Pisząc i opowiadając o podróżach, zwłaszcza gdy robimy to na własnym blogu, opisujemy często wyłącznie swoje przeżycia. A gdyby tak, w przerwie między podróżami, rzucić czasem okiem na to, co robią inni? Tysiące ludzi przemierzają świat, przeżywając niesamowite przygody, tymczasem znalezienie ich w gąszczu milionów blogów i stron jest prawie niewykonalne.

Nieczęsto czytam blogi innych osób. Częściowo z braku czasu, ale głównie dlatego, że nawet najlepszy artykuł lub książka nie zastąpią doświadczania rzeczywistości na własnej skórze. Jest jednak kilka osób, których przygody lub przygotowania śledzę od kilku lat, miesięcy lub tylko tygodni. Jedni bardzo znani, inni kompletnie nie. Każdy robi lub planuje robić coś innego. Łączy ich oryginalność pomysłów i fakt, że cały czas są dla mnie inspiracją. Właśnie dlatego chcę o nich wspomnieć. Może staną się inspiracją także dla Ciebie?

Out Of Eden

W 2013 roku dziennikarz Paul Salopek wyruszył w drogę, której celem jest odtworzenie trasy, jaką pokonała ludzkość w ciągu ostatnich kilku milionów lat. Rozpoczynając w Etiopii, kolebce rodzaju ludzkiego, wędrował przez Afrykę na Bliski Wschód, gdzie się aktualnie znajduje. Stąd, śladami rozprzestrzeniającej się ludzkości, będzie wędrował przez Azję, Amerykę Północną i Amerykę Południową, by w 2020 roku, po 7 latach od wyruszenia, zakończyć swoją drogę na Ziemi Ognistej. Jego wędrówka to spotkania z ludźmi i rozmowy o najważniejszych problemach jakie ich dotykają – zmieniającym się klimacie, migracjach, zaniku tradycyjnych kultur. Jak sam pisze „wędrując pomału, szukam ukrytych historii tych ludzi, których głosy rzadko pojawiają się w mediach”.

Co 100 mil (160 km) Paul zatrzymuje się, by w punkcie  gdzie się znalazł wykonać serię zdjęć i nagrań otoczenia oraz przeprowadzić krótki wywiad z najbliżej znajdująca się osobą. Po zakończeniu całej drogi zestaw takich rozmów stanie się swoistym „przekrojem” ludzkości.

Jego strona to nie typowy blog z podróży. To forum wymiany idei i miejsce nauki, z którego korzystają uczniowie, cała platforma medialna, przy której współpracuje wiele instytucji i osób.

www.outofedenwalk.com

Getting Nowhere

Mateusza poznałem jesienią 2006 roku, kiedy nabierała rozpędu kampania w obronie doliny Rospudy. Nie pamiętam już czy wylądowaliśmy razem w obozie tamtej szalonej zimy, możliwe, że byliśmy zajęci różnymi działaniami w swoich miastach. Potem jednak było kilka innych spotkań, wyjazdów i wspólnych działań. Aż do 2010 roku, gdy opuściłem Polskę by spędzić 2 lata w Azji. Gdy wracałem przez Azję Centralną Mateusz i Ania wyruszyli w swoją podróż rowerową na wschód. Spotkaliśmy się w stolicy Tadżykistanu, Duszanbe, na dosłownie kilka godzin. Pamiętam ich dobrze – spaleni turkmeńskim  słońcem szykowali się właśnie do przejechania Pamir Highway.

ania_matt_duszanbe

Spaleni słońcem, na chwilę przed opuszczeniem Duszanbe. Gdy oglądam to zdjęcie ciekawi mnie gdzie spotkamy się następnym razem?

Po kilkunastu miesiącach dotarli do Tajlandii, skąd samolotem udali się w Himalaje Indii i Nepalu, docierając tam do miejsc, które rzadko są oglądane przez Europejczyków. Obecnie wrócili do Azji Południowo-Wschodniej i zmierzają do Nowej Zelandii. A potem? Tego nie wiedza chyba nawet oni sami. Niedawno minęły 2 lata ich podróży i z zazdrością obserwuję, że energia Ani i Matta z jaką opisują kolejne przygody, pozostaje niezmieniona. A przy tym są świetnym przykładem, że wielkie przygody można realizować bez zadęcia i „parcia na szkło”. Swojego bloga piszą po angielsku, ale zdjęcia mówią same za siebie:

www.gettingnowhere.net

On the Bike

Piotrek Strzeżysz swojego bloga, oprócz wersji angielskiej, prowadzi co prawda także po polsku, pozostaje jednak fenomenem, nie posiadając swojego profilu na „fejsie”. W tych czasach nie znam zbyt wielu takich jak on, więc szacunek za wytrwałość.

