwint w butelkach na paliwo jest uniwersalny wśród producentów. Możesz więc podłączyć butelkę MSR-a do kuchenki Kovei i odwrotnie. Wyjątkiem są butelki firmy Coleman, pasujące do kuchenek tylko tej firmy (choć może to ulec zmianie). Natomiast nigdy nie przechowuj benzyny w zwykłych butelkach aluminiowych przeznaczonych do trzymania wody. Po nalaniu benzyny do takiego bidonu, tworzywo nakrętki uległo degradacji i napęczniało, niszcząc gwint.

Butelki na benzynę
Paliwa płynne przechowuj tylko w butelkach projektowanych do ich trzymania!

Na długie wyprawy w zimne regiony warto mieć więcej paliwa, na wysuszenie wilgotnych rzeczy. Wystarczy ostrożnie odpalić kuchenkę, otworzyć wentylację i przedsionek, by strumień ciepłego powietrza nagrzał wnętrze i suszące się ubrania.

gotowanie_w_namiocie_kuchenka_zima

Jeśli pogoda jest dobra i niezbyt wietrzna, zaplecze kuchenne możesz swobodnie umieścić obok namiotu.

Jak gotować w namiocie?

Po tej wyliczance czas na praktykę. Bez względu na to, jakiej kuchenki używasz, gotowanie w namiocie może być bezpieczne, jeśli przestrzegasz kilku zasad.

  • Jeśli pogoda jest dobra i niezbyt wietrzna, zaplecze kuchenne możesz swobodnie umieścić obok namiotu. Wykop w śniegu rów, o szerokości metra i długi na tyle, by na jego brzegu mógł usiąść cały Twój zespół. Jego głębokość powinna wynieść 50-60 cm. W takim osłoniętym od wiatru miejscu, możecie siedzieć, gotować i jeść. Jedyne czego potrzebujesz, to karimata izolująca Was od śniegu.
  • Jeśli warunki na zewnątrz nie zachęcają, wykop platformę, głęboką na 50 cm, wewnątrz przedsionka namiotu. Takie zagłębienie będzie wygodnym miejscem aby usiąść i zdjąć buty przed wejściem do namiotu, ułatwi gotowanie, a nocą pomieści znacznie więcej sprzętu.
  • Namiot – wybierz model z przedsionkiem, w którym ugotujesz posiłek. Gotowanie wewnątrz sypialni jest mniej wygodne i stwarza ryzyko potrącenia naczynia przez czyjś niekontrolowany ruch. Namioty o konstrukcji tunelowej mają zazwyczaj znacznie większe przedsionki od kopułowych.
  • Otwórz wejście i wentylację, by uniknąć kumulowania się tlenku węgla.
  • Jeśli gotujesz na benzynie lub nafcie, rozpalaj kuchenkę poza namiotem. Dopiero gdy płomień wyrówna się i stanie się niebieski, przenieś ją do przedsionka. Obserwuj uważnie ogień i w razie potrzeby dopompuj zbiornik z paliwem, by zwiększyć ciśnienie.
  • Pierwszą oznaką, że w przedsionku zbiera się tlenek węgla jest charakterystyczne „pulsowanie” i przygasanie płomienia. Widząc to, natychmiast wyłącz ogień i otwórz wejście.
  • Wszystko co potrzebne – naczynia, sztućce i jedzenie – miej przygotowane w przedsionku, aby nie szukać czegoś w trakcie. Unikaj gwałtownego poruszania się po namiocie, by nie kopnąć przypadkowo garnka.
  • Używaj ekranu wokół płomienia. Skieruje on ciepłe powietrze na naczynie.
  • Zawsze używaj pokrywki. Przyspiesza gotowanie i sprawia, że para nie skrapla się na zimnych ściankach namiotu.
  • Gdy posiłek jest gotowy wyłącz kuchenkę i zostaw ją w przedsionku lub wystaw na zewnątrz, by ostygła.
  • Rozważ kuchenkę zapasową. Na długiej i trudnej wyprawie kuchenka może zadecydować o powodzeniu lub klęsce Twojego wyjazdu. Kuchenka może popsuć się w zimowych warunkach, zanieczyszczone paliwo może zatkać głowicę, uszczelka może pęknąć lub zginąć. Zimą, oprócz zasadniczego urządzenia, weź minimalistyczny, lekki palnik, który odpalisz w razie awarii. Godne polecenia znajdziesz w tym artykule o kuchenkach. Ja zabieram Kovea Supalite Titanium. Dodatkowych 60g nie odczuwam w bagażu, a taka rezerwa może uratować mnie w krytycznej sytuacji.
  • Wędrując zimą miej niezawodne źródło ognia. Zapałki mogą zmoknąć, zapalniczka popsuć się. Najbardziej niezawodne jest krzesiwo. Na zimowym przejściu Islandii miałem aż 3 źródła ognia: 2 zapalniczki, schowane w różnych miejscach bagażu oraz 1 krzesiwo.
  • Używając kuchenki uważaj, gdy operujesz gołymi dłońmi. Zimny metal kartusza lub butelki z paliwem może „przymarznąć” do skóry, powodując odmrożenia. Osobiście polecam wykonywanie wszystkich operacji kuchennych w cienkich rękawiczkach (zimą mam zawsze dwie pary „linerów” – ważą 35g i bardzo ułatwiają delikatne operacje sprzętowe).

