Bridgedale StormSock – test skarpet wodoodpornych

5 listopada 2018Sprzęt, Top 3
skarpety_bridgedale_stormsock_test

Jesień to czas kiedy często się poddaję i rezygnuję z niskich butów, zabieranych na letnie szlaki. Zamiast nich sięgam po lekkie, ale wysokie buty trekingowe i w nich chodzę jesienią i zimą. Dotychczas były one najlepszą ochroną przed przemoczeniem stóp w złą pogodę, wśród bagnistych łąk, na pełnych błota drogach leśnych. Doświadczenie podpowiada zresztą, że nawet dobre, wodoodporne buty przemokną w dostatecznie długiej ulewie.

Nawet jesienią i zima nie chcę jednak rezygnować z treningów biegowych, a te oznaczają wyjścia na kilka godzin w niskich butach. Moje ulubione miejsce to ścieżki i las, i szczerze nie lubię asfaltu, musiałem więc jakoś przyzwyczaić się do błota i wody. Bardzo często wracałem z treningu z przemoczonymi butami i skarpetami.

Co byłoby rozwiązaniem? Jeśli nie mogę chodzić lub biegać w butach kompletnie wodoszczelnych, mogę dodatkowo ochronić stopy przed przemoczeniem wodoodpornymi skarpetami. Pomysł nie jest nowy – na Islandii testowałem już jedną parę, która jednak skończyła swój żywot po roku, na przejściu Alp. Szukając czegoś nowego trafiłem na model brytyjskiego Bridgedale. Skarpet tej firmy używam od kilkunastu lat i ze wszystkich bez wyjątku byłem zadowolony. Czemu nie spróbować także i tych? Mój wybór padł na model Bridgedale StormSock Heavyweight Boot.

O co w tym chodzi?

Idea jest prosta: skarpeta z klasycznej wełny lub mieszanki wełna/syntetyk przemaka w ciągu chwili. Umieszczenie wodoodpornej bariery pod spodem materiału byłoby nieprzyjemne dla użytkownika. Pokrycie jej takim materiałem na wierzchu nie zadziałałoby: mechaniczne tarcie o wnętrze buta szybko starłoby membranę. Jedynym rozwiązaniem była skarpeta zbudowana z 3 warstw. Wewnętrzna to miękka wyściółka, zewnętrzna – elastyczna warstwa z wytrzymałych włókien syntetycznych, zaś w środku membrana, podobna do tej stosowanej w kurtkach lub butach. Otrzymujemy skarpetę komfortową w noszeniu, mocną, a przy tym nie przepuszczającą wody.

Z pozoru Bridgedale StormSock przypominają klasyczne, ciepłe skarpety górskie. Różnice łatwo jednak wyczuć dotykiem: materiał jest grubszy, bardziej zbity i sztywniejszy niż klasyczna wełna. Od wewnątrz miękka, dość puszysta wyściółka, z zewnątrz – gładsza warstwa stykająca się z butem. Czy membrana jest tam rzeczywiście? Wystarczy prosty test, by się o tym przekonać: gdy przyłożysz usta do materiału i spróbujesz dmuchać przez niego, okaże się to niewykonalne. Warstwa zewnętrzna to mieszanka nylon i elastan 95/5. Środek to głównie wełna merino, miękka i przyjemna w dotyku. StormSock są produkowane w kilku wielkościach, takich samych jak klasyczna rozmiarówka Bridgedale.

skarpety_bridgedale_stormsock_test

Konstrukcja skarpet: wnętrze z miękkiej wełny, wierzch z gładszej mieszanki nylon/elastan.

Komu miałby służyć taki patent?

Przede wszystkim będą one pomocą w najbardziej mokre pory roku, jesień i zimę. Nawet jeśli Twoje buty są dobrze zaimpregnowane i posiadają barierę membrany,wodoodporna skarpeta będzie dodatkowym wsparciem. Gdy masz tendencję do marznięcia, dodatkowo ogrzeją Twoje stopy. Będą nieocenione w mokrym śniegu, głębokich kałużach, podczas przechodzenia mokrej łąki lub gdy Twoje buty nie są wodoodporne. Sam regularnie wychodzę na szlak w moich niskich Merrelach bez membrany. Moje buty biegowe także jej nie posiadają.