Piotrek jeździ po świecie na rowerze. Kiedyś po Kaukazie, Tybecie, przez obie Ameryki, a obecnie także po drugiej stronie Atlantyku, z Alaski do Patagonii. Mimo złamania nogi jakiego doznał w USA nie poddał się, ale wrócił na rozpoczęty rok temu szlak i kontynuuje swoją epopeję.

Niecodzienne są nie tylko drogi jakie obiera. Także to, jak opisuje je na swoim blogu. Refleksje nad byciem w drodze, poczucie rozdarcia między byciem w miejscu a byciem w drodze, życiem samotnie i z kimś, sensem podróżowania w ogóle – nieczęsto spotyka się takie rozmyślania. Polecam Ci więc przeczytanie kilku opowieści Piotrka:

www.onthebike.pl

Mój kolega Marcel

Marcel Bąk to gość, który na ostatnie przejście Karpat Słowackich zimą pożyczył mi plecak i śledzie namiotowe do śniegu. Udzielił mi też kilku cennych porad na temat przetrwania zimą. I choć robi rzeczy które sam uważam za godne podziwu, nie ma ochoty o nich pisać. Od czasu do czasu doradza innym na forum NGT.pl, jego przygody śledzić można jednak nieregularnie na Picasie.

Samotny „prawie-trawers” Islandii, przejście (i przepłynięcie) 1000 km przez wyżyny Mongolii, wędrówki po górach Skandynawii, a zeszłej zimy samotny trawers norweskiego płaskowyżu Hardangervidda. Oraz szczytowe, przyprawiające o dreszcze osiągnięcie – epicka noc na szczycie Babiej Góry, w towarzystwie trzech wariatów, którzy wpadli na pomysł obejrzenia tam wschodu słońca. Ze zdumieniem obserwowałem wtedy Marcela wcinającego swój wieczorny posiłek, placek na bazie mąki. Wyjaśnił mi wtedy, że taki rarytas ma w warunkach górskich same zalety, choć zapomniałem już jakie.

(Zdjęcia z tamtego wyjazdu znajdziecie w galerii „Babia Góra” na stronie poniżej. Zwróćcie uwagę zwłaszcza na ostatnie z nich.)

Pasja robienia rzeczy według własnego projektu została w nim do dziś – Marcel sam projektuje i modyfikuje niektóre elementy swojego wyposażenia. Jest także specjalistą od tego, co lekkie – tam gdzie inni ciągną sanie z 40 kg sprzętu, on wędruje z 15-kilogramowym, minimalistycznym plecakiem. Gdy ma taka możliwość wspomaga się tzw. packraftem – lekką, dmuchana tratwą, z która pokonuje długie odcinki rzek i jezior.

Obecnie kibicuję mu w przygotowaniach do kolejnej wędrówki, tym razem w Azji Centralnej. I mam nadzieję, że nie pogniewa się na mnie że o nim piszę.

picasaweb.google.com/115008072047042999872

Rowerem na zachodni kres Europy

Na tle różnych ludzi poznających najdalsze zakątki świata, podróżowanie po Europie wydaje się łatwizną. Ci z nas, którzy to robili wiedzą, że to nie zawsze prawda. Co więcej – droga przez Stary Kontynent potrafi odmienić spojrzenie na świat bardziej, niż podróż dokoła naszego globu, czego sam doświadczyłem w zeszłorocznej wędrówce do Santiago. Może właśnie dlatego kibicować będę Grzegorzowi, Mateuszowi i Markowi, trzem gościom, którzy już za 2 tygodnie wyruszają z Górnego Śląska do Santiago de Compostela na rowerach. Z pomocą sponsorów, ale bez zadęcia.

facebook.com/rowerem.na.zachodni.kres.europy

Co łączy ich wszystkich? Pozornie nic, gdyż cel, sposób podróżowania i miejsca które mijają wydają się nie mieć ze sobą nic wspólnego. Dlaczego więc będę śledził ich przygody i kibicował im w ich drodze? Może dlatego, że słysząc o nich po raz pierwszy poczułem, że za ich wędrówkami stoi nie ambicja czy chęć udowodnienia czegoś, ale potrzeba serca, której ulegają. Dopóki więc sam nie wyruszę w drogę, tej piątce będę kibicował.

A za kogo Ty trzymasz kciuki w tym roku?

Join the discussion 5 komentarzy

Leave a Reply