Join the discussion 20 komentarzy

  • Cwirek pisze:

    Cześć!

    Dobrą instrukcję obsługi tu przedstawiłeś 🙂 Ja nie mam aż tak dużych doświadczeń w gotowaniu namiotowym, zdarzyło się parokrotnie, ale to na palcach dwóch rąk można by policzyć 🙂 Z tych wszystkich paliw, które przytoczyłeś, mieliśmy do czynienia z gazem propan/butan (zdaje się, że z Campingaz, takie niebieskie). Używaliśmy bardzo prostej kuchenki, o ile można to nazwać w ogóle kuchenką. Przyczepialiśmy jeden palnik na ten kartusz (http://www.wrobels.pl/wp-content/uploads/2010/11/5_Stars_Hotel_Aran_2010_.jpg) i tak sobie radziliśmy. Gdy dało się gotować na zewnątrz, to robiliśmy to, ale raz nie było wyjścia (straszna wichura i ulewa na irlandzkich Wyspach Aran) i trzeba było rozpalać w środku namiotu. Tego typu palniczek nie dawał jakiegoś wielkiego manewru w gotowaniu, ale na nasze wówczas potrzeby (wrzesień w Irlandii i głównie grzanie wody na herbatę czy legendarną zupkę chińską ZŁOTY KURCZAK z Vifona:))) sprawdzał się idealnie.

    pozdrawiam serdecznie!

  • aśkaeddie pisze:

    Doświadczeń nie mam, ale z przyjemnością przeczytałam artykuł i mam jakąś jasność, pojęcie o temacie. Planuję kupić kuchenkę, bo do tej pory miałam to szczęście, że w ekipie byli inni którzy byli w nią wyposażeni. 😀 Od jakiegoś czasu się rozglądam za jakąś, ale nie miałam pojęcia w tym temacie a czytanie różnych opisów etc. to wiele nie daje. Nie m to jak doświadczenia innych i ich przetestowanie różnego rodzaju sprzętu. Także dzięki za artykuł, dla mnie był wzbogacający o wiedzę jakiej potrzebowałam. 😉

  • Gotuję zwykle w środku namiotu, bo jestem zmarzluchem i rano podczas mrozu nie lubię otwierać nawet przedsionka. Taki cieply rytuał ;). Jestem wtedy skupiona i bardzo uwazna. Ale nie przyszło mi do głowy, ze ryzykuję zaczadzeniem….dzięki za ten tekst!

  • Jest w tym poradniku wszystko, oprócz jednego. Menażka, czyli gary.
    Niby pierdoła, bo to kawałek aluminium, ale mnie wybór dobrego, poręcznego, lekkiego, przemyślanego i sprawdzonego zestawu garów zajął znacznie więcej, niż wybór maszynki, bo takich recenzji w sieci nie brakuje.
    Tymczasem komfort „obsługi” pożywienia spada właśnie na gary – czy jest wygodna rączka, czy łatwo ją doczyścić, czy nie przywiera, czy efektywnie rozprowadza ciepło, etc.
    Mam znacznie mniejsze outdoor’owe doświadczenie w temacie od Ciebie, ale zdążyłem przerobić już dobrych kilkanaście garów. I wciąż coś nie gra 😉

    • Bo ideału nie ma, garnek musi stanowić pasujący do siebie system z palnikiem. Mój poprzedni system był pod tym względem bardzo dobry – menażka z radiatorem Primusa i mała kuchenka o punktowym płomieniu, opisane TUTAJ. Teraz używam podobnej kuchenki, ale innej menażki i w ogóle mój system do gotowania się powiększa. Rodzaj kuchenki i naczynia zależy u mnie od pory roku i liczby uczestników. Ale dzięki za to spostrzeżenie, mam w planach napisać także o moim systemie naczyń.

