Crowdfunding na podróż. 11 kroków do finansowania społecznościowego wyprawy

crowdfunding-podroze-finansowanie-spolecznosciowe-wyprawy

Wsparcie wizjonerskiej ekspedycji czy wakacje cudzym kosztem? Opinie o crowdfundingu na podróż, a więc finansowaniu wyjazdów społecznościowo, są podzielone. Niektórzy korzystają jednak z tego źródła, niekiedy z powodzeniem. Czy finansowanie swojej wyprawy z cudzych pieniędzy jest fair? Jakie projekty mogą liczyć na fundusze z crowdfundingu? Jak przekonać społeczność do wsparcia Twojego pomysłu?

Crowdfunding na podróż – czy ma sens?

Przed kilkoma latami (sezony 2013 i 2014), ze środków zebranych od czytelników, sfinansowałem trzy wyprawy: samotne przejście Łuku Karpat, zimowe przejście Karpat Słowackich oraz częściowo przejście gór Zagros w Iranie. Doświadczenia trzech projektów pokazały mi, że kilka rzeczy mogłem zrobić lepiej. Przez minione lata obserwowałem też osoby i zespoły, które w podobny sposób zebrały (bądź nie) finanse na swoje wyprawy. Regularnie sprawdzam co słychać na polskich portalach crowdfundingowych w kategorii „Podróże”. Czasem to interesująca lektura. Bywa też, że czytając przecieram oczy ze zdumienia.

Czym jest crowdfunding? W wielkim uproszczeniu można go porównać do sponsoringu, o którym pisałem niedawno w obszernym artykule. Różnicą jest jednak, że w tym przypadku Twoje przedsięwzięcie finansuje społeczność ludzi, których uda Ci się porwać i namówić do wsparcia Twojego projektu. Może to być wydanie książki, płyty, zorganizowanie wydarzenia kulturalnego. Lub podróży. Kłopot w tym, że płyta lub książka są czymś, co ostatecznie dotrze do Twoich wspierających, wynagradzając im udział w przedsięwzięciu. A podróż? Przecież nie zabierzesz ich wszystkich ze sobą jako towarzyszy Twojej wyprawy? A jednak wielu osobom udaje się finansować trudne przedsięwzięcia właśnie tą drogą.

Podróżnicze projekty crowdfundingowe, które śledziłem przez ostatnie lata, pomogły mi sformułować kilka spostrzeżeń. Postanowiłem zebrać je w listę 11 punktów. Są warte przemyślenia, jeśli chcesz sfinansować wyprawę z publicznych pieniędzy:

1. Czy nasz projekt ma wyjątkowy cel, dający opisać się jednym zdaniem?

Co ma być wynikiem naszego projektu? Czy jest to wyprawa zawierająca pierwiastek eksploracji? Czy będziemy odkrywać i poznawać mało zbadane miejsca? Poszukiwać śladów historii? Poznawać ludzi i opisywać ich kultury, zwyczaje, mity? Czy efektem wyprawy będzie coś namacalnego, jak film lub książka? Czy nasza wyprawa ma zdobyć jakiś konkretny cel, taki jak szczyt lub nowa droga na wierzchołek góry? Uważam, że jednym z czynników dla których ekipa „Nanga Dream”, próbująca wejść zimą na wierzchołek Nanga Parbat i Adam Bielecki jadący na Kanczendzongę, zawdzięczała powodzenie w zbiórce prostemu faktowi. Ich wyprawy miały przynieść bardzo konkretny efekt: wejście na szczyt lub nową drogę na niego. Proste i eleganckie, a więc łatwe do przekazania.

Jeśli Twoja wyprawa ma taki cel, musisz jasno przedstawić go w treści. Za przykład niech posłuży ten projekt Dominiki Kasieczko, zbierający fundusze na wyścig paralotniowy X-Alps. Konkretny, nieprzegadany.