W terenie

Pierwszym testem było wyjście z domu i dłuższe wybieganie nad warszawską Wisłą. To dobre miejsce na różnorodne formy biegu. Gdy szukasz po prostu miejsca do treningu wbiegasz na Wał Zawadowski i tniesz na południe ile nogi pozwolą. Jeśli masz dobra kondycję szybko znajdziesz się poza Warszawą. Z drugiej strony gdy szukasz odrobiny trudności terenowych możesz zbiec w pobliże rzeki i podążać za krętymi, zarośniętymi ścieżkami w lesie łęgowym. Tam dużo łatwiej o zaplątanie się w gałęzie i wpadnięcie w błoto – i o to w sumie chodzi. Taki pierwszy „mieszany” bieg był idealnym testem dla nowych skarpet.

Pierwsze spostrzeżenia: choć pozornie grube, są bardzo wygodne. Elastyczny materiał opina stopę tak, że szybko zapomniałem, że je mam. Brak wystających szwów oznacza brak uciskających fragmentów materiału podczas biegu czy wędrówki. To duży plus: jedyne szwy w skarpetach (poza tymi wokół ściągaczy) to płaskie przeszycie na wysokości palców. Są kompletnie niewyczuwalne. Sprężyste ściągacze u góry pewnie utrzymują całość we właściwym położeniu.

Pierwszy kontakt z wodą to złudzenie, że skarpety przemokły. Tak jednak nie jest. Szybki test i zdjęcie ich ze stopy po powrocie pokazały, że mając kompletnie przemoczone buty i wilgotną warstwę zewnętrzną skarpet, stopy wciąż mam suche. Kontakt z błotem i krzakami także nie zrobił na nich wrażenia i po kilkudziesięciu kilometrach były nienaruszone.

skarpety_bridgedale_stormsock_test

Bieg czerwonym szlakiem na grzbiecie Gorców. Warunki niekoniecznie idealne

skarpety_bridgedale_stormsock_test

Końcówka Gorców, zbieg z Turbacza do Nowego Targu.

Drugim, poważniejszym testem były góry. Plan zakładał weekendowy pobyt w Pieninach i Gorcach, i przebiegnięcie grzbietów obu tych masywów. Każdego dnia miałem do pokonania około 35 km w poziomie i 1000-1300 metrów podejść. Podstawowy zestaw ubrań, niskie buty, bardzo lekki plecak – i dużo błota na szlakach. Moje lekkie Merrele, idealne na letnie wędrówki, mają duże panele z przewiewnej siatki po bokach i na przodzie, nie mogły więc wytrzymać długo tych warunków. Tu także StormSock pokazały swoje zalety. Mimo permanentnego kontaktu z wodą i błotem, które zalały kompletnie moje buty, skarpety pozostały suche wewnątrz. Po 8 godzinach ściągałem je z kompletnie suchych stóp. Przy kilku godzinach wysiłku każdego dnia zapewniały bardzo duży komfort – stopy podczas biegu nie tylko nie przegrzewały się, ale nie były niemal wcale wilgotne, co oznacza, że przy swojej odporności na wodę skarpety nie są kompletną barierą i pozwalają im oddychać. Membrana jest oczywiście pewnym ograniczeniem i nie wyobrażam sobie używania jej w upale, jednak w warunkach polskiej górskiej jesieni, w temperaturze ok. 10°C i mniejszej działają idealnie. Każde wejście do głębokiej wody czułem przez chwilę jako dotknięcie chłodu, ale takie uczucie zaraz mijało. Nawet kompletnie przemoczone buty nie wyciągały z moich stóp ciepła, jak czyniłyby to poprzez klasyczne skarpety.

Dziesiątki kilometrów biegów i marszu – i kompletny brak oznak zużycia. Materiał zewnętrzny pozostał nienaruszony, mimo licznych spotkań z roślinami i kamieniami, wewnętrzny nic nie stracił ze swojej sprężystości. Zewnętrzna warstwa to wytrzymały nylon, dodatkowo skarpety posiadają strefy wzmocnionego materiału na przodzie oraz na pięcie. To te ciemne fragmenty, w dotyku minimalnie sztywniejsze od reszty.