      Powodzenia w drodze 🙂

    • macias pisze:

      „bo to kawałek aluminium” Oczywiscie co kto lubi, ale aluminium lepiej skreslic.

  • hikingtours pisze:

    Cześć,

    Troszeczkę polemicznie to wcale nie jest tak że wszędzie kupimy benzynę. A dokładniej bardzo często (przynajmniej w Europie) na stacji nie będą chcieli (nie będą mogli? – tak się tłumaczyli w Norwegi) nam jej sprzedać – do butelki. Trzeba wtedy kombinować.
    Nie wiem czy to tzw. prawda obiektywna ale moim zdaniem maszynka na paliwo stałe jest dużo bardziej wydajna – mocniej grzeje. I to dla mnie jest dużym plusem. Minusem jest oczywiście to że gotowanie na niej w namiocie jest złym pomysłem.
    Dzięki za info o tlenku węgla. Bardziej się zawsze bałem spłonięcia dachu nad głową ale okazuje się że nie mniej ważnym elementem jest zagrożenie innego rodzaju.
    Czy ktoś z czytających ma doświadczenie w „słabym napełnieniem” kartuszy gazowych? Chodzi o to że po 2-3 użyciach gaz jeszcze jest w kartuszu bo go słychać a palić się prawie nie chce. Trzeci raz trafiam już na coś takiego – może to być wina maszynki (MSR pocket rocket) ?

    • W minionym roku, robiąc pirenejskie HRP, mijałem się regularnie z Anglikiem, który kupił na stacji litr wachy do swojego MSR-a. Ale niestety, nie wszędzie to zadziała. W Europie, pełnej norm i zasad, zwłaszcza. Tyle, że w Europie nigdy nie miałem potrzeby palenia benzyną. W wielu krajach Azji natomiast, gdzie kartusze są niedostępne, benzynę dostaniemy bez kłopotu. Popularne Iran, Kirgistan czy Tadżykistan są dobrymi przykładami.

      Zjawisko o którym piszesz jest typowe dla mieszanki propan/butan. Z tego co czytałem, pierwszy z tych gazów wykazuje dużą prężność w niskich temperaturach, drugi – niewielką. Oznacza to, że nie wydostają się one z kartusza w równych proporcjach, po wypaleniu większości propanu butan zostaje „na dnie” (to mało profesjonalne określenie, mam nadzieję, że fizycy mi je darują) i paruje dużo wolniej, co oznacza, że wolniej wydobywa się ze zbiornika. Nie jest to wina maszynki – Pocket Rocket uważam za jeden z najlepszych minimalistycznych modeli na rynku. Może trafiłeś też na kartusze jakiejś dziwnej firmy?

      A co do paliwa stałego – jakie dokładnie masz na myśli?

    • Robur pisze:

      Hej. Ostatni rok spędziliśmy podróżując po Europie z kuchenką benzynową (Optimus Nova, wcześniej Primus Gravity) i ani razu i nigdzie nie było problemu z tankowaniem do butli. Może takie szczęście, ale co tydzień tankowanie do butelki od Nordkapp, po Andaluzję i Sycylię, łącznie 38.000 km. Przy długodystansowych podróżach z niskim budżetem, moim zdaniem kuchenka benzynowa jest najlepsza, ze względu na ekonomikę, jeżeli chce się po prostu gotować, a nie tylko grzać wrzątek na zupki. Przy użyciu na poziomie 45-60 minut dziennie, w tym połowa na pełnej mocy, paliwo tankujemy co 7-9 dni. Jeżeli to możliwe, a w zachodniej części Europy niezbyt często, to korzystamy też z Alba, czyli czeskiej wersji Kelly Kettle. Co do palenia w namiocie, to ostateczność i jeżeli nie trzeba, to lepiej tego unikać.
      Pozdrawiamy wszystkich zapalonych obieżyświatów.

    • Kamil pisze:

      @hikingtours, ja mam kuchenkę gazową Cadac Pro Stove nakręconą na Coleman C250 (propan-butan) i nigdy nie miałem takiego zjawiska. Zawsze wypala gaz do końca, aż do pustego kartusza. Odkręcam zaworek zawsze do połowy i płomień zachowuje swoją „siłę” niemal do końca kartusza; dopiero gdy gazu jest już jakieś 1/10 kartusza (kilkanaście gram), siła płomienia spada i następuje konieczność odkręcenia zaworu kuchenki do maksimum, aby płomień miał taka samą „siłę”, jak przy nowym kartuszu. Gotowałem w niej podczas niewielkich, kilkustopniowych mrozów. Więc nie wiem, jak by się sprawowała przy powiedzmy – 20 lub -30 st.C.