  • Pierwszy akapit jasno przedstawia cel zbiórki („udział polskiego zespołu w Red Bull X-Alps – najtrudniejszym wyścigu paralotniowym świata”).
  • Drugi – czym jest ów wyścig („Od Salzburga do Monako, przez Alpy, wiedzie trasa jednego z najtrudniejszych rajdów przygodowych Red Bull X-Alps. W tym roku na linii startu stanie polski team paralotniowy z Dominiką Kasieczko na czele, pierwszą kobietą reprezentującą nasz kraj w tym wyścigu”).
  • Trzeci – dlaczego jest to wyjątkowe przedsięwzięcie („Dominika jest w elitarnym gronie 32 pilotów na świecie”).

Dwie infografiki obrazują trasę i jej trudności. Całość jest prosta i klarowna.

2. Czy cel jest ważny i wyjątkowy? (Czy finansujesz sobie wakacje?)

Wspomniane wyprawy, na Kanczendzongę i Nanga Parbat, posiadały jeszcze jedna cechę: gdyby się udały, miałyby szansę na zapisanie się w historię światowego himalaizmu. Osoby finansujące taką przygodę mogły mieć poczucie, że dzięki nim dokonuje się coś bardzo ważnego, przekraczane są granice ludzkich możliwości.

Wyprawa w miejsce, do którego nikt wcześniej nie dotarł lub na dziewiczy szczyt w 100% spełnia warunek wyjątkowości. Wyprawa nurkowa w niezbadane miejsce także. Bycie pierwszą kobietą z Polski, która dotarła do bieguna pieszo, również.

Niestety, powtarzalną regułą na portalach crowdfundingowych są osoby planujące wyprawę, która nie wnosi nic. „Nic” nie oznacza, że jest mało ambitna. Bywają to projekty trudne. Dla ich autorów realizacja ich na pewno będzie wyczynem życia. Ale czy będzie czymś rzeczywiście wyjątkowym, wyznaczającym nowe horyzonty dla ludzi? Trudno uznać za wyjątkowe wejście na popularny szczyt albo przejechanie jakiegoś kawałka Europy. Wejście na Pik Lenina to dla początkującego alpinisty poważne wyzwanie, jednak obiektywnie mówimy o górze, na której stawały tysiące ludzi. Jeśli Twój projekt to zwykła podróż przed siebie, prywatny wyjazd, który nie przyniesie żadnego przełomu i nie zapisze się w historii, szansa że ktoś zechce go wesprzeć jest raczej mała.

Wyjątkiem od tej reguły są ośmiotysięczniki. To szczyty oblegane i mające już setki wejść. Wymagają zebrania po 25-50 tysięcy złotych, a jednak zbiórki na te góry należą generalnie do udanych, z zastrzeżeniem, że panie wykazują w niech większą skuteczność, determinację i zaradność (choć zastanawiam się ile jeszcze będzie najmłodszych Polek na Evereście 😀 ).

https://polakpotrafi.pl/projekt/kobiece-manaslu-2018
https://polakpotrafi.pl/projekt/piramida-carstensza
https://polakpotrafi.pl/projekt/sila-marzen-everest-2018
https://polakpotrafi.pl/projekt/najmlodsza-polka-na-everescie
https://polakpotrafi.pl/projekt/najmlodsza-polka-i-pierwsza-olimpijka-na-everescie

Przedsięwzięciem, które w przeszłości udawało się już wielokrotnie jest przejście Łuku Karpat. Trudno już zrobić je w wyjątkowy sposób… chyba, że planujesz je w wieku 70 lat :).

Im więcej takich projektów na „Zrzutka.pl” czy „Polak Potrafi”, tym częściej w dyskusjach na ich temat słychać: „z jakiej racji mam komuś finansować wakacje?”. Zasadne pytanie. Potrafię zrozumieć kogoś proszącego o wsparcie wyjątkowego przedsięwzięcia, które otworzy nowe horyzonty, poszerza wiedzę, albo jest w inny sposób niesamowite. Znacznie mniej zrozumienia mam dla kogoś proszącego o wsparcie objazdówki po Europie, którą można zrobić stopem za minimalne pieniądze. Potrzebujesz paru tysięcy by dostać się do Norwegii i spędzić tam kilka tygodni? Zastanów się nad tym, co będą mieli z tego Twoi darczyńcy. Pocztówkę? Pozdrowienia na Facebook’u? Jaką obiektywną wartość będzie miała Twoja podróż i co będzie w niej nowatorskiego? Jeśli jedziesz do Europy Zachodniej i Twoim celem będzie oglądanie małpek na Gibraltarze, będzie to po prostu zwykłe zwiedzanie i szukanie funduszy u innych wydaje mi się lenistwem.