Bridgedale stworzył serię skarpet wodoodpornych, różniących się grubością, a więc i termiką, a także długością. Dla chodzących po naprawdę głębokim śniegu/błocie będą modele sięgające pod kolano. Moja para to klasyczna długość do 1/3 łydki. Wystarczająca, by zabezpieczyć nimi także wysokie buty trekingowe. Tej właśnie kombinacji zamierzam używać zimą, na długich wędrówkach przez Beskidy.

Stormsock to także model dla rowerzystów. Choć sam nie zapuszczam się w góry na dwóch kółkach, polecam bardzo recenzję Sławka Siedzińskiego, który testował je własnie w ten sposób: https://8a.pl/8academy/test-skarpet-wodoodpornych-bridgedale/

skarpety_bridgedale_stormsock_test

Błoto po kostki – klasyka jesiennych Beskidów

Podsumowanie

Zalety? Przede wszystkim spełniają swoje podstawowe zadanie: trzymają wodę z dala od stóp i to nawet po pełnym zanurzeniu buta w błocie czy wodzie. Poza tym okazały się idealnie komfortowe i wytrzymałe. Wady? Nie znalazłem żadnej. Ważne jednak, by wspomnieć, że wodoodporne skarpety to nie patent uniwersalny. Nie będą działać podczas dobrej pogody, a w upale membrana zemści się na stopach, zamieniając je w saunę. StormSock to model na niższe temperatury. Już teraz zabieram je więc na jesienne wyjścia, nawet przy dobrej pogodzie mając je w rezerwie na wypadek deszczu. Jeśli moje buty poddadzą się podczas wybitnie złej pogody lub podczas wielu dni marszu w śniegu, para wodoodpornych skarpet będzie świetnym rozwiązaniem awaryjnym.

Dołącz do dyskusji 5 komentarzy

  • Michau napisał(a):

    Merrelle! 😉

    O, widzę, że ciorasz kolejną parę MOAB II 😉

    Za Twoją radą z przejścia łuku Alp ja również się w nie zaopatrzyłem i po jakichś 700km wszechstronnego użytkowania wania mogę tylko potwierdzić superlatywy z Twojej recenzji. Chyba najciekawszym zjawiskiem, które mnie w nich spotkało, to że na dystansie ok. 70km podczas Sudeckiej Żylety zdążyły mi całkowicie przemoknąć od ulewnego deszczu i mokrych traw, a następnie zupełnie wyschnąć od samego ciepła stóp i wielogodzinnego marszu po suchych ścieżkach. Niezastąpione na długie marsze po łatwych beskidzkich szlakach, chociaż na bardzo skaliste ścieżki w Tatrach czy Pirenejach niestety już, dla mnie przynajmniej, za miękkie 😉

    • Łukasz Supergan napisał(a):

      To prawda, są szerokie i przez to bardzo wygodne. To sprawiło, że po Alpach wskoczyłem w drugą parę identycznego modelu i jestem bardzo zadowolony. Nie są niestety idealne na mokrą skałę, tu brakuje im bardziej agresywnego bieżnika, jednak na szlaki pokroju GSB – 10/10.

  • Andrzej napisał(a):

    Łukasz, czy foty w rajtuzach i treningi biegowe oznaczają, że podejmujesz się w przyszłym sezonie biegu ultra ? 😉 Czy to po prostu element treningu pod kolejną ostrą wyrypę trekkingową?
    Co do skarpet – wyglądają niemal jak onuce. Aż mi się noga poci, jak je widzę 😉 Ale to merino – jak już się założy, to ciężko zdjąć.

    • Łukasz Supergan napisał(a):

      Tak, przyszły sezon planuję zacząć wreszcie maratonem i krótko potem pobiec >50 km. Na początek na nizinach. Ale prawdą jest, że jest to także część treningu pod wyprawy. Przyszły rok poświęcam w dużej mierze właśnie budowaniu solidnej formy.

  • Easy Surf napisał(a):

    Nie wybieram się na ultramaratony ale test tych skarpet jak najbardziej mi się przyda ;p

Zostaw komentarz