      Może kupiłeś jakiś wybrakowany kartusz? Sprawdzaj zawartość kartusza na wadze kuchennej. Przykładowo wspomniany Coleman C250 ma ważyć brutto 345 g, z czego 125 g to waga pustego kartusza, a 220 g to gaz.

      A może to jednak wina twojego palnika? Może są w nim jakieś nieszczelności? W mojej starej kuchence takiej „ruskiej” też opisanego przez Ciebie zjawiska nie było. Paliła kartusz normalnie do końca.

      Z tą prężnością par, o której mówi Łukasz, to nie jest taka prosta sprawa. Po to do butanu dodaje się propanu, aby ich „suma” czyli mieszanka posiadała określoną prężność par, zapewniającą stabilną prace kuchenki. Mieszanka gazów ma inne właściwości, niż każdy z tych gazów osobno, dlatego nie można rozpatrywać prężności par tak, jak to zrobił Łukasz.

      A może ty miałeś kartusz napełniony samym butanem?

  • hikingtours pisze:

    Edit… miało być paliwo „płynne” nie „stałe” 🙂 To z jaką siłą (energią) maszynka pracuje na benzynie czy rozpałce do grilla nadal budzi moje szczere zadowolenie.
    Jeden z kartuszy, który tak się dziwnie zachowywał to był Primus kupiony w NOR, drugi GoSystem trzeci już nie pamiętam. Ale to co piszesz brzmi sensownie. Czyli trzeba zadbać przed użyciem aby ogrzać kartusz.
    Pzdr
    Krzysiek

  • Pim pisze:

    Sołtysie!

    Doszedłeś do wniosku ciekawego, moje myślenie przebiegło podobnie: palnik uniwersalny. Jakoś tak wychodzi. Najpierw jeden, potem kilka i potem znów szuka się jednego, ale bogatszy o doświadczenia. U mnie skończyło się zakupem Kovei Spider jako palnika trzy sezonowego. Na zimę pozostał mimo wszystko MSR WindPro.
    Co do Primusa Spidera. Używałem krótko z ciekawości – pożyczonego. Denerwowała mnie niska kultura pracy na zasilaniu gazem w formie płynnej. MSR mając długą linię podgrzewu paliwa pozwala na odkręcenie na 100% i przejście „na płyn”. Wtedy dostaje odczuwalnego skoku mocy. Przy Spiderze zaczynał działać jak silnik pulsacyjny. Terkot i drgania…. Chyba resztki nie dość podgrzanego paliwa powodują ten efekt. To chyba wina zbyt krótkiej linii podgrzewu.
    Dlatego w Spiderze robiłem tak, że po nagrzaniu, redukowałem moc i obracałem. Na około 60% mocy pracował dobrze. Tu wychodzi efektywność palnika świecowego, powiększona jeszcze o zastosowanie garnka z radiatorem.
    Czy twoje spostrzeżenia są podobne? Jak działa na paliwie płynnym – bo jak rozumiem podpinasz go do butelki. Czy jest różnica pomiędzy benzyną ekstrakcyjną a zwykłą?
    Mając trzy lata Kovea Spider też muszę redukować moc na przejściu „na płyn”. Ten palnik ma jeszcze krótszą linię podgrzewu.
    Co do alkoholu: bawiłem się kilka lat palnikami tego typu. U nas występuje jedne problem. Kupno czystego paliwa. Denaturat często jest tak chrzczony, że się nie pali. Raz na wyjeździe musiałem podgrzewać palnik by ten chciał pracować – denaturat kupiłem na mijanej stacji benzynowej. Inną opcją jest Denatural, który jest skażony związkiem chemicznym, który powoduje potężne okopcenie garnka, i mało przyjemne chemiczne zapachy. Z powyższych powodów zrezygnowałem.

    Z pozdrowieniami Pim

    • Tak, zasilanie płynnym gazem jest w Spiderze kłopotem. Bez wstępnego podgrzania palnik, zasilany płynnym gazem, gaśnie. Nawet rozgrzany pulsuje. Konieczne jest dobre odparowanie paliwa. Moja metoda, po kilku próbach, jest podobna do Twojej, czyli podgrzanie mosiężnej rurki i zmniejszenie „ciągu” do około 2/3.

      Na paliwie płynnym, po poprawnym rozgrzaniu, działa bez zarzutu. Płomień jest stabilny, niebieski, a zatem gorący, nie kopci, nie hałasuje. Brak jakichkolwiek przecieków w okolicach butelki, pompki, wężyka. Niemal tak, jak na gazie. Paliłem tylko benzyną ekstrakcyjną, samochodową nie miałem okazji.