Pik Lenina to kawał góry, który może wypruć z Ciebie wszystkie siły. Czy jednak jest ono wyjątkowe, jeśli na szczycie stają setki osób rocznie? Fot.: flickr.com/photos/kisitir/

Częstym tekstem, obecnym w opisach zbiórek, jest zdanie „Chcę/chcemy udowodnić, że nie ma rzeczy niemożliwych, wszystko da się osiągnąć, marzenia się spełniają…” itp. Zastanów się, czy nie wychodzi wtedy na to, że głównym celem podróży jest pokazanie innym, że jest on możliwy?

Uczciwość

Gdy mowa o wyjątkowości: niestety, tkwi tu pułapka. Polega ona na tym, że zachęcasz Twoich wspierających do finansowania przedsięwzięcia podrasowując je. Jeśli dasz innym poczucie, że realizowane przez Ciebie wydarzenie jest jedyne w swoim rodzaju – zwiększasz swoje szanse. Pierwsze wejście na szczyt czy dotarcie do jakiegoś miejsca przyciągnie większą uwagę mediów i wspierających. Stąd tak wiele na portalach crowdfundingowych przedsięwzięć, które są zwykłymi wycieczkami, ale kreowane są na epokowe wydarzenia. Znam projekt, opisany przez autorów jako trudna wyprawa wśród dzikich zwierząt i bezlitosnej pogody, w rzeczywistości będący popularną trasą trekkingową, na którą sam jadę z grupą turystów jako pilot. Ktoś inny nazwał się pierwszym Polakiem w danym miejscu, choć uważny research w sieci pokazał, że mógł być co najwyżej piątym. Co gorsza przedstawiał się tak nawet po zwróceniu uwagi na ten fakt. Słowo raz rzucone w przestrzeń już trudno zawrócić, poza tym „pierwszy” ładnie brzmiało w mediach. Jakiś szlak opisano jako najdłuższy, choć znawca tematu naliczyłby kilkanaście dłuższych. W tym miejscu chęć realizacji projektu zderza się ze zwykłą uczciwością.

Bądź ze sobą szczery/szczera. Niech Twoja podróż będzie wartością samą w sobie. Jeśli masz potrzebę jej podrasowania, to może znaczy, że nie jest ona aż tak niezwykła? Poza tym podobne manipulacje są dość łatwo weryfikowane przez znawców tematu, a raz nadwyrężonej opinii nie naprawisz tak łatwo.

Warto dbać, by nasze projekty rzeczywiście miały wysoką wartość. Czas i ludzie bezbłędnie je weryfikują.

3. Czy to jest istotne dla innych?

Jeśli włożyliśmy dużo pracy w nasz projekt i i jesteśmy do niego bardzo przywiązani, może się nam wydawać, że jest on najlepszy na świecie i przyciągnie całe tłumy. Tak nie jest. Temat który pasjonuje Ciebie, może przyciągnąć zaskakująco mało wspierających. Portale crowdfundingowe pełne są pomysłów, które uzyskały zaledwie kilka procent zakładanego wsparcia. Czy można to przewidzieć? Tak – rozmawiając z naszymi znajomymi o kompletnie odmiennych zainteresowaniach. Przez lata planowałeś/aś podnieść żagle i przepłynąć Atlantyk? Albo wyremontować Volkswagena busa i ruszyć w trip po Europie? Opowiedz historię swojej planowanej wyprawy koleżance, która pasjonuje się archeologią lub tkaniną artystyczną. Gdy zobaczysz błysk zrozumienia w jej oku, masz szansę zobaczyć taki sam błysk u innych ludzi.

