Dlaczego opowiadam historie?

22 czerwca 2016Osobiste
opowiesc_o_podrozy

Kilka miesięcy temu wpadł mi w oko tekst Konrada Kruczkowskiego, autora bloga „Halo Ziemia”, zatytułowany Dlaczego piszę?. Nie czytam wielu blogów, strona Konrada jest jednak w niewielkim gronie tych, które odwiedzam regularnie, ceniąc zaangażowanie, z jakim porusza ważne tematy społeczne. Trochę wcześniej niż lektura tego artykułu sam zadałem sobie podobne pytanie: dlaczego piszę i opowiadam swoje historie?

Być może podróżując samotnie czuję czasem potrzebę by znaleźć się wśród ludzi i zabrać głos. Powiedzieć o czymś, co dla mnie ważne. Czasem to prosta historia z drogi. Czasem ważna myśl, jaką podarowała mi jedna z moich wypraw. Nie lubię przebywania w środku tłumu, ale cisza i skupienie audytorium oraz własna przestrzeń, jaką obdarza mnie scena, daje mi poczucie bycia samemu nawet przed pełną salą.

Dlaczego opowiadam? Sprawcami tego są osoby, które przez minionych kilka lat napisały do mnie krótki list, dziękując za inspirację, jaką były moje własne przedsięwzięcia, opowieści, porady. Znam kilku ludzi, którzy ruszyli na długi szlak, ponieważ moje przeżycia stały się dla nich inspiracją. To dodaje skrzydeł. Być może jest ich więcej, nawet jeśli o nich nie wiem. Te wiadomości uświadamiały mi jednak, że słowa mają moc sprawczą. Naszymi historiami możemy zmieniać na lepsze życie innych ludzi.

wejscnamontblanc

Pamiętam wiosenny dzień, dawno temu, kiedy przyjechałem z wizytą do innego miasta. Czekało mnie w nim kilka spotkań, ale jedno z nich było najważniejsze: z kobietą, która spotkałem wcześniej i której wspomnienie nie dawało mi spokoju. Potrzebowałem powiedzieć jej, jak wiele dla mnie znaczy i spytać, co sama do mnie czuje. Rozmowa nie była łatwa. Wiedziałem, że taka nie będzie.

Wspominam ten osobisty szczegół ponieważ znacznie później zrozumiałem, że przez tamten wieczór, tą krótką chwilę, była dla mnie najważniejszą osobą na świecie. W tamten krótki moment decydowała – tak mi się przynajmniej wtedy zdawało – o moim szczęściu, być może o mojej przyszłości. W tamtej chwili nie myślałem świadomie w ten sposób. Dostrzegam to dopiero patrząc wstecz.

Po ponad roku spotkaliśmy się znowu. Emocje wywołane tamtym wieczorem przycichły i mogliśmy rozmawiać swobodnie. Tym razem jednak role odwróciły się nieco. Skończyła właśnie ważny etap swojego życia i stała przed wyborem dalszej drogi. Miała masę możliwości i brak pewności, którą z nich wybrać. Dzieliła się swoimi wątpliwościami i rozterkami, a ja, słuchając, próbowałem znaleźć słowa, które pomogłyby jej wybrać. To był moment namysłu. Szafowanie słowami, dawanie lekkomyślnych rad lub, co gorsza, nazwanie jej rozterek błahostkami, być może ucięłyby skrzydła, które rozwijała. „Początki są sprawą nader delikatną” – to słowa z „Diuny” Davida Lyncha. Bez wątpienia.

Znacznie później zrozumiałem, jak ważne są takie momenty. Każdy z nas może mieć chwilę, w której dla kogoś, nawet nieznanego, będzie tą najważniejsza osobą na świecie. Doda odwagi, pokaże kierunek, podpowie drogę lub właściwe rozwiązanie. Jego słowa, nawet przypadkowe i wypowiedziane mimochodem, mogą popchnąć kogoś do działania lub powstrzymać od niego. Nawet na krótką chwilę, na mgnienie – będzie decydował o kształcie czyjegoś życia. Będzie ważył w ręku czyjś los, nawet nie wiedząc o tym.