      Przy wadze 195 g jestem w stanie przeboleć ciężar, nawet podczas letnich wędrówkę na lekko. Za to cieszę się, mając jedno, uniwersalne urządzenie.

      Co do alkoholu – dorwałem właśnie sympatyczną maszynkę taką, jak na zdjęciu we wpisie powyżej. Podgrzewa wodę wolno, ale działa dobrze. Garnek po zdjęciu z niej jest idealnie czysty, a płomień spirytusu niebieski i gorący. Czyli żadnych domieszek. Do paliwa nie mam zarzutu, najwyraźniej pobliski sklep z farbami ma dobrych dostawców.

      No i z powodzeniem eksperymentuję z kuchenką na drewno, ale o tym wkrótce.

  • Pim pisze:

    Czy na gaz drzewny (Bushbuddy)? Czy raczej taka: http://supertac.pl/kuchenka-ekspedycyjna-survivaltech-vol-3/

    Pim

  • Janusz pisze:

    Witam Panie Łukaszu.
    W temacie wysokogórskim jestem laikiem ale z zainteresowaniem przeczytałem Pana artykuł i nasunęło mi się kilka, mam nadzieję przydatnych dla Waszego środowiska uwag, związanych z produkowanym przeze mnie produktem.
    Czytałem kiedyś artykuł Pana Wielickiego, który stwierdził, że himalaizm to wspinanie i gotowanie. Myślę, że zastosowanie chemicznego podgrzewacza typu SR, który od kilku lat produkuję dla polskiej armii, może znacznie skrócić czas gotowania (gotowy posiłek w 15 min.) i dać czas porządnie się wyspać.
    Korzyści:
    1. Brak szkodliwych gazów po spalaniu gazu czy innych paliw
    2. Brak pary wodnej skraplającej się na ubraniach czy śpiworach w namiocie
    3. Waga zestawu podgrzewaczy jest niższa niż zestawu kuchenka-palnik-garnki
    4. Nawet w wysokich partiach gór temperatura wkładu grzewczego jest stała i osiąga 100stC.
    5. Zupełny brak wrażliwości podgrzewacza na warunki pogodowe
    itp.
    Bardzo interesujące może być również wykorzystanie podgrzewacza po przygotowaniu posiłku. Po 15 minutach wkład jest na tyle jeszcze gorący (ok.80stC), że można do niego włożyć woreczek ze śniegiem i rozpuścić go na wodę do picia.
    Po rozpuszczeniu wody temperatura wkładu spada do 50-60 stC co pozwala na ogrzanie rąk, nóg czy innych części ciała.
    Jeśli Pan lub ktokolwiek chciałby przetestować SR jestem do dyspozycji.
    (oczywiście bezpłatnie)
    Pozdrawiam
    Janusz

  • Arek pisze:

    Zamiast alkoholu jako paliwa można użyć biopaliwa do biokominkow – cena około 40-50zl za 5 litrów. Mam taki biokominek w bloku, nie trzeba mieć komina. Wada to zużycie tlenu (podobnie jak inne paliwa) , wydzielanie dwutlenku węgla (podobnie jak inne paliwa) i pary wodnej, ale o tlenku węgla nie ma mowy przy prawidłowej wentylacji (tlenek węgla powstaje gdy spalamy przy zbyt niskiej wartości tlenu – zamiast dwutlenku węgla CO2 wydziela się wtedy tlenek węgla/czad CO). Czasami przy dłuższym używaniu czuć zapach, ale generalnie są bezzapachowe.
    Dzięki za genialne artykuły i pomysły, w sam raz na moją Bieszczadzką kilkudniowa wędrówkę.

  • Myszoor pisze:

    Dodałbym jeszcze jednego „+”sa kuchenek benzynowych : jak latasz to taką kuchenkę weźmiesz do samolotu, kartuszy nie weźmiesz. Poza Europą kupienie kartusza z gazem to problem primo logistyczny – tracisz na to czas, secundo – są najzwyklej w świecie drogie (lub absurdalnie drogie).

    Zaliczyłem raz wypad „lotniczy” na który zabrałem tyko kuchenkę gazową i to był błąd którego nie powtórzę : ) Byłem też świadkiem zakupów jakiegokolwiek kartusza w Mestii i miny kupującego po uiszczeniu opłaty (już po dłuższych negocjacjach) za kartusz ca. 100g. – bezcenna : )

    Natomiast „lekka” zima czy letni outdoor jak najbardziej gaz : )

  • Karolina pisze:

    Super, dzięki temat gotowania w namiocie był dla mnie nieodkryty. A tutaj wszystko ładnie i konkretnie. Pozdrawiam

Leave a Reply