4. Czy cel jest realistyczny?

„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi” (Einstein).

Na pytanie o realistyczność pomysłu musi odpowiedzieć sobie pomysłodawca projektu. W moim przypadku było to bardzo proste – jeśli w 2004 roku potrafiłem przejść Karpaty, istniała duża szansa, że z większym doświadczeniem i lepszym sprzętem zrobię to po raz kolejny w 2013. Na pytanie „czy to jest możliwe?” nigdy nie dostaniesz pewnej odpowiedzi, dopóki nie spróbujesz. Warto jednak przemyśleć swoje doświadczenie i odpowiedzieć sobie na chłodno: czy mam szansę? Jeśli najwyższym szczytem na jaki wszedłeś jest Mont Blanc drogą normalną, zbiórka na wyprawę na ośmiotysięcznik oznacza chyba brak krytycznego myślenia. Pomysł na przejście całości Himalajów i Karakorum jest bardzo ambitny, a gdy dodać do niego plan dotarcia pod wszystkie ośmiotysięczniki – cholernie kosztowny. Jego autor za doświadczenie długodystansowe miał jednak przejście całości polskich gór oraz trawers Alp (wiosenny, a więc robiony przez niższe partie). W trakcie wyprawy bardzo szybko zaczął wędrować drogami w dolinach, po czym wycofał się z projektu.

Jeśli jednak Twoje doświadczenie jest duże, nie wahaj się go wymienić, gdyż podwyższa ono Twoją wiarygodność.

5. Opowiedz historię

Podróż lub wyprawa nie muszą bić rekordu Guinnessa. Ważna jest historia – i emocje. Ludzie lubią słuchać historii. Jeśli Twoja podróż porusza w Tobie czułe struny, jeśli sprawia, że czujesz dreszcz planując ją i myśląc o niej, i jeśli esencję Twojej podróży potrafisz ubrać w opowieść i to wypełnioną emocjami, wygrywasz. Taką „opowieścią” może być artykuł lub film. Może to być Twoja własna historia, opowieść o tym, co skłoniło się do tej podróży, opowieść o ludziach do których zamierzasz dotrzeć.

Dobra opowieść ma fabułę i przekazuje emocje. Przykład? Bardzo popularny klip ekipy Nanga Dream do muzyki rapera Grubsona. Jako opowieść filmowa – fenomenalny. Krótki, efektowny, pokazujący esencję, rozprzestrzeniający się wirusowo w sieci. Jestem pewien, że wiele osób wspierających kolejną wyprawę na szczyt usłyszało o ekipie od Nangi właśnie dzięki temu filmowi, a Tomek Mackiewicz i Marek Klonowski stali się publicznie znani za jego sprawą:

Myśl trzeźwo. Nawet gdy jesteś pasjonatem w jakiejś dziedzinie, może okazać się, że Twój pomysł zna i rozumie bardzo wąskie grono. Nie szczędź więc czasu, by „skleić” dobry i jasny opis na stronie ze zbiórką. Nikt nie będzie chciał finansować przedsięwzięcia, którego autor nawet dobrze nie opisał. Przykładem jest ta zrzutka na bardzo poważną kwotę, posiadająca jedynie dwie grafiki i odnośnik do strony internetowej. Zero treści, zero informacji: co miałoby być celem, na co pójdą pieniądze, kto organizuje i jak wyglądać będzie całe przedsięwzięcie. Ktoś kto nie wie, czym jest EDK, raczej nie spojrzy na to ogłoszenie drugi raz. A szkoda, gdyż inicjatywa zrzesza co roku tysiące osób, które mogłyby zostać wspierającymi i zrealizować cel tej zbiórki.

6. Buduj społeczność (czyli dlaczego lepiej być sławnym)

Czego potrzeba do crowdfundingu? Ludzi. W dobie mediów internetowych nazywa się to społecznością.