Kto wie. Być może – jakże nieskromna to myśl – któreś z moich wystąpień lub tekstów popchnęły kogoś do realizacji marzenia, którego zawsze się bał? Może ten krok miał zmienić jego życie? Świadomość, że bez mojej wiedzy mogę trzymać czyjeś losy w dłoni sprawia, że zaczynam ostrożniej szafować czynami i słowami. Że używam ich bez zbędnej brawury, z rozmysłem. A z drugiej strony przyświeca mi świadomość, jak wielkiej zmiany mogą dokonać. Słowami może nie zmienimy całego świata. Ale świat drugiego człowieka dzięki nim może stać się lepszy. To chyba oznacza odpowiedzialność.

Myśl o tym towarzyszyła mi także podczas przygotowań tego filmu. Tych 7 minut to coś, co zaczęło się od słów „nakręćmy coś fajnego”. Z początku miało służyć jako materiał próbny, filmową wprawkę Damiana, Grześka i Bartka. W trakcie nagrywania stało się ono jedną z moich najważniejszych opowieści. Umieszczam ją więc tutaj, z nieśmiałą nadzieją, że te doświadczenia pomogą komuś w wyborze własnej drogi.

ŁUKASZ SUPERGAN from Damian Wierzchowski on Vimeo.

Dołącz do dyskusji 6 komentarzy

  • Justyna napisał(a):

    Łukasz, jesteś dla mnie jedną z najważniejszych osób w tym górskich światku – od dawna Twoje wędrówki mocno mnie inspirują, głównie dlatego, że sama mam podobną filozofię podróży i ogromną przyjemność odnajduję w marszu. Opowiadaj dalej, bo dobrze Ci to wychodzi. Powodzenia, cokolwiek sobie wymyślisz! 🙂

  • dziadbor napisał(a):

    Łukasz co tu mówić, w Polsce jesteś prekursorem dlugodystansowego ultralight trekkingu a jednocześnie jesteś podróżnikiem, wędrowcem, tułaczem samotnikiem, zdobywcą pasm górskich. Myślę że na twoich doświadczeniach uczą się ludzie. To że chcesz się dzielić swoimi przeżyciami to jest dar, kontolujesz chęć gwiazdorzenia a przecież te dwie cechy są ze sobą mocno splecione i dlatego łatwo jest wpaść pułapkę tej drugiej. Niedawno przeczytałem twoją książkę o przejściu gór Zagros i dopiero teraz jestem pod wrażeniem, jeszcze raz GRATULACJE bo teraz uświadamiam sobie jak wielkim było to wyzwaniem, świetnie rozwijasz się pisarsko-warsztatowo, masz potrzebę bycia szczerym wobec czytelnika a to wielce podnosi wartość twojej opowieści. Wyobraź sobie że w trakcie czytania, w czerwcu przeszedłem GSB, oczywiście w stylu light więc książka została w domu i skończyłem ją po powrocie. Jak przeczytałem gdzieś na twoim blogu, że planujesz przejście Islandii to miałem zastrzyk adrenaliny. Zakończę jak Justyna. Powodzenia cokolwiek sobie wymyślisz!

    • Łukasz Supergan napisał(a):

      Dzięki. Z tym prekursorem może bym się wahał, są i inni wędrujący na długie dystanse, ale faktycznie – daleko i na lekko to mój kierunek.
      Podoba mi się stwierdzenie: „kontolujesz chęć gwiazdorzenia”. No, mam nadzieję!

  • dziadbor napisał(a):

    Łukasz upieram się przy tym prekursorze bo istniejesz bardzo mocno medialnie – blog, książki, spotkania. Są też inni, wiem ale nie istnieją w przestrzeni publicznej jak Ty, szkoda. Ktoś zrobi coś niezwykłego, powie coś w radiu albo gazecie i znika a ja mam głód na to, zdecydowanie większy niż np. na piłkę nożną. Łukasz, mam prośbę jeśli możesz, powiedz coś o przejściu Islandii – skąd dokąd, ile dni i kiedy. Wielkość plecaka który chcesz zabrać sugeruje że będzie to coś w stylu wyprawy Paula Sheilsa. Pozdrawiam. Hej

    • Łukasz Supergan napisał(a):

      Pracuję jeszcze nad technikaliami i współpracą z ważnym partnerem, który pomoże mi w tej przygodzie. Wszystko okaże się pod koniec przyszłego tygodnia. Sprawdziłem trasę Paula Sheilsa – moja będzie kompletnie inna i sporo dłuższa, więc czuję niepewność już teraz 🙂

Zostaw komentarz