Żaden projekt nie zadziała bez wsparcia. Uzyskasz je, gdy o Twoim pomyśle dowie się odpowiednio dużo ludzi. A więc zanim zaczniesz jakikolwiek podróż finansowaną crowdfundingiem, staraj się stworzyć wspólnotę wokół Twojego pomysłu. Jeśli prowadzisz bloga i masz stronę na Facebooku, masz gotową grupę ludzi do których możesz się zwrócić. Jeśli nie – zacznij budować ją od zera. Jak? Tworząc stronę i fanpage Twojego projektu, wydarzenia na Facebooku, pisząc, twittując, nagrywając i wysyłając wiadomość w świat.

Prosząc o wsparcie mojej wyprawy przez irańskie góry Zagros miałem za sobą dwa przejścia Karpat, szlak z Warszawy do Santiago i dwuletnią podróż wokół Azji. Przez trzy lata pisałem dwa blogi, wypełnione ponad 200 artykułami i poradami. Nie byłem więc kompletnie anonimowy. Osoba kompletująca Koronę Ziemi i prosząca o wsparcie na Everest czy Mt. Vinson, ma za sobą wejścia na większość wierzchołków, co prawdopodobnie oznacza, że też istnieje w przestrzeni publicznej już kilka lat.

Wynika z tego trochę pesymistyczny, ale oczywisty wniosek: łatwiej jest tym, którzy już są znani. Albo wręcz sławni. Gdy Adam Bielecki prosił o wsparcie jego wyprawy na północną ścianę Kanczendzongi, był już sławnym wspinaczem, mającym na koncie zimowy Gaszerbrum I i Broad Peak. Miał też duże grono oddanych fanów. Jego zbiórka w ciągu 2 godzin osiągnęła zakładany poziom 15 000 złotych i przebiła tę kwotę ponad czterokrotnie. Kolejna, na zimowe K2, które ostatecznie nie doszło do skutku, odniosła podobny sukces.

Nie popadaj jednak w depresję, jeśli nie stworzyłeś/aś takiej grupy ludzi. Gdy zaczynałem swoją pierwszą akcję, moja strona na Facebooku miała mniej niż 1000 fanów, a i tak wiadomość o wyprawie rozeszła się w środowisku, także za sprawą moich poprzednich projektów. Ważne, że osoby śledzące moją wędrówkę były w nią rzeczywiście zaangażowane.

Jeśli mam wybierać, wolę ze swoim pomysłem dotrzeć do 700 osób naprawdę zaangażowanych, niż do 7000 obojętnych.

Ważne, by budowanie Twojej społeczności zacząć odpowiednio wcześniej. Kilka miesięcy to minimum, by liczba obserwujących Cię na Instagramie czy Facebooku osiągnęła pierwszy tysiąc.

W poprzednim artykule na temat sponsoringu wspomniałem o zespole, który prosił mnie o radę w kwestii tworzenia społeczności. Nad filiżanką kawy przedstawili założenia wyjazdu i spytali:

„Chcemy zebrać ludzi, którzy wsparliby nasz wyjazd. Jak to zrobić?”
„Ile macie czasu?”
„3 miesiące”.

Jeśli Twoja podróż nie ma wielkiego potencjału i szansy, by rozprzestrzenić się viralowo, nie licz, że stworzysz od ręki wierne grono czytelników. To trwa miesiące, czasem lata. Tworzenie Twojej społeczności (profilu na Facebooku lub Instagramie, czytelników bloga, odbiorców newslettera) tuż przed zbiórką kasy to spóźniony pomysł. NAJPIERW stwórz dorobek mniejszymi wyprawami i zbuduj swoją markę poprzez tworzenie fajnych treści. Dopiero potem proś o wsparcie jakiegoś dobrego i dużego projektu. Skoro mowa o czasie: daj sobie dość czasu na cały projekt. Odpalanie zbiórki na miesiąc przed planowanym wylotem z Polski, jak w tym przypadku to z reguły gwarancja porażki.

W sukcesie moich trzech zbiórek była jednak zasługa jeszcze jednego, potrzebnego elementu – mediów. Będą one Twoimi przekaźnikami.

7. Korzystaj z gotowych przekaźników

Możesz mozolnie budować grupę czytelników i fanów, którzy za rok-dwa być może wesprą Twoją przygodę. Będziesz to robić, rozwijając swoje media społecznościowe, blog, stronę. Ale czy możesz dotrzeć do większej grupy szybciej? Tak. Korzystając z pomocy tych, którzy takie społeczności już stworzyli: blogerów, portali górskich, serwisów podróżniczych. A także gazet, telewizji, dużych portali – gdzie tylko trafisz.

Powodzenie mojej wyprawy przez zimową Słowację, w styczniu i lutym 2014, zawdzięczam w dużej mierze jednej wzmiance na jednym blogu. Blog Roberta Drózda „Świat Czytników” jest jednym z najpopularniejszych w swojej tematyce, co miesiąc czyta go 150 000 unikalnych osób. Jedna, krótka wzmianka, jaką umieścił Robert na swojej stronie znaczyła więcej niż dziesiątki informacji, które ja umieściłbym na mojej. Ponad setka osób, których dotacje otrzymałem przed wyjazdem na Słowację, to jego czytelnicy. Bez tego drobnego wydarzenia, realizacja prawie 40-dniowego projektu byłaby walką.

Przed wyjazdem do Iranu napisałem do kilku znajomych dziennikarzy z propozycją, by wypuścili choćby krótką wzmiankę na temat wyprawy. Postarałem się też o patronaty medialne kilku portali. Razem z moimi dotychczasowymi czytelnikami, udostępniającymi informację na swoich profilach, stworzyli masę krytyczną, która pozwoliła projektowi ruszyć i szybko osiągnąć pierwszych 20%. Plan wyprawy pieszo przez Iran okazał się dość intrygujący, by podchwyciły go większe media, w tym gazeta.pl i Radiowa Trójka. Krótka obecność w czołówce dużego portalu lub znanej stacji wybiła mój projekt w ciągu kilku godzin. Wieść o nim rozprzestrzeniła się dostatecznie szybko, bym zebrał niezbędną kwotę po połowie zakładanego czasu.

Wniosek? Zanim przystąpisz do promowania swojego projektu w sieci odszukaj popularne gazety, blogi i serwisy, i wykorzystuj je jako przekaźniki Twojej idei. Szukaj forów internetowych, grup i organizacji, wyślij informacje do ich autorów i administratorów, proś o patronat nad przedsięwzięciem. Jednym słowem – zamiast budować swoją społeczność od zera, skorzystaj z już istniejących.

8.Pielęgnuj swój projekt

Wielu osobom wydaje się, że wystarczy umieszczenie fajnego opisu i zdjęć na portalu zrzutkowym, a administratorzy strony załatwią resztę. Tak nie jest. Jeszcze przed odpaleniem, a potem przez cały czas jego prowadzenia, sam/a odpowiadasz za nagłośnienie Twojego pomysłu. Twój projekt nie rozejdzie się po świecie, jeśli nie wykonasz dużej pracy public relations. Oznacza to nawiązywanie kontaktów, pisanie, regularne aktualizowanie Twoich social mediów, opowiadanie o nim dziennikarzom itd. Jeśli tego nie zrobisz, nikt nie usłyszy o Twoim wydarzeniu i efekt będzie taki jak na poniższym obrazku:

crowdfunding-podroze-finansowanie-spolecznosciowe-wyprawy

Bardzo ważny jest początek. To w chwili odpalenia projektu nabiera on największego rozpędu. Jeśli masz czytelników czy widzów – Twoją społeczność – uprzedź ich o nadchodzącej akcji, aby czekali w blokach startowych. Użyj wszystkich Twoich mediów społecznościowych i newslettera. Wyślij informację do dziennikarzy. Udostępniaj aktualności, które zachęcą do komentowania i udostępniania, gdyż zwiększy to ich zasięg. I przez cały  czas bądź w kontakcie z odbiorcami.

9. Miej wszystko gotowe

Mój pierwszy eksperyment z crowdfundingiem to wyprawa Łukiem Karpat w 2013 roku. Podczas tamtej zbiórki każdy, kto przekazał jakąkolwiek kwotę na wyprawę, otrzymywał moja książkę „Pustka wielkich cisz” w wersji cyfrowej PDF lub MOBI. Na samym początku popełniłem jednak błąd: system przyjmujący wpłaty na stronie działał tylko w 50%, gdyż akceptował wyłącznie przelewy przez PayPal. Dopiero kilkanaście dni później uruchomiłem go w pełnej funkcjonalności, jednak przez tych kilkanaście dni moją stronę odwiedziło zapewne wielu potencjalnych darczyńców, którzy nie mogli wziąć udziału w tym projekcie. Wniosek – jeśli chcesz wykorzystać efekt nowości, jaki pojawia się na początku Twojej akcji, przygotuj wszystko co niezbędne – system wpłat, informacje, zdjęcia, kontakty – przed jej rozpoczęciem.

10. Bierz i dawaj

Czym różni się crowdfunding od zbiórki publicznej? W tym pierwszym osoby wspierające projekt otrzymują od autora wynagrodzenie w ustalonej uprzednio formie. Muzyk wydający album może za otrzymane pieniądze wypalić płyty dla swoich darczyńców. Pisarz może wydrukować egzemplarze książek. Co może zaoferować podróżnik lub alpinista? Decyzja o tym może być problemem.

Pierwszą myślą jest odwzajemnienie się za wsparcie czymś wartościowym, przywiezionym z wyprawy. Może to być ładnie oprawione zdjęcie ze szczytu z odręcznym autografem. Czapka afgańskiego pasterza. Pokaz zdjęć z wyprawy dla wybranej osoby. Możliwości jest wiele, trzeba tylko wykazać się kreatywnością. Planując karpacką wyprawę wybrałem model najprostszy – każdy z moich darczyńców, bez względu na kwotę jaką wpłacił, otrzymywał ode mnie cyfrowy egzemplarz książki. Przejście Iranu wymagało większej kreatywności. Tam nagrodami były: cyfrowy album (plik PDF z ponad 150 fotografiami) z wyprawy, zdjęcia z formie cyfrowej z licencją na ich wykorzystanie, zdjęcia drukowane, płyty CD, ozdobne egzemplarze książek, a także warsztaty górskie oraz poprowadzenie wspólnej wycieczki przez jedno z polskich pasm górskich.

Adam Bielecki, jadąc w Himalaje, dał wielu swoim wspierającym poczucie, że mają szansę tworzyć historię eksploracji Himalajów. Skromne przejście Karpat takiego poczucia może nie dać. Dlatego moje doświadczenia w crowdfundingu pokazały mi, że bardzo ważne jest, by oprócz samej satysfakcji móc ofiarować wspierającym coś namacalnego jako podziękowanie.

11. Kontynuacja i rozliczenie

Kiedy Twoje przedsięwzięcie się powiedzie, a Ty obiecasz swoim darczyńcom coś materialnego, zrealizuj to zobowiązanie.

Bądź na bieżąco. Obojętnie czy realizujesz swój projekt poprzez własne kanały czy zewnętrzną stronę crowdfundingową, Twoi darczyńcy zasługują by powiedzieć im, co słychać w projekcie który sfinansowali. Warto publikować relacje z drogi, a po zakończeniu informować ich o artykułach i sprawozdaniach w mediach, o prezentacjach jakie będziesz robić, zamieszczać zdjęcia i relacje. Pokaż wspierającym Cię osobom jak wykorzystano ich pomoc.

No i na koniec: wywiąż się ze zobowiązań. Obiecane nagrody muszą trafić do wspierających, chyba, że coś nieoczekiwanego stanęło Ci na drodze. Niezrealizowanie zobowiązań to oszustwo, jakiego dopuszczasz się na ludziach, którzy Ci zaufali. To także uderzenie w tych, którzy z finansowania społecznościowego będą korzystać po Tobie. Niestety, są projekty, które okazały się niewypałem, a ich autorzy zniknęli bez śladu, nie siląc się nawet na wyjaśnienia czy przeprosiny:

crowdfunding-podroze-finansowanie-spolecznosciowe-wyprawy-2

Na zakończenie

Finansowanie społecznościowe w Polsce dojrzało. Pierwszy boom, jaki mu towarzyszył kilka lat temu, już nawet przycichł. Cały czas crowdfunding wykorzystują jednak artyści chcący wydać niezależnie swoje płyty, filmy bądź książki. Również podróżnicy i alpiniści z niego korzystają, nie mogąc zdobyć funduszy od sponsorów czy wypracować ich samemu.

Crowdfunding nie musi mieć jednak ściśle ustalonej formy, jakiej wymaga duży portal. Czasem możesz „prowadzić” go za pomocą swojej strony czy fanpage’a, z dobrym skutkiem. Pamiętam moment, gdy podczas podróży po Południowo-Wschodniej Azji nasz aparat fotograficzny nawalił. Gdy opublikowaliśmy na blogu prośbę o pomoc w znalezieniu sponsora na nowy sprzęt, odezwali się do nas znajomi, poznani kilka miesięcy wcześniej w Himalajach. Przeczytawszy o naszym problemie postanowili nam pomóc i sfinansowali znaczną nowego aparatu. Rok później, w podobny sposób, sam koordynowałem zza komputera akcję przekazywania funduszy na nowy komputer mojej koleżance, przebywającej w Paragwaju. Gdy udało jej się zebrać wystarczającą kwotę, kupiony sprzęt pomógł jej w zbieraniu i opisywaniu tradycyjnych technik tkackich w Ameryce Południowej i Środkowej. Trochę później, wraz ze znajomymi, zorganizowaliśmy akcję wsparcia podróży Piotrka Strzeżysza przez obie Ameryki rowerem.

Taki właśnie jest crowdfunding: dajesz, jeśli możesz, prosisz kiedy musisz, a pomoc którą kiedyś otrzymałeś dobrze jest podać dalej innej osobie.

Zjawisko to najlepiej chyba widać w muzyce, gdzie słuchacz i wykonawca stali się klientem i wytwórcą, oddzielonymi żądną zysku wytwórnią. Wymagania finansowe biznesu przyczyniają się do rozwoju piractwa. Zyski spadają i błędne koło się zamyka. Wystarczy jednak zmienić model finansowana, by je przerwać. Zamiast wymagać od publiczności, by płaciła za Twoją twórczość, spraw, aby SAMI chcieli za nią zapłacić. To jest właśnie crowdfundindg. Świetnie opisała to w swoim genialnym wystąpieniu piosenkarka Amanda Palmer:

Crowdfunding nie oznacza niezależności – to współzależność i współodpowiedzialność twórcy i odbiorcy. Stajemy się zależni od innych ludzi, ale niezależni od podmiotów nastawionych wyłącznie na zysk – na przykład wydawców książek czy muzyki. Podejście „maksymalizacji zysku” w finansowaniu społecznościowym nie ma racji bytu.

Dla mnie crowdfunding to nie tylko model finansowania. To element nowej kultury i ekonomii – ekonomii daru, której działania doświadczyłem kiedyś w schroniskach na szlaku do Santiago. W tym modelu ekonomicznym zanika relacja klient/sprzedawca lub producent/konsument. Jesteśmy nimi wszystkimi naraz, wszyscy zależymy od siebie, konsument staje ramię w ramię z twórcą i pomaga w realizacji jego pomysłu. Ważne, aby to pozytywne zjawisko nie przesiąkło myśleniem biznesowym, by nie stało się mechanicznym sposobem na zdobywanie funduszy i było prowadzone z sercem, a nie z chęci łatwego zarobku. Czy w finansowaniu wypraw/podróży jest to możliwe? Tak, choć wymaga sporego namysłu i uczciwości obu stron.

Dołącz do dyskusji 2 komentarze

  • EwelinaRoo pisze:

    Mam mocno mieszane uczucia co do takiej formy finansowania podróży. Cel musiałby być naprawdę wyjątkowy i ciężki do osiągnięcia samodzielnie, abym wsparła jakąś tego typu zbiórkę

Zostaw